Byle kto, byle nie własny

Lokalny Informatyk zna swoją Dyrekcję jak zły szeląg. Mógłby więc bez trudu przewidzieć każde jej posunięcie w dowolnej sprawie, a w zawodowej w szczególności. Tak też było i tym razem.

Lokalny Informatyk zna swoją Dyrekcję jak zły szeląg. Mógłby więc bez trudu przewidzieć każde jej posunięcie w dowolnej sprawie, a w zawodowej w szczególności. Tak też było i tym razem.

Dyrekcja, aby utrzymywać i pogłębiać kontakt ze swymi zarejestrowanymi klientami, których wszak jest bez liku, ale nigdy za wiele, postanowiła dotrzeć do nich z imienną ofertą. Z grubsza chodziło o to, by skorelować indywidualne oferty z cechami osobistymi kandydatów, jak płeć, wiek, kolor włosów itd. Wiadomo bowiem ogólnie, że proponowanie mężczyźnie zakupu lakieru do paznokci jeśli już nie jest nietaktem, to przynajmniej niezbyt trafionym pomysłem, podobnie zresztą jak oferowanie kobiecie obcinarki do cygar. Tak więc, mówiąc górnolotnie, zdecydowano się na mailing profilowany.

Lokalny, który jak zwykle przy takich okazjach był wzięty na dywanik, stwierdził tylko, że w bazach danych kontrahentów istnieją jedynie suche dane adresowe klientów, a płci oraz innych cech indywidualnych ani widu. Niemniej Dyrekcja uparła się, że w przeciągu miesiąca chce mieć sprawę wysyłki załatwioną i w związku z ustawicznym oporem i niegramotnością Lokalnego Informatyka, sprawę postanowiono powierzyć firmie zewnętrznej.

Jak zwykle w takich przypadkach z opresji wyratowała Dyrekcję firma Ryjek i Stryjek, współpracująca z Dyrekcją od lat. Firma Ryjek i Stryjek pisemnie otóż zapewniała, że podoła zadaniu w przeciągu miesiąca, więc dotrzymane zostaną ostre rygory czasowe. Koszt przerobienia struktur baz danych wraz z wdrożeniem rozwiązania miał wynieść niemało, ale skąpa zazwyczaj Dyrekcja skwapliwie przystała na ofertę. Nie wzięto w tym zapale pod uwagę klauzuli, którą firma Ryjek i Stryjek umieściła w ofercie: "nie bierze się odpowiedzialności za jakość danych umieszczonych w bazie klienta".

Dane wstawiono wsadowo na chybił trafił, za pomocą niezbyt wysublimowanych procedur w języku SQL. Wysyłka profilowanego mailingu poszła oczywiście też na chybił trafił, oferując ludziom rzeczy niestosowne. Natomiast pracownicy działu obsługi klienta dostali przykazanie, aby z chwilą osobistego pojawienia się klienta "prostować" jego dane dotyczące płci, wieku i koloru włosów. Nie wypytując się, ale polegając na własnej niezbyt nachalnej obserwacji.

Gdyby Lokalny zaproponował takie rozwiązanie problemu, zostałby zrugany i przez kilka miesięcy nie otrzymywałby premii. Jak widać, przekonanie o małej wartości własnych pracowników wobec konsultantów zewnętrznych jest dobrze zakorzenione.


TOP 200