BSA łapie złodziei

W jesiennej kampanii antypirackiej Business Software Association (BSA) zapowiedziała wysyłkę do wybranych firm listów przestrzegających przed łamaniem prawa i kontrolę oprogramowania w przedsiębiorstwach.

W jesiennej kampanii antypirackiej Business Software Association (BSA) zapowiedziała wysyłkę do wybranych firm listów przestrzegających przed łamaniem prawa i kontrolę oprogramowania w przedsiębiorstwach.

W ramach „Legalnej firmy” - kampanii antypirackiej - którą międzynarodowe stowarzyszenie producentów oprogramowania zamierza rozpocząć jesienią br. w Polsce, do małych i średnich firm trafią listy o „mocnej wymowie zawartego w nich przesłania”, przestrzegające przed naruszeniem prawa autorskiego. Listy będą miały formę specjalnej broszury, której głównym graficznym motywem jest zdjęcie więziennego korytarza z podpisem „Lepiej nie poznawać więzienia od środka”.

Pomysł kampanii skierowanej do małych i średnich firm BSA powzięła pod koniec 1996 r., kiedy to w tysiącach francuskich przedsiębiorstw rozdzwoniły się telefony od wynajętych przez stowarzyszenie specjalistów ds. telemarketingu. Ostrzegali oni administratorów lokalnej sieci i kierownictwo firmy przed konsekwencjami korzystania z nielegalnych aplikacji i systemów. Równocześnie do francuskich firm trafiły listy z ostrzeżeniem przed łamaniem prawa autorskiego. Następnie BSA przeprowadziła podobną kampanię w innych krajach europejskich, w tym w Niemczech, gdzie do wyselekcjonowanych podmiotów gospodarczych wysłano 30 tys. ostrzegawczych monitów. „Oczywiście, nie jesteśmy w stanie wysłać 20 mln listów do wszystkich spółek zarejestrowanych w dużym europejskim kraju” – twierdzi Tod H. Cohen, prawnik, przedstawiciel BSA w Wlk. Brytanii. Dlatego też BSA - przy współudziale członków stowarzyszenia, głównie amerykańskich producentów oprogramowania - dokonuje wyboru przedsiębiorstw mogących używać kradzionych aplikacji.

Do nich BSA zalicza przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, dokonując podziału wertykalnego i horyzontalnego. „Możemy na przykład ustalić, że następną grupą, na którą będziemy wywierali nacisk, są firmy budowlane” – wyjaśnia londyński prawnik BSA. Cezurą w wyborze przedsiębiorstw jest liczba zatrudnionych przez nie pracowników. Monity trafiają więc do spółek zatrudniających od 5 do 200 osób.

Po wysłaniu ostrzeżeń, drugim etapem kampanii „Legalna firma”, którą w krajach zachodnioeuropejskich nazwano po prostu programem SME (Small and Medium Enterprises), jest kontrola oprogramowania w wybranych spółkach. „Już w tej chwili znaczna liczba przedsiębiorstw znajduje się w operacyjnym zainteresowaniu organów ścigania z uwagi na łamanie prawa autorskiego” – ostrzegają w informacji prasowej przedstawiciele BSA, niedwuznacznie sugerując, że niektóre kontrole będą miały charakter przymusowy. Potwierdza to Katia Roman, prawnik reprezentująca BSA w imieniu warszawskiej kancelarii Sołtysiński, Kawecki, Szlęzak. „W przypadku otrzymania doniesień o łamaniu prawa będziemy wraz z policją wkraczać do przedsiębiorstw i kontrolować legalność zainstalowanego oprogramowania” – twierdzi Katia Roman.

Doniesienia, które – zdaniem Katii Roman - można nazwać „dowodami popełnienia przestępstwa”, BSA zbiera już od roku za pośrednictwem linii antypirackiej BSA. W ciągu ostatnich trzech miesięcy Business Software Association otrzymała 100 telefonów od firm i osób prywatnych dotyczących przestrzegania prawa autorskiego.

BSA liczy również na to, że firmy podczas kampanii same będą zgłaszać się do nas z prośbą o zatwierdzenie legalności używanego przez nie oprogramowania. W takiej sytuacji BSA będzie kierować je do wyspecjalizowanych ośrodków konsultingowych, przeprowadzających odpłatny audyt pod kątem legalności zainstalowanego oprogramowania. Sprawdzenie jednego komputera – jak dowiedzieliśmy się od przedstawicieli firm audytowych – kosztuje ok. 50 USD.

Kiedy przedstawiciele stowarzyszenia lub audytor znajdą na firmowych komputerach nielegalne oprogramowanie, przede wszystkim żądają jego usunięcia. Następnie zachęcają do zakupu licencji, zwrotu kosztów firmy prawniczej zaangażowanej w sprawę i podają do publicznej wiadomości nazwę firmę i rodzaj skradzionego oprogramowania. Alternatywą dla przedsiębiorstwa jest postępowanie sądowe. Tod H. Cohen nie ukrywa, że podanie do publicznej wiadomości nazwiska pirata zmniejsza znacznie liczbę nielegalnych kopii oprogramowania używanych w danym kraju. „Przeprowadzone przez nas kampanie we Francji i Czechach były niezwykle skuteczne” – twierdzi londyński prawnik BSA.

Przedstawiciele stowarzyszenia podkreślają jednak, że akcja „Legalna firma” ma przede wszystkim charakter edukacyjny. „Chcemy uświadomić wszystkim, że na kradzionym oprogramowaniu tracą wszyscy, począwszy od producentów, a skończywszy na użytkownikach” – mówi Katia Roman. BSA szacuje, że straty producentów programów użytkowych w Polsce w 1996 r. sięgnęły kwoty 170 mln USD. W skali świata przekroczyły one sumę 12 mld USD. Gros tej kwoty straciły firmy zrzeszone w BSA.


TOP 200