Bogdan

Mam na imię Bogdan, dla znajomych Bodzio. Jestem odpowiedzialny w pracy za sektor tzw. public relations.

PROFILE

Mam na imię Bogdan, dla znajomych Bodzio. Jestem odpowiedzialny w pracy za sektor tzw. public relations.

Do pozytywnych zjawisk w naszej gospodarce mogę zaliczyć przede wszystkim zmiany, jakie ciągle zachodzą w stylu zarządzania przedsiębiorstwami. Nie do pomyślenia, aby stanowisko, które obecnie obejmuję, istniało w naszym kraju jeszcze kilka lat temu. Dzięki temu mam pracę ciekawą, kreatywną, wymagającą ode mnie stałej gimnastyki umysłowej i wydobywania z mego wnętrza najlepszych pomysłów. Studia skończyłem kilka lat temu na kierunku: zarządzanie. Obecnie uzupełniam wykształcenie na dziennikarstwie podyplomowym. Bardzo cenię nowoczesne, tzw. multimedialne techniki przekazu informacji, w tym przede wszystkim Internet. W zasadzie uważam, że Internet jest jedyną przyszłością - nawet dla dziedzin tak silnie związanych ze słowem drukowanym, jak dziennikarstwo. Muszę stwierdzić, że trudnię się niejako ubocznie tworzeniem stron WWW, bo jest to dla mnie ambitne wyzwanie na miarę moich możliwości. Wszak narzędzia służące kreowaniu witryn informacyjnych przestały wreszcie być mekką dla specjalistów informatyków. Nieźle wyszkolony znawca innych dziedzin potrafi obecnie stworzyć stronę WWW, nawet dla wymagającego klienta, przy użyciu wielu programów. Ja osobiście preferuję program Word, w którym także piszę artykuły tematyczne.

Informowanie za pomocą technik komputerowych jest niezwykle wygodne. Szybkość aktualizacji ma tu szczególne znaczenie, albowiem nie trzeba specjalnie liczyć się z objętością stron. Mam na to dowód bezpośredni. Otóż, jako osoba odpowiedzialna za kreowanie wizerunku mojej firmy, muszę od czasu do czasu zamieszczać w różnych czasopismach reklamy oraz tak zwane sponsorowane teksty. I właśnie tutaj na własnej skórze odczułem, co znaczy brak elastyczności, wynikający czy to z niechęci, czy konserwatyzmu redaktorów wydawnictw drukowanych. Nasza firma stale współpracuje w zakresie promowania działalności z kilkoma tygodnikami. Nierzadko zdarza się, że w ostatniej chwili jestem zmuszony wypchnąć kolejny tekst. Wydawca powinien być w siódmym niebie, gdy zgłaszamy się do niego i chcemy drukować artykuły w jego gazetach. Wszak czysty to zysk i żadna odpowiedzialność.

Pewnego więc razu zgłosiłem taką potrzebę do jednego z naszych zaprzyjaźnionych tygodników. A tymczasem redaktor naczelny oznajmia mi, że w tym numerze nie da rady, bo już zamknięty. Jak to zamknięty - dziwię się. Dla nas nie ma miejsca? No, niestety, w tym tygodniu wszystkie szpalty mamy szczelnie zapełnione - przekomarzają się ze mną. Ale po co nosi się głowę na karku - myślę sobie. Przecież nasz artykuł wypełni dokładnie całą stronę, możecie więc dodać do gazety jeszcze jedną stronę. Na to naczelny jakby się zdenerwował i mówi, że gazeta nie może mieć nieparzystej liczby stron. Do tej pory nie rozumiem ich sztywnego stanowiska. I między innymi dlatego wolę Internet.


TOP 200