Całkiem Nowa Rzecz

Książka Michaela Lewisa "The new new thing" to numer 1 na amerykańskich listach bestsellerów. Przebojowo napisana opowieść o jednym z pionierów cywilizacji informacyjnej - Jimie Clarku, twórcy Silicon Graphics, Netscape, a teraz Healtheon, który ma zrewolucjonizować rynek ochrony zdrowia w USA. Oto jej fragmenty.

Książka Michaela Lewisa "The new new thing" to numer 1 na amerykańskich listach bestsellerów. Przebojowo napisana opowieść o jednym z pionierów cywilizacji informacyjnej - Jimie Clarku, twórcy Silicon Graphics, Netscape, a teraz Healtheon, który ma zrewolucjonizować rynek ochrony zdrowia w USA. Oto jej fragmenty.

To, co się zdarzyło w Krzemowej Dolinie w Kalifornii w latach 90., jest największym w historii legalnym procesem powstania ogromnego bogactwa. Ale nie chodzi tylko o pieniądze. Biznes polegający na kreowaniu i wdrażaniu nowych technologii, który charakteryzują Krzemową Dolinę, jest kwintesencją doświadczeń i istoty Ameryki. USA zajmują specjalne miejsce na mapie świata ze względu na swoją innowacyjność i potencjał twórczy, materialny dobrobyt, umiłowanie wolności, ale także specyficzne poczucie przemijania. Krzemowa Dolina jest dla Stanów Zjednoczonych tym, czym Stany Zjednoczone są dla reszty świata.

Wynalazca, biznesmen czy naukowiec?

Jeśli ktoś zabierze się do wymyślenia nowej idei czy nowej technologii, po której się spodziewa, że po pierwsze, znacznie się na niej wzbogaci, po drugie, wprowadzi ona ogromne zamieszanie w całej gospodarce, a po trzecie, spowoduje, że nawet zwykli ludzie zauważą: "Mój Boże, coś się zmieniło", to na pewno nie można nazwać tego poszukiwaniem naukowym. Każdy poważny myśliciel potwierdzi, że jego zajęcie polega na czymś zupełnie innym. Również nie jest to przedsięwzięcie typowo biznesowe, mimo że w efekcie przynosi fortunę. A on nie będzie traktowany jak biznesmen. Tak naprawdę nie ma dobrego słowa na określenie aktywności ludzi działających w Krzemowej Dolinie, ludzi zajmujących się najbardziej twórczą dziedziną w amerykańskiej gospodarce. Ludzie, którzy zarobili już miliony dolarów, nie mają pojęcia, co w prostym kwestionariuszu wpisać w rubryce "zawód" lub "stanowisko". Przedsiębiorca? Poszukiwacz? Wynalazca? Również żadne z tych słów nie oddaje charakteru ich zajęcia.

Co więcej, również nie ma słowa dobrze określającego spodziewany owoc ich pracy. Jest to pomysł, idea czy technologia? Coś mającego wartość komercyjną, ale w sensie wkładu w budowanie biznesu, w jego sprawność i z tego powodu tworzącego wartość dodaną. Jak to nazwać? Całkiem Nowa Rzecz. Bo to nie tylko nowa idea czy pomysł, to jest także ten najwłaściwszy moment, w którym może i powinna ona wejść na rynek i zaistnieć w społecznej świadomości. Wtedy otrzymuje wsparcie, dzięki któremu nabiera takiego rozmachu, że zmienia świat. Wymyślenie tej Całkiem Nowej Rzeczy jest raczej efektem wyczucia ducha czasów niż oddziaływania techniki i finansów. Dla jej twórcy jest to takie uczucie, jak znalezienie słowa, które długo miało się na końcu języka, a jednak pozostawało nie wypowiedziane.

Za każdym razem, gdy udawał się któryś z pomysłów Jima Clarka, wielu ludzi, również z Krzemowej Doliny, mówiło, że on po prostu ma szczęście. "Szczęście" to jedno z tych niefortunnych słów, któremu przypisuje się znacznie większe oddziaływanie niż jest w rzeczywistości. To, co przydarzyło się Jimiemu Clarkowi w Krzemowej Dolinie, jest znacznie bardziej interesujące niż szczęście. Jest to szczególne spotkanie jego charakteru - łączącego niesłychane wyczucie technologii i zamiłowanie do anarchii - ze środowiskiem, które sowicie wynagradza te dwie cechy. W późnych latach 90. biznes w Krzemowej Dolinie przypominał dziecięce eksperymenty chemiczne. Jakaś niewidzialna ręka dodawała jedną substancję do drugiej z irracjonalną nadzieją, że lada moment będzie można krzyknąć: "Eureka!" Clark i inni jemu podobni okazali się takimi substancjami, które weszły ze sobą w reakcję, tak jak reagują ze sobą niektóre związki chemiczne.

Nowa Ekonomia

W marcu 1999 r. Jack Welch, prezes General Electric, jeden z tych menedżerów, którzy stworzyli mądrość klasycznego biznesu, powiedział, że Internet jest najważniejszym zjawiskiem w amerykańskiej gospodarce od czasów Rewolucji Przemysłowej. Również zdaniem Alana Greenspana, przewodniczącego US Federal Reserve: "Rewolucja w technologiach informatycznych zmieni sposób, w jaki funkcjonuje amerykańska gospodarka". W ten sposób najwyższe autorytety amerykańskiego biznesu zgodziły się, że można albo zaakceptować nowe reguły gry i przystosować się do nich, albo zanurzyć się w naczyniu z formaldehydem i przetrwać w charakterze muzealnego eksponatu.

Paul Romer, młody ekonomista, pracujący nad teorią Nowej Ekonomii, mocno akcentuje ważność technologii w kreowaniu wzrostu ekonomicznego, a więc również zjawiska, zwanego tutaj, Całkiem Nową Rzeczą. Odkrył on także głębszą przyczynę wielkiego zamieszania, jakie powodują współczesne zmiany technologiczne. "Zanim zaakceptujemy doniosłą rolę nowości - one przecież nie tyle przynoszą rozwiązanie, ile stwarzają możliwości wykreowania go - musimy zgodzić się na to, że nie ma żadnej specjalnej logiki w naszym świecie, nie ma żadnego sensownego wyjaśnienia, dlaczego rzeczy dzieją się tak, jak się dzieją. Wystarczyłoby kilka drobnych perturbacji na drodze rozwoju świata, ku takiemu jakim go znamy, i wyglądałby on całkiem inaczej. Jesteśmy zmuszeni przyznać, że nasz świat jest rezultatem długiego łańcucha przypadkowo znalezionych rozwiązań" - pisze w Journal of Development Economics. Jim Clark jest właśnie wynalazcą takich przypadkowych, nie wynikających z jakiejś nieubłaganej logiki, rozwiązań.

A pieniądze?

W pierwszych miesiącach po tym, jak Jim Clark zarobił swoje pierwsze większe pieniądze, czyli kilkaset milionów dolarów, czasem marzył: "Chciałbym mieć miliard dolarów. Wtedy byłbym usatysfakcjonowany".Wcześniej, gdy właśnie opuścił Silicon Graphics i startował z Netscape, zwierzył się młodemu inżynierowi Markowi Grossmanowi, z którym tworzył Silicon Graphics: "Silicon Graphics jest w porządku, ale ja chcę zarobić 100 mln USD". A jeszcze wcześniej, wtedy gdy rozpoczynał budowę Silicon Graphics, mówił: "Ja naprawdę chcę 10 mln USD". Każda liczba, którą kolejno wymieniał, stawała się rzeczywistością. J. Clark mówiąc, że chciałby coś mieć, tak naprawdę mówił, że zrobi wszystko, co potrafi, aby to osiągnąć. To nie było takie sobie życzeniowe myślenie. Jeśli dla Clarka coś było do pomyślenia, to było również do zrobienia. Jeśli nie byłoby wykonalne, to nie przyszłoby mu do głowy.

Dlaczego ludzie ciągle wytwarzają w sobie niezadowolenie z tego, co już osiągnęli? Dlaczego nie są nigdy usatysfakcjonowani? Zachowują się jak psy gończe trzymające pilota do sterowania sztucznym królikiem, który przed nimi ucieka, aby ich pobudzić do biegu. Nakręcają sami siebie.

Jim Clark nie zaprzestanie używania technologii do zmieniania świata, a więc potrzebuje wymówki, dlaczego to czyni. Przyczyna, dla której nie powstrzyma się w działaniu, pozostaje w istocie nieznana. Myślę jednak, że najlepszym i najbardziej trwałym motywem do podejmowania eksperymentów, dążenia do zmian, jest niezadowolenie z aktualnego stanu rzeczy. Ludzie, którzy są nieszczęśliwi z powodu tego, jak rzeczy wyglądają, mają tendencję do pozostawania niezaspokojonymi również wtedy, gdy rzeczy się zmieniają. Natura ich niezadowolenia jest taka, że żadna zmiana ich nie uszczęśliwi. Różnica między nimi a Clarkiem polega na tym, że Clark wierzy w nieskończone możliwości zmiany, wierzy, że nie zazna ograniczeń w swojej ekspansji. Jest więc najbardziej nieszczęśliwym optymistą, jakiego można sobie wyobrazić. Wie, że osiągnie co chce i wie, że nie będzie z tego powodu szczęśliwy, bo będzie chciał więcej.

--------------------------------------------------------------------------------

Michael Lewis The new new thing. A Silicon Valley Story; W. W. & Company Inc., Nowy Jork, 2000.