CEO jak trener piłkarski

Wyjątkowo ciekawego porównania - CEO do piłkarskiego trenera - dokonał profesor Udo C. Braendle z Wydziału Prawa Uniwersytetu Manczesterskiego. Wyszedł z założenia, że trener piłkarski i CEO pracują w podobnych warunkach: niezwykle konkurencyjnych, w międzynarodowym otoczeniu i mają do czynienia z ogromnymi pieniędzmi.

W dodatku, w obu przypadkach często dochodzi do zmiany "głowy" organizacji, kiedy wyniki są słabe. Z reguły w nadziei, że zmiana przyniesie poprawę irytujących właściciela wyników.

W celu określenia wpływu zmiany kierownictwa na organizację profesor Braendle prześledził wyniki blisko 2000 meczów w austriackiej pierwszej lidze, jakie odbyły się wkrótce po zmianie trenera w takich okolicznościach. Z owej benedyktyńskiej analizy wynika, że zmiana trenera niczego nie załatwia. Powód leży w kwestii kosztów i kultury - brzmi konkluzja autora. Zmiana jest kosztowna, wymaga wypłacenia odprawy i premii następcy. Ponadto, nie sposób szybko przełożyć kulturę organizacyjną na nowe tory. To kwestia w najlepszym wypadku tygodni ( w przypadku zespołu piłkarskiego). Zmiana CEO nie może być więc uniwersalnym, gotowym rozwiązaniem dla organizacji czy firm, które słabo sobie radzą.

Zobacz również:

  • Nowy prezes 7N

TOP 200