Babcia i architektura

W poprzednim tekście zmieściło się zaledwie streszczenie głównych tez dorocznej, jak co roku bogatej w wartościowe wystąpienia, konferencji niemieckiej firmy "alfabet", zajmującej się tworzeniem systemów do panowania nad architekturą. Celowo nie napisałem, o jaką architekturę chodzi. Jeszcze ze dwa lata temu znalazłby się tu przymiotnik "informatyczną", teraz zaś jest to po prostu architektura całej firmy czy organizacji - bez podziału na biznesową i informatyczną.

Ale to nie wszystko, bo system, o którym mowa, noszący nazwę "planning IT", obejmuje obecnie swym zasięgiem również np. sprawy kosztów i ryzyka, dając w ten sposób pełen obraz sytuacji. Na ten właśnie aspekt sprawy zwracano uwagę w licznych konferencyjnych prezentacjach: jeżeli dojdę do wniosku, że system X można byłoby wycofać z eksploatacji, to "planning IT" wskaże, nie tylko ile na tym stracę bądź zaoszczędzę i jakie interfejsy będą w to zaangażowane, ale również jakie wiążą się z tym ryzyka i co naprawdę oprócz tego systemu przestanie wtedy działać i na jakie informacje nie będzie można dłużej liczyć.

Sięgając znów po porównanie z "klasyczną" architekturą, jest to próba znalezienia odpowiedzi na pytanie, co grozi całemu budynkowi, jeżeli zdecyduję się usunąć ścianę czy dźwigar. Zawali się cały, runie jego fragment (jaki?), czy - zarysowany, bo zarysowany, ale - będzie stał dalej? A może nie stanie się nic, bo ściana okaże się tylko przepierzeniem, a dźwigar tak naprawdę niczego nie podtrzymywał?

I to był jeden aspekt sprawy - porządnie i starannie prowadzone repozytorium architektury bez wątpienia może być źródłem rozlicznych korzyści i wielce pomocne przy podejmowaniu decyzji, które w innych okolicznościach powstają mniej lub bardziej na ślepo.

Niektórzy doświadczeni już nieco użytkownicy systemu przestrzegali też przed zbyt głębokim wkraczaniem w architekturę, szczególnie w jej warstwie ściśle sprzętowej. Daje się tam wyróżnić taki poziom szczegółowości, na którym zmiany dokonują się niemal nieustannie, a ich wpływ na obraz całości architektury jest znikomy albo wręcz żaden. Próby odnoszenia takich zmian do repozytorium (a jak wynikało z wypowiedzi, niektórzy tego próbowali) muszą się skończyć niepowodzeniem.

Niepowodzeniem z tej prostej przyczyny, że wysiłek wkładany w ich rejestrację jest spory, a efekt tego znikomy. Ewidencja staje się zadaniem samym dla siebie - to tak jakby próbować nadążać z nanoszeniem przedłużacza, który co chwilę tkwi w innym gniazdku i co innego zasila, na schemat instalacji elektrycznej budynku.

Pozostając przy konferencyjnych wystąpieniach, wiele z nich było nie tylko o samej architekturze, ale również o strategii, której przecież ta architektura w jakiś sposób jest pochodną. Klientami firmy "alfabet" są liczne sztandarowe firmy światowe, i one to głównie chwaliły się swymi dokonaniami w konferencyjnych wystąpieniach. Co charakterystyczne i znamienne: mimo znacznej, niespotykanej dotąd we współczesnym biznesie, zmienności, narzuconej przez kryzysowe czasy, każda z tych firm mówiła o swojej strategii średniookresowej, sięgającej do roku 2015 albo i dalej.

Wniosek z tego prosty: nawet w niełatwych czasach strategię trzeba mieć, a łatwiej ją okresowo rewidować, wprowadzając poważne nawet zmiany, niż budować od nowa każdego roku. Bo to nie strategia już wtedy, lecz zaledwie plan. A jak pisał kiedyś mądry Clausewitz: odzwierciedlające taktykę plany są dobre i konieczne nawet, ale do wygrywania bitew. By poprzez zwycięskie bitwy wygrać wojnę, trzeba mieć strategię.

Pośród występujących na konferencji był i przedstawiciel dużej, niemieckiej firmy, zajmującej się zbieraniem, wywożeniem, przeróbką i wykorzystaniem odpadów. Zaczął swe wystąpienie od wspomnienia swej babci, która zawsze mu powtarzała, że jak nie będzie się uczyć, skończy jako śmieciarz. I dodał: "Chyba jednak niezbyt dobrze się uczyłem, skoro stoję dziś przed wami, reprezentując tę, a nie inną firmę".


TOP 200