Bydlić w jadłospisie

W numerze 23/91 ComputerWorldu pewien użytkownik podpisujący się "Użytkownik" wyznał publicznie, że ma trudności ze zrozumieniem pisanych po polsku książek i instrukcji oprogrmowania. Przyczynę kłopotów, w przekonaniu Użytkownika, stanowi nadmiar słów angielskiego pochodzenia. Czytelnik miał za zadanie domyślić się, że gdyby zastąpić obce słowa wyrazami o polskim rdzeniu, to On, Użytkownik, wszystko by zrozumiał.

W numerze 23/91 ComputerWorldu pewien użytkownik podpisujący się "Użytkownik" wyznał publicznie, że ma trudności ze zrozumieniem pisanych po polsku książek i instrukcji oprogrmowania. Przyczynę kłopotów, w przekonaniu Użytkownika, stanowi nadmiar słów angielskiego pochodzenia. Czytelnik miał za zadanie domyślić się, że gdyby zastąpić obce słowa wyrazami o polskim rdzeniu, to On, Użytkownik, wszystko by zrozumiał.

Świadomie czy nie, Użytkownik poruszył rzeczywiście kontrowersyjny problem obecności obcych zwrotów w polskiej terminologii informatycznej.

Dylemat "czystości" językowej w terminologii fachowej pojawia się w naszych dziejach nie po raz pierwszy, lecz co najmniej trzysta siedemnasty. Jedną z pierwszych inwazji obczyzny na nasz piękny język była zapewne terminologia wojskowa. Nie wiem, czy nasi przodkowie wiedli spory o uprawomocnienie słów takich, jak "szpada", "haubica", "szwadron" czy "generał". Na pewno jednak nigdy żadne "legiony" nie rozwijały "szyków" w obronie czystości wojskowego języka. Polscy drukarze drukują prasę (niem. "dr ck", "press") niemal od czasów Gutenberga, zaś niemieckie "Handel" oznacza handel również nie od wczoraj. Od dawna też nikogo nie denerwuje "mechanik", "fryzjer", "gazeta", ani nawet "komputer".

Zapożyczenia językowe nie są niczym nowym, ani też niczym niewłaściwym. To tylko jeden z mechanizmów rozwoju języka. Nic nie pomogą batalie językowych fundamentalistów, ani też żale ofiar informatyki mających kłopoty ze zrozumieniem istoty rzeczy. Nie ma wyjścia, trzeba próbować zrozumieć, co znaczy "interpreter" czy "reset", bo są to pojęcia dokładnie zdefiniowane. Wymyślanie odpowiedników o polskich rdzeniach nic nie pomoże, a może nawet zaszkodzić. Kiedyś zadumałem się głęboko nad spolszczonym edytorem, gdy na ekranie ukazało się "Wprowadź" i "Załaduj" - dopóki było "Save" i "Load", wszystko było jasne.

Zapożyczenia dobrze służą tak potrzebnej unifikacji terminologii, zaś kostyczny puryzm na ogół działa odwrotnie. Rozumiem, że obce brzmienie niektórych słów może budzić mieszane uczucia, ale doświadczenie wykazuje, że to tylko kwestia czasu. Gdyby puryści zawsze mieli władzę nad językiem, to dziś moglibyśmy przeczytać w jakiejś instrukcji: "Skoro dasz Waść prztyczka skoblikowi przez <Esc> oznakowanemu, plamka na patrzydle jako żywo w głównem jadłospisie bydlić będzie".


TOP 200