Adam Góral

Prezes Asseco Poland (d. Comp Rzeszów), 5. pod względem wielkości producenta oprogramowania w Europie, zatrudniającej 8000 osób. Założyciel w 1991 r. Compu Rzeszów, który w 2006 r. połączył się z Softbankiem, a rok później przejął Prokom

Czy 20 lat temu popełniliśmy błędy, które nie pozwoliły nam stworzyć firm na miarę np. SAP? Nie. Nie byliśmy po prostu do tego przygotowani. To była cena, jaką płaciliśmy za dostosowanie się do wymogów gospodarki wolnorynkowej. Płaciliśmy też ogromną cenę za poprzednie 40 lat PRL. W tamtych czasach korzystanie z nielegalnego oprogramowania nie miało znamion kradzieży. Zdarzało się to nawet na uczelniach. Jedyną wartością był rynek. Pomagaliśmy dużym, międzynarodowym koncernom, dla których Polska nie była zbyt duża. Dawało nam to jednak dostęp do wiedzy, której wtedy nie mieliśmy. Ceną za to było jednak to, że nie mieliśmy też wpływu na rynek, który znaliśmy. Nie nauczyliśmy się jego, dostosowywaliśmy się do gotowych, przychodzących z zachodu rozwiązań. Sukces Asseco jest właśnie związany m.in. z konsekwencją, konsekwencją rozwoju własnych rozwiązań dla określonych rynków.

Trzeba przyznać, że nie jest źle. Niemcy mają dwie znaczące firmy IT, Hiszpanie jedną lub dwie, a kraje te miały wcześniej niż my dostęp do niezbędnej wiedzy, rozwiązań. My bez tego i tak osiągnęliśmy wiele - znaczną pozycję międzynarodową ma Asseco Poland i Comarch. Niektórym wydawać się może, że można było osiągnąć więcej. Ale nie pamiętamy już jak wyglądała nasza rzeczywistość 20 lat temu. Nie było wówczas Polaka, który myślał, że zbuduje firmę na skalę europejską. Podstawową wówczas motywacją było, aby "nie być biednym". Nowe, bardziej ambitne wyzwania zaczęli stawiać przed sobą przedsiębiorcy już o stosunkowo dobrym statusie materialnym. Teraz - ja czy Janusz Filipiak - tworzymy coś, aby nasi następcy mieli perspektywę dalszego rozwoju, aby mogli mieć wpływ na zarządzanie firmą i stawiane jej cele. Szefowie międzynarodowych korporacji odpowiadający za polski rynek nie mogą tego powiedzieć o sobie. Nie mają realnego wpływu na strategię swoich firm, choć przyczyniają się do ich sukcesu finansowego.

Chcemy jednak stworzyć coś, co stanie się standardem na miarę Europy czy świata, jak rozwiązania słowackiej firmy ESET. Szukając takich pomysłów, uruchamiamy program "Inwestuj z Asseco". Szukamy talentów we wszystkich krajach, w których działamy. Polska ma jednak problem z innowacyjnością. Jest to wynikiem złego systemu edukacji. Po 20 latach wciąż mówimy, że polska nauka jest daleko od praktycznego wykorzystania swoich zdobyczy. To wina nas wszystkich! Wina ludzi, którzy podjęli decyzję, że matematyka nie jest potrzebna przeciętnemu obywatelowi. Dopiero teraz wraca na maturę jako przedmiot obowiązkowy. Żartem jest też struktura kierunków. Kształcimy przyszłych bezrobotnych. Od humanistów nie możemy oczekiwać, że będą innowacyjni. Rzesze młodych ludzi studiują zarządzanie i marketing.

Ale kim chcą w przyszłości zarządzać? Co sprzedawać?

Przedsiębiorcom polskim - mimo to - udaje się wejść do czołówki europejskiej. Asseco ma 5. pozycję. A na której pozycji w Europie są polskie uczelnie wyższe? Znajdują się w 4, 5 setce… W jaki sposób w takich warunkach mają dostarczać odpowiednio przeszkolonych absolwentów na rynek? Wszyscy płacimy za to, że na rynek pracy wchodzą nieprzygotowane osoby. Wszyscy Polacy powinni głośno domagać się prawdziwej reformy szkolnictwa. W tym m.in. rezygnacji z habilitacji. Powstają prace dla samego ich napisania. Sztuczne limity dotyczące liczby samodzielnych pracowników naukowych niezbędnych do otwierania kierunków na uczelniach niepublicznych doprowadziły do zablokowania dopływu świeżych kadr do szkolnictwa wyższego. Dlatego właśnie nasze firmy płacą wysoką cenę. Są bowiem często szkołą dla młodych absolwentów wyższych uczelni. W wielu krajach o rozwiniętej gospodarce rynkowej zdobywa się doktorat i w ten sposób otrzymuje się przepustkę do kariery naukowej.