ChipUp, czyli komputer wiecznie młody

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w wyścigu komputerów osobistych największej zadyszki dostali użytkownicy. Trudno bowiem zmieniać kupiony niedawno komputer tylko po to, by sprostał on niebywale szybko rosnącym wymaganiom programistów, zasypujących rynek coraz to atrakcyjniejszymi, ale wymagającymi sprzętu o coraz większych możliwościach aplikacjami.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w wyścigu komputerów osobistych największej zadyszki dostali użytkownicy. Trudno bowiem zmieniać kupiony niedawno komputer tylko po to, by sprostał on niebywale szybko rosnącym wymaganiom programistów, zasypujących rynek coraz to atrakcyjniejszymi, ale wymagającymi sprzętu o coraz większych możliwościach aplikacjami.

Moralnie komputery starzeją się szybko. Użytkownik szuka więc sposobów jego unowocześnienia. Na szczęście producenci sprzętu nie pozostają obojętni na potrzeby rynku. Pojawiają się rozwiązania pozwalające na tzw. upgrade komputera, czyli radykalne zwiększenie jego mocy obliczeniowej, za relatywnie niewielkie pieniądze.

Rzut oka wstecz

Pierwsze próby takich rozwiązań były zgodne z ogólną ideą konstrukcji PC i polegały na dołączaniu specjalnie zaprojektowanych kart rozszerzających do szyny systemowej (Bus). Montaż ich nie należał do najłatwiejszych (konieczność indywidualnej konfiguracji), a efekt odbiegał od oczekiwań. Szyna systemowa taktowana jest bowiem zazwyczaj znacznie wolniejszym (np. 8 MHz) zegarem, co przy częstotliwości pracy nowego procesora rzędu 33 lub 50 MHz stanowiło barierę nie do pokonania. Poza tym zdarzały się również inne "niespodzianki" wynikające z niekompatybilności sprzętu.

Kolejnym, o wiele lepszym z technicznego punktu widzenia pomysłem, były tzw. rozszerzenia dedykowane, składające się, co prawda, również ze specjalizowanej karty, tyle że wtykanej w osobne gniazdo umieszczone bezpośrednio na płycie głównej. Dzięki takim rozwiązaniom, udawało się ominąć większość niedogodności. Nowy procesor działał bez zarzutu, osiągano też pełne dopasowanie podzespołów. Cóż jednak z tego, skoro kupujący był niemal niewolniczo uzależniony od producenta płyty głównej, a to z kolei stawiało go w bardzo niekorzystnej sytuacji finansowej (wysoka cena upgrade'u). Taki stan często rzeczy powodował, że nabywcy preferowali zakup kompletnie nowego urządzenia.

Teraz

Zapewne w wyniku analizy tych problemów narodził się najnowszy pomysł Acer'a noszący nazwę ChipUp, w którym upgrade polega wyłącznie na zmianie procesora. Oczywiście, aby w tak prosty sposób dawało się unowocześniać komputer, trzeba było opracować od nowa całą płytę główną. Jednakże skórka okazała się warta wyprawki: procesory z założenia przecież są ze sobą kompatybilne, a koszt całej operacji osiągnął najniższy z możliwych poziom. Dodatkową korzyścią jest także i to, że zostały pokonane niektóre ograniczenia związane z metodologią upgrade'u. O ile bowiem w poprzednich rozwiązaniach upgrade był ograniczony do np. typu procesora (z 386SX najwyżej na 386DX), lub musiał być rozłożony na raty, to w płytach Acer'a można komputer z procesorem i386 SX/16 MHz unowocześnić od razu do poziomu i486DX/66 MHz.

Ekonomia i nie tylko

Jeśli określić wartość upgrade'u jako cenę nowego komputera pomniejszoną o sumę cen dotychczasowej konfiguracji i koszty upgrade'u, to trzeba przyznać, że Acer'owskie SX-y pod tym względem są interesujące. Na przykład komputer typu 486SX kosztujący ok. 34 mln zł po wykonaniu upgrade'u (cena ok. 15 mln zł), staje się modelem 486DX2s/66 MHz o wartości rynkowej rzędu 6 tys. USD (ok. 80 mln zł). Co więcej, przystosowanie do upgrade'u nie odbyło się kosztem parametrów technicznych. Komputery te zdobyły w teście czasopisma PC Week pierwszą lokatę w klasie najszybszego sprzętu (z procesorem DX2/50 MHz).

Wydaje się, iż niebawem śladami Acera podążą także inni producenci, tworząc de facto nowy standard konstrukcyjny. Możliwość płynnej modernizacji oznacza, że marzenie o komputerach "rosnących wraz z użytkownikiem" zostanie w końcu zrealizowane.