Co dalej z IBM?

Jest bardzo prawdopodobne, że okres bezkrólewia w IBM zostanie wykorzystany do wzmocnienia roli poszczególnych oddziałów firmy.

Jest bardzo prawdopodobne, że okres bezkrólewia w IBM zostanie wykorzystany do wzmocnienia roli poszczególnych oddziałów firmy.

Po rezygnacji Johna Akersa, IBM poszukuje nowego dyrektora. Poszukuje też nowej polityki rynkowej, gdyż musi przezwyciężyć poważne trudności finansowe - deficyt w 1992 r. 1992 szacowany jest na 5 mld USD. Nie wiadomo, która sprawa jest pilniejsza i pojawiają się niezależne spekulacje dotyczące obu kwestii. Jako stosownego kandydata na szefa IBM wymienia się Rossa Perrota, który podczas minionej kampanii wyborczej w USA ubiegał się przez jakiś czas o fotel prezydenta.

Więcej domysłów budzi sprawa restrukturyzacji firmy i pytanie, czy zasadnicze decyzje na temat przyszłości IBM zostaną podjęte przed mianowaniem nowego dyrektora, czy później. Wiele wskazuje na to, że IBM wprowadzi teraz "prowizoryczną strategię przetrwania", która, o ile się powiedzie, stanie się trwałą strategią tej firmy.

Pierwszym punktem tej strategii jest zdecydowane przejście na architekturę RISC we wszystkich klasach komputerów, w których ma ona zastosowanie, czyli wszędzie poza najtańszymi modelami. Wprowadzona zostanie nowa linia komputerów, bliska ValuePoint, oparta na procesorze PowerPC, opracowanym wspólnie przez IBM i Motorolę. Podjęto już działania, których celem jest stworzenie nowego oddziału IBM, na razie bez nazwy, stanowiącego ogniwo pośrednie między grupą EST (Entry Systems Technology) a AWSD (Advanced Workstation Systems Division). Oddziałem tym będzie prawdopodobnie kierować Nobi Mii, obecny szef EST.

Drugim punktem strategii jest opracowanie nowych superkomputerów, stanowiących tradycyjnie jeden z najsilniejszych punktów oferty IBM. Oddział ESG (Enterprise Systems Group), odpowiedzialny za technologię mainframe'ów, opracowuje systemy równoległego przetwarzania, oparte na procesorach RS/6000 i systemie operacyjnym AIX. Pierwsza linia komputerów wykorzystujących tę technologię, Power Parallel System, składać się będzie z modeli zawierających od 6 do 64 procesorów RS/6000 i 1 GB pamięci. Mają się one znaleźć w sprzedaży w III kw. br.

Kontynuowanie tej tradycyjnej polityki ma także złą stronę. Większość klientów woli obecnie systemy rozproszone niż mainframe'y. By odzyskać ich zaufanie, IBM musi dowieść, że choć zamierza kontynuować prace nad superkomputerami, potrafi też zaproponować konkurencyjne rozwiązania w zakresie "front-end processing". Przekazanie tych przeciwstawnych informacji na rynek jest trudnym zadaniem, z którym boryka się wiele firm. IBM musi wymyślić coś inteligentnego, albo jego oferta straci na wiarygodności. Jest to sytuacja, w której od "public relations" zależy więcej niż od sprawnej technologii. Firmy hardware'owe często nie radzą sobie z tym dobrze. Dla wielu potencjalnych klientów obecna oferta IBM nie jest czytelna. Świadczy o tym statystyka. W 1991 r. 37% poszukujących nowego sprzętu w USA było gotowych kupić jakiś system IBM. W ubiegłym roku to samo pragnienie wyraziło już tylko 22% potencjalnych użytkowników.

Trzecim punktem nowej strategii IBM jest szybkie rozwijanie oprogramowania dla OS/2. IBM ciągle nie jest w stanie wykorzystać potencjalnych możliwości tego systemu operacyjnego, który pozostaje w cieniu Windows. Sytuacja ta prawdopodobnie ulegnie zmianie, gdy powołane przez IBM i Apple'a przedsiębiorstwo Taligent wyprodukuje krytyczną liczbę programów dla OS/2, narzucając tym samym nowy standard operacyjny.

Poważne znaczenie w tym zakresie ma też Developer Assistance Program, którego zadaniem jest sponsorowanie prac nad tworzeniem handlowych aplikacji dla OS/2. Program ten, działający w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, ma już 1000 stałych członków i działa, wedle szacunków paryskiego biura IBM, na rzecz ponad 1 mln użytkowników posiadających systemy OS/2 2.0 z 32 - bitowym procesorem. Wykorzystując komunikację sieciową, DAP oferuje bogaty biuletym informacyjny, prowadzi szkolenia i buduje narzędzia aplikacyjne.

Jest więc dość prawdopodobne, że okres bezkrólewia w IBM zostanie wykorzystany przede wszystkim do wzmocnienia roli poszczególnych oddziałów firmy. Każdy z nich będzie się starał na własną rękę odzyskać straconą pozycję na rynku. Można się spodziewać, że oddziały, które wypracują znaczny zysk i zdobędą nowych klientów, będą niechętne perspektywie podporządkowania się centralnemu kierownictwu. W efekcie IBM może przestać istnieć jako jedna firma i może stać się luźną grupą niezależnych producentów. Takie rozwiązanie jest utrudnione przez wspólny kapitał, zobowiązania finansowe, prawa akcjonariuszy, itp. Względy administracyjne i prawne mogą jednak ustąpić pod naporem presji ekonomicznej.

Jeśli tak się nie stanie i IBM pozostanie firmą składającą się z silnych oddziałów, dojdzie zapewne do znacznego osłabienia roli kierownictwa centralnego. W takiej sytuacji trudno oczekiwać, że nowym szefem zostanie wybitny businessman. Byłby to sygnał, że autonomia oddziałów zostanie ograniczona. Prawdopodobnie nie byłaby to też trafna decyzja w sensie ekonomicznym. Szef "federacyjnego" przedsiębiorstwa nie ma istotnych zadań do spełnienia - chyba, że za takie uznana zostanie konieczność zamknięcia niewydolnych oddziałów i zwolnienia pracowników.

Na razie IBM przeprowadza zwolnienia w białych rękawiczkach. Oddział IBM Adstar, produkujący pamięć dla systemów IBM (i innych producentów) musi zwolnić łącznie 1000 osób z dwóch fabryk: w Tucson (Arizona), gdzie zatrudnionych jest 1700 osób i San Jose (Kalifornia), gdzie pracuje 6400 osób. Zamiast wyznaczać konkretne osoby do zwolnienia, IBM oferuje pakiet świadczeń, ułatwiających decyzję odejścia z pracy. Osoba, dobrowolnie rezygnująca z zatrudnienia, otrzymuje zapłatę za przyszłe 8 do 52 tygodni pracy (w zależności od stażu), a także ubezpieczenie medyczne na rok i "most przedemerytalny", czyli odszkodowanie wypłacane regularnie do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego. Osoby, które odrzucą tę ofertę otrzymają propozycje pracy w innych fabrykach IBM.

Tak jednak można bawić się z tysiącem osób. Trudno natomiast będzie utrzymać ten sam styl, gdy dojdzie do zwolnienia wszystkich zbędnych pracowników. Ich liczbę w IBM szacuje się na ok. sto tysięcy.


TOP 200