Autostrady i eksmisje

Gdy kilka dziesiątków lat temu Autostrada Południowo-Walijska, czyli M4, dotarła do Londynu, do miasta wprowadziła ją ulica West Cromwell Road. Jednocześnie mieszkańcy zaczęli stopniowo opuszczać wiktoriańskie kamie-niczki po południowej jej stronie, na zachód od skrzyżowania z Earls Court Road.

Gdy kilka dziesiątków lat temu Autostrada Południowo-Walijska, czyli M4, dotarła do Londynu, do miasta wprowadziła ją ulica West Cromwell Road. Jednocześnie mieszkańcy zaczęli stopniowo opuszczać wiktoriańskie kamie-niczki po południowej jej stronie, na zachód od skrzyżowania z Earls Court Road.

Gdy hałas samochodów wygnał stamtąd już wszystkich, straszyły te wymarłe kamieniczki upiornym, szczególnie po zmroku, widokiem. Upiorność tę wzmagały jeszcze, pełzające tu i tam po brudnych szybach, odblaski płomyków świec, palonych przez chwilowych, dzikich lokatorów, zwanych squattersami. Co jakiś czas wyrzucała ich stamtąd policja, ale wkrótce znowu, ci sami, albo inni, wracali.

Wszyscy niedawno widzieliśmy autostradę, jaką zbudowano w Łodzi, by - jak to podkreślano - zapewnić dobry dojazd do właśnie co uruchomionej tam montowni komputerów firmy Dell. Nikt jednak nie pokazał jakoś, skąd ta autostrada do Della biegnie - czy z Gdańska albo Poznania, czy też od najbliższego skrzyżowania?

Komputer to dziś rzecz raczej nieduża, więc niektórzy zastanawiali się, co też będzie się tamtędy wozić. Domów mieszkalnych przy autostradzie widać nie było, więc gdyby nawet powstała tam wkrótce pracująca na trzy zmiany fabryka rzeczy dużych i ciężkich, hałas ruchu nikomu raczej przeszkadzać nie będzie. Nikt, w związku z tym, nie będzie się wyprowadzać, a więc nie będzie i dzikich lokatorów do wyrzucania. Skoro nie ma jednak kogo wyrzucać w świecie realnym, to może znajdzie się okazja do eksmisji po jego wirtualnej stronie?

Okazuje się, że tak - dzikich lokatorów są podobno miliony i początek porządku z nimi zamierza zrobić właśnie firma Dell, tyle że nie nasza, łódzka, tylko ta światowa. Doszła ona mianowicie do wniosku, że liczne nazwy domen internetowych, o zbliżonej do oryginału pisowni, zostały podstępnie zasiedlone przez tzw. typo-squattersów, którzy polują na pomyłki klawiaturowe tych, którzy chcą się dostać na oryginalne strony internetowe tej firmy.

Zjawisko to znane jest od dawna, a możliwości trafienia nie tam, gdzie się chciało w wyniku takich pomyłek - bez liku. Spróbujcie sami (ale i na własną odpowiedzialność!): piszemyhttp://www.enpik.pl i ktoś, czy coś pod tym adresem się zgłasza. Spróbujmy teżhttp://www.rosman.pl - też działa i nawet ekran podobny do oryginału. A możehttp://www.symanrec.com ? Też coś jest i sprawia dość podejrzane wrażenie.

Dell uważa więc, że wszyscy tacy żerują de facto na oryginałach, zarabiając krocie na wchodzeniu na treści reklamowe przez tych, którzy pomyłkowo zgubili drogę. Sprawa podobno właśnie trafiła do sądu, który bynajmniej nie będzie miał łatwego zadania. Z góry wiadomo, że jego werdykt, jaki by on nie był, zyska charakter precedensu i będzie roztrząsany na wszystkie sposoby.

Skarga Della idzie jednak dalej jeszcze, gdyż oskarża on trzy konkretne firmy pośredniczące w sprzedaży i rejestracji nazw domen, o takie nimi żonglowanie, że żadna z nich nie przekracza nigdy 5-dniowego terminu, przewidzianego na bezpłatne testowanie danej nazwy, przekazując ją, przed terminu tego upływem, następnej. I tak w kółko, a domena jest cały czas jak najbardziej czynna i - darmowa.

Przypomina to nieco kontrowersyjną sprawę, jaka miała niedawno miejsce u nas. Poszło o domeny microsoft.pl i microsoft.com.pl, które najpierw pozwolono zająć osobie prywatnej, dla prowadzonej przez nią firmy handlu bodaj ziołami, czy czymś takim, a następnie, po iluś tam latach, łódzki sąd, w wyniku skargi polskiej odnogi Microsoftu, nakazał z tych domen eksmisję.

Tu jednak podobieństwa się kończą, bo u nas poszło o dwie tylko domeny, podczas gdy Dell żąda podobno eksmisji aż z 1200.


TOP 200