Bodajbyś żył w ciekawych czasach...

To przekleństwo albo raczej klątwa sugeruje, że życie w czasach uznawanych powszechnie za ciekawe jest szczególnie szkodliwe dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Na brak ciekawych wydarzeń, nieoczekiwanych zmian i nowych informacji nie możemy narzekać. Wystarczy pomyśleć "o eksplozji Internetu, upadku komunizmu, początku nowego milenium (...) czy parze lesbijek wychowujących dzieci poczęte za pomocą nasienia Dawida Crosby" - jak zauważa Tom Kuntz, dziennikarz New York Timesa.

To przekleństwo albo raczej klątwa sugeruje, że życie w czasach uznawanych powszechnie za ciekawe jest szczególnie szkodliwe dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Na brak ciekawych wydarzeń, nieoczekiwanych zmian i nowych informacji nie możemy narzekać. Wystarczy pomyśleć "o eksplozji Internetu, upadku komunizmu, początku nowego milenium (...) czy parze lesbijek wychowujących dzieci poczęte za pomocą nasienia Dawida Crosby" - jak zauważa Tom Kuntz, dziennikarz New York Timesa.

Jednakże jak wynika z niedawnych badań opinii publicznej przeprowadzonych przez znaną amerykańską firmę marketingową Yankelowich Partners, znaczna większość społeczeństwa USA cierpi na przeraźliwą nudę. Autorzy tej ankiety - w której 71% spośród 2500 respondentów narzekało na monotonię życia i brak nowych wrażeń - sami byli tak zaskoczeni jej paradoksalnymi zdawałoby się wynikami, że porównali to zjawisko ze wzrostem tolerancji na działanie narkotyku, jaki obserwuje się u niektórych nałogowców.

Paradoks ten jest oczywiście tylko pozorny i jego przekonywające wyjaś-nienie zaproponował już w 1986 r. socjolog Orrin Klapp, który w swych esejach na temat przeciążenia informacyjnego twierdził, że społeczeństwo odczuwa dotkliwe znudzenie nie pomimo nadmiaru informacji, tylko właśnie z powodu owego nadmiaru. O. Klapp pisał o tym, jak informacyjny szum staje się coraz trudniejszy do przefiltrowania i w obfitości faktów gubi się wszelki sens. Jak każdy nałóg, także i "nałóg informacyjny" ma to do siebie, że zamiast podjąć radykalne przeciwdziałania (np. ograniczyć dopływ nowych informacji), stajemy się bezwiednie sojusznikami naszego najgorszego wroga. Zamiast oddać się miłej rozmowie z przyjaciółmi czy choćby trochę popracować, siedzimy często przed tym naszym komputerem, łudząc się, że wreszcie nasze wędrówki po Internecie zaprowadzą nas w jakieś rzeczywiście ciekawe miejsce. I gdzie kończymy? Jak doniosła właśnie grupa badaczy z uniwersytetów Stanforda i Duquesne w publikacji ogłoszonej w marcowym numerze czasopisma Sexual Addiction and Compulsivity, co najmniej 200 000 Amerykanów to kompulsywni "cyberotomani," spędzający ponad 11 godzin tygodniowo w pogoni za internetową pornografią.

Ponieważ w domu często znajdują się pod czujnym okiem żon lub dzieci, robią to na ogół w godzinach pracy lub w czasie przerwy na lunch, przez co, siłą rzeczy, ich regularna praca wydaje im się coraz nudniejsza. Niedawne badania firmy Nielsen/NetRating wykazały, że w ciągu jednego miesiąca Amerykanie poświęcają na "surfowanie" po Internecie w poszukiwaniu prywatnych rozrywek średnio 21 godzin roboczych.

Dawniej mężczyzna, który chciał wywrzeć pozytywne wrażenie na osobach płci przeciwnej i przedstawić się jako człowiek światły i interesujący, musiał poświęcić sporo czasu na doskonalenie swego umysłu. Dziś, w myśl hasła propagowanego przez Instytut Nudy z siedzibą na Internecie (www.dullmen.com), "każdy ma prawo być nudny" i po to, by udawać w towarzystwie erudytę, wystarczy odwiedzić stronę internetową rzeczonego instytutu i naładować sobie pamięć trywialnymi ciekawostkami. Jest to strategia skuteczna na krótką metę. Informacja - że gałka muszkatołowa wstrzyknięta dożylnie jest silną trucizną; keczup Heinza porusza się z prędkością 25 mil na godzinę, gdy opuszcza butelkę; w Cleveland w Ohio trzeba mieć licencję łowiecką, by polować na myszy - może zrobić wrażenie na niejednej kobiecie. Cóż jednak z tego, skoro jest to wrażenie przemijające. 87% kobiet (jest to wynik całkowicie nienaukowych badań, jakie ostatnio osobiście przeprowadziłem) woli robić zakupy w Internecie niż flirtować z cybernetycznymi półgłówkami.


TOP 200