Chytrusy

Można pozazdrościć osobnikom potrafiącym robić duży użytek z małej wiedzy. Umiejętność niezwykle pożyteczna dla jej posiadaczy, bo łatwo i szybko, czyli efektywnie i efektownie osiągnąć potrafią to, do czego inny uczony niezguła do końca życia nie dojdzie.

Można pozazdrościć osobnikom potrafiącym robić duży użytek z małej wiedzy. Umiejętność niezwykle pożyteczna dla jej posiadaczy, bo łatwo i szybko, czyli efektywnie i efektownie osiągnąć potrafią to, do czego inny uczony niezguła do końca życia nie dojdzie.

Będzie się taki uczył, poznawał i krygował z obnoszeniem umiejętności. Nie czas i miejsce na dokładność. Świat i pieniądze uciekają, dalejże więc w pogoń za nimi. Byle kilka haseł podłapać i tak je dobrze sprzedać, aby zysk mieć nieporównywalny do wkładu. Ot, prawa marketingu. Nauczy się taki z edytora korzystać i już ogłasza, że zna się na komputerach. A tego, który go przyuczył, z góry zaczyna traktować i najchętniej do piachu by go posłał. Cóż więc dziwić się, że osobnicy mający takie inklinacje, szybko do góry się pną. To tylko w Ameryce syn właściciela firmy zaczyna karierę od zamiatania w niej, aż po latach, drogą awansu, dostanie się wreszcie na czubek. U nas nie ma na co czekać. Gdyby kandydat zwlekał, okazałoby się, że firma już nie istnieje. Taka u nas stabilność ekonomiczna i horyzonty dalekosiężne. Lokalny Informatyk najlepiej doświadczył tego na własnej skórze.

Gdy wiele lat temu kładł kamień węgielny pod komputeryzację firmy, wszyscy wielkim szacunkiem go obdarzali. Pracowników było jeszcze niewielu, że na palcach zliczyć. Z biegiem lat firma rozwijała się, niekoniecznie za zasługą informatyki. Ale informatyka także się rozrastała, no i oczywiście komplikowała. Użytkownicy dostawali gładko dopracowane narzędzia software'owe do prowadzenia podstawowej działalności zawodowej. Rosło więc wszystko, a sieć komputerowa w szczególności. Pracownicy poznali dokładnie możliwości standardowych pakietów biurowych i umieli korzystać z dedykowanego oprogramowania. Lokalny, wiekiem i stażem przygnieciony, bez nadziei na lepszą przyszłość, wykonywał rutynowe działania, o których mało kto w ogóle wiedział. Nowa kadra wynagrodzenie sowite pobierała, natomiast o Lokalnym jakby zapomniano, pozostawiając go na pensji sprzed lat.

W pewnym momencie sytuacja dojrzała do modernizacji i Lokalny zmienił pracę. Na jego miejsce przyjęto zarządowego pociotka, co to komputer i modem w domu ma, zapewne więc i tutaj sobie poradzi. Jednak po miesiącu Zarząd nie był już tak pewny swego. Przestoje w pracy sieci, utrata danych i inne okoliczności kosztowały majątek. Przywołane ad hoc firmy specjalistyczne brały duże pieniądze, a proponowały jedynie wprowadzenie własnych rozwiązań, co już zupełnie nie wchodziło w grę. Można powiedzieć, że chytry dwa razy traci - co najmniej dwa - a tylko dwa, jeżeli ma niebywałe szczęście.

Piotr Schmidt (agent zakładowy)