Chmura w czasach koronawirusa

Początek pandemii COVID-19 był wyzwaniem zarówno dla firm, jak i dostawców rozwiązań chmurowych. Przejście na pracę zdalną odsłoniło słabe punkty infrastruktury, jednak doświadczenie uzyskane przez dwie strony jest bezcenne. Dziś łatwiej będzie rozmawiać o migracji do chmury z wahającymi się wcześniej organizacjami. I dostarczyć stabilne rozwiązania.

Kilkusetprocentowe wzrosty konsumpcji chmurowych rozwiązań komunikacyjnych, kilkudziesięcioprocentowe skoki zapotrzebowania na moc obliczeniową, chwilowa zadyszka serwerów, rozbudowa centrów danych, gigantyczny wzrost ruchu internetowego – taki był marzec i kwiecień 2020 r. widziany oczami dostawców technologii, którzy musieli utrzymać usługi na dotychczasowym poziomie.

Po drugiej stronie setki tysięcy pracowników zdalnych, którzy muszą mieć zapewniony kanał komunikacyjny z organizacją, dostęp do firmowych zasobów i bezpieczne środowisko przetwarzania danych. I usługi świadczone dla nich na dotychczasowym poziomie. Czy to się udało? Drugie, może ważniejsze pytanie: jaki będzie świat biznesu i technologii po pandemii?

Co działo się na froncie?

Mówiąc o rozwiązaniach chmurowych i wzroście zainteresowania nimi w czasie pandemii, należy rozróżnić dwie podstawowe rzeczy. Imponujące wzrosty technologii cloudowych na poziomie kilkuset czy nawet tysiąca procent dotyczą rozwiązań komunikacyjnych. W państwach objętych izolacją społeczną, czyli tam, gdzie najwięcej pracowników musiało z dnia na dzień przestawić się na tryb pracy zdalnej (najczęściej z domu), popyt na usługi cloudowe w modelu SaaS był ogromny. Zoom, Microsoft Teams, Google Hangouts Meet, Cisco Webex i szereg innych aplikacji święciły triumfy popularności.

Zobacz również:

„Zmiana była szybka i niespodziewana – łączna liczba rozmów wideo w Microsoft Teams wzrosła w marcu o ponad 1000%. W kwietniu zaobserwowaliśmy, że nawet 200 mln osób każdego dnia uczestniczy w spotkaniach organizowanych na platformie Teams, co przekłada się na ponad 4,1 mld minut spotkań dziennie” – wylicza Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce. Amerykański producent technologiczny „podkręcił” rynek pracy zdalnej, udostępniając bezpłatnie na sześć miesięcy swoją aplikację Teams. Odnotował największe wzrosty, ale też spore wpadki.

Zresztą nie tylko Microsoft, ponieważ w mniejszym czy większym stopniu stało się to u praktycznie wszystkich dostawców usług. Spektakularny down time zaliczył np. Zoom podczas jednej z sesji brytyjskiego rządu. Świat technologii po prostu nie był przygotowany na tak wielki krok w chmurę.

Walka w tle

Co wiosną zawiodło i jak sobie z tym poradzono? Problem nie dotyczył tylko konkretnych aplikacji, ale można wskazać co najmniej dwa newralgiczne miejsca. Jedno z nich to zapewnienie skalowalności zasobów potrzebnych do sprawnego działania aplikacji, ale nie tylko tych do komunikacji. Do centrów danych musiały szybko trafić kolejne serwery. „Każda usługa końcowa korzysta z jakiejś infrastruktury bazowej. My jesteśmy dostawcą tej infrastruktury. Odnotowaliśmy 30-proc. wzrost zainteresowania usługami chmury publicznej w naszych centrach danych, musieliśmy więc zwiększyć produkcję serwerów, na których te usługi są uruchamiane” – mówi Robert Paszkiewicz, VP, Central and Eastern Europe OVHcloud.

„Taka operacja była obarczona trudnościami związanymi z aspektem zabezpieczenia naszych pracowników, odpowiedniego zarządzenia pracą zmianową, zarządzaniem łańcuchem dostaw. To wszystko musiało ze sobą współgrać. Wystarczy przypomnieć sobie, co działo się kilka miesięcy temu na granicach, by wyobrazić sobie wyzwania logistyczne. Cieszę się, że podołaliśmy temu wyzwaniu” - dodaje.

„Pracownicy Microsoft podejmowali działania w całej organizacji, aby zapewnić dalszą rozbudowę usług Azure i pomóc klientom i organizacjom znajdującym się na pierwszej linii frontu walki z pandemią w zaspokojeniu ich najpilniejszych potrzeb. Osoby obsługujące centra przetwarzania danych pracowały przez całą dobę w systemie zmianowym, aby zainstalować nowe serwery, pozostając w odległości co najmniej dwóch metrów od siebie” – opowiada Mark Loughran.

„Zespoły ds. produktów Microsoft pracowały nad dalszym zwiększeniem wydajności, aby uwolnić zasoby Azure dla innych klientów. Podwoiliśmy przepustowość na jednym z naszych kabli podmorskich do przesyłania danych przez Atlantyk i wynegocjowaliśmy z właścicielami innego, aby udostępnić dodatkową przepustowość. Inżynierowie sieci zainstalowali nowy sprzęt i potroili przepustowość kabla America Europe Connect w ciągu zaledwie dwóch tygodni”. Warto wspomnieć, że obecnie Google ogłosiło położenie kolejnego międzynarodowego kabla z 16 parami światłowodów, który połączy Stany Zjednoczone z Hiszpanią i Wielka Brytanią. Zgodnie z komunikatem firmy, Google chce zapewnić lepszą jakość swoich usług, takich jak: Meet, Gmail czy Google Cloud.

I tu pojawia się drugi istotny aspekt wpływający na zapewnienie ciągłości usług chmurowych: przepustowość. To ją można w dużej mierze winić za wiosenne problemy z narzędziami do pracy zdalnej. „Z czego tak naprawdę korzystamy w przypadku komunikatorów? Z aplikacji hostowanej w chmurze dostawcy. Według mnie, ona relatywnie nie obciąża serwerów, natomiast obciąża pasmo internetowe” – zauważa Maciej Kuźniar, COO Oktawave. „Zarówno na początku pandemii, jak i obecnie zmienił się charakter internetu, jest dużo więcej połączeń wideo. W transferze nastąpił nawet wzrost o 40%. Przeciętnie, w zależności od węzła wymiany ruchu, ten wzrost waha się teraz pewnie pomiędzy 25 a 30%”.

Potwierdzają to wyniki badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Według raportu „Monitoring Gospodarki Cyfrowej”, w Polsce w trzy tygodnie od momentu ogłoszenia procesu odmrażania gospodarki ruch w sieci ustabilizował się w granicach ok. 30% powyżej stanu sprzed pandemii. Należy dodać, że wzrosty dotyczą również internetu mobilnego.

Jak podaje portal Speedtest, zużycie w czasie pandemii wzrosło o 20–40%. Zapotrzebowanie na internet mobilny jest rozciągnięte na cały dzień, co może wskazywać na wykorzystanie go do realizacji również pracy zdalnej.

Gdzie leży problem ewentualnych spowolnień? „Międzynarodowe zdolności przesyłowe są bardzo duże, dodatkowo bez większych problemów można je zwiększać. Dużo gorzej sytuacja wygląda na poziomie lokalnych operatorów internetowych” – tłumaczy Maciej Kuźniar. „Oczywiście w wielu domach jest światłowód, ale jeśli z internetu korzysta cała rodzina w stopniu znacznie większym niż przedtem, to obciążenie lokalnego operatora będzie rosło, a wydajność będzie spadać. Nam się wydaje, że to komunikatory nie działają, a przyczyna może być gdzie indziej. Lokalny operator może wręcz ciąć transfery, żeby nie zapchać łączy”. Te problemy też już zniknęły. Nastąpiła zmiana nie tyle na poziomie „kabli”, ile przepustowości zarówno portów, jak i umów. „Adaptacja sieci postępowała błyskawicznie. Tu nastąpiły ogromne zmiany, sieć już się zaadaptowała do sytuacji” – dodaje Maciej Kuźniar. „Ale driverem zmian jest chmura. To, że komunikatory mogły dostosować się szybko, możliwe było m.in. dzięki błyskawicznie dostępnym dodatkowym zasobom w chmurze”.

Jak wygląda kwestia infrastruktury cloudowej? „Z naszej perspektywy istotne jest wykorzystanie usług końcowych, np. do wideokonferencji czy pracy grupowej, ponieważ w jednoznaczny sposób wpływa ono na wykorzystanie infrastruktury chmurowej” – dodaje Robert Paszkiewicz.

Jesteś na drodze? Masz łatwiej

Chmura chmurze nierówna. Albo inaczej – wzrost konsumpcji chmury nie oznacza zmian we wszystkich procesach cloudowych. O ile bowiem polscy pracownicy głęboko zaczerpnęli z puli usług SaaS, o tyle przecież na tym chmura się nie kończy. Praca zdalna to nie tylko komunikacja z firmą, ale dostęp do innych aplikacji, systemów transakcyjnych, baz danych, serwerów plików. Oczywiście z optymalnymi mechanizmami bezpieczeństwa. Jeśli firmowe zasoby mogą być udostępniane poprzez internet, wszystko jest w porządku.

Co jednak, gdy serwer księgowy jest dostępny dla osób pracujących w księgowości wtedy, kiedy są one w biurze? Jak zrealizować dostęp do takich zasobów? To dylemat, przed którym nadal stoi wiele firm. Częściowo zapewne dlatego, że wobec chmury mają obawy o bezpieczeństwo.

Ostatnie badanie OVHcloud jednak pokazało, że choć firmy właśnie z tego powodu najczęściej nie chcą migrować do chmury, to jednocześnie organizacje, które ten proces przeszły, doceniły właśnie bezpieczeństwo chmury i łatwy dostęp do danych. „To może przyczynić się do chęci rozważenia szybszej transformacji infrastruktury on-premise czy korzystania z kolokacji do rozwiązań cloudowych, czy przez infrastrukturę hybrydową rozszerzenia do chmury prywatnej” – stwierdza Robert Paszkiewicz.

Wydaje się, że blockerem procesu migracji do chmury jest czas. „O ile można umówić się z pracownikami, że od jutra przechodzimy na komunikatory chmurowe, o tyle nie jesteśmy w stanie przenieść skomplikowanej technologii obsługującej firmy ‘pod spodem’ z dnia na dzień. To długie procesy, wymagające zaangażowania zarówno po stronie klienta, jak i dostawcy” – dodaje Maciej Kuźniar. Jak zaznacza, ta technologiczna część chmury nabierze również masy, podobnie jak aplikacje, ale to dłuższy proces. Część aplikacji po prostu nie jest cloud native, więc wymaga gruntownej zmiany. O wiele łatwiej jest tym organizacjom, które są już na drodze transformacji.

„Nowymi technologiami chmurowymi interesują się obecnie wszystkie firmy. Najmocniej jednak przemawiają one do klientów cloud native, czyli tych, którzy od początku budowali swój biznes na systemach dających się łatwo uruchomić w chmurze. To też organizacje, które rozważają przeniesienie części środowiska do zewnętrznego dostawcy”- mówi Jakub Górnik, dyrektor Departamentu Zarządzania Rozwojem Produktów B2B w T-Mobile Polska.

Chmura z głową

Część firm mogła pozwolić sobie na przyspieszoną transformację również ze względu na charakter świadczonych usług. Według dostawców, były to przede wszystkim firmy z sektora e-commerce i logistyczne (kurierskie). Znacznie większe zapotrzebowanie na infrastrukturę chmurową zgłaszali też producenci oprogramowania SaaS, szczególnie w zakresie wideokonferencji i webinarów. Czas pracy zdalnej wywołał ogromne zapotrzebowanie na zwiększanie zasobów. Łatwiej było na pewno firmom, które w czasie pandemii odnotowały gwałtowny wzrost zainteresowania ich usługami. Dla nich chmura jest rozwiązaniem umożliwiającym skalowanie biznesu i zasobów.

Wiele organizacji musiało wyjść ze strefy komfortu i transformację cyfrową rozpocząć znacznie szybciej, niż zakładały. Oczywiście nie można mówić o transformacji całkowitej, to proces ciągły i skomplikowany. Jednak kierunek został nadany.

Istnieje też pewne ryzyko, które objawi się nieco później. Przyspieszona transformacja cyfrowa i związanie się z poszczególnymi dostawcami, często z pozycji przypartego do muru, nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, chociażby ze względu na możliwy vendor-lock-in. Dlatego proces migracji do chmury musi być przemyślany, wynegocjowany, z zabezpieczeniem sobie wyjścia awaryjnego. Integracja na poziomie systemów może być na tyle duża, że warto pewne decyzje podejmować spokojnie. Wydaje się, że tak jednak robi wiele firm, skupiając się na analizie migracji do chmury. Dostawcy w rozmowach z „Computerworldem” podkreślali, że wiele projektów rozpoczętych przed pandemią zostało na razie wstrzymanych, a to oznacza, że firmy nie tracą głowy i na trzeźwo chcą realizować swoją strategię transformacji cyfrowej.

Na efekty przyjdzie jeszcze czas

Przedsiębiorstwa wyciągają wnioski z wiosny 2020. Niedawno przeprowadzone przez Cisco badanie „Agents of Transformation 2020“ pokazuje, że organizacje już zaczęły dostosowywać swoje przyszłe strategie, aby się lepiej przygotować na kolejne nieoczekiwane wydarzenia. Aż 87% respondentów przyznało, że pandemia była sygnałem ostrzegawczym dla ich organizacji. W rezultacie muszą skupić się na biznesie cyfrowym i długoterminowej odporności na tego typu sytuacje.

Co to oznacza? Transformacja cyfrowa i nierozerwalnie już z nią związana transformacja chmurowa wejdą na nowy, wyższy poziom. Efekty zobaczymy zapewne za kilka miesięcy. Gdy po stronie technologicznej pojawi się wyraźny wzrost, będzie to oznaczało, że biznes docenił fakt, że chmura rozwiązuje problemy ich organizacji. „Rozmowy z kolejnymi klientami i partnerami pokazują, że kwestia przekształcania decyzji podejmowanych w krótkim czasie w długoterminowe strategie digitalizacji jest kluczowa. Całe zagadnienie cyfrowej transformacji możemy natomiast podzielić na cztery pytania: Jak odnowić infrastrukturę? Jakich aplikacji potrzebujemy, aby kontrolować nasze procesy biznesowe? Jak zabezpieczyć dane? I oczywiście jak sprawić, aby praca zespołowa była wydajna i produktywna?" – mówi Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce.

„Oczywiście, chociaż od dawna rozmawiamy o pracy zdalnej, nie możemy zapominać, że nie wszyscy mogą wykonywać swoje obowiązki z domów. Automatyzacja przenosi technologię również na inne obszary, m.in. handlu czy produkcji. Jestem pewien, że niedługo będziemy świadkami ponownego przemyślenia kwestii cyfryzacji w szerszej perspektywie rynkowej“.


TOP 200