6 lat informatyki, 300 numerów Computerworlda Ciekawe czasy

Informatyka, w ciągu kilku minionych lat, rozbudziła w użytkownikach - firmach, bankach, urzędach - wielkie nadzieje, których często nie spełnia, ale nie ze swojej winy.

Informatyka, w ciągu kilku minionych lat, rozbudziła w użytkownikach - firmach, bankach, urzędach - wielkie nadzieje, których często nie spełnia, ale nie ze swojej winy.

Kiedy kilka lat temu polski biznes informatyczny zaczął wyrastać z handlowo-pecetowych powijaków, kiedy na poważnie zaoferował przedsiębiorstwom daleko idącą pomoc w udoskonaleniu ich funkcjonowania, wówczas środowisko menedżerów i kierowników stanęło przed ogromnym ryzykiem. Zaufać magom elektroniki, wpuścić ich do swoich gabinetów, podjąć wyzwanie technologiczne wbrew własnej wiedzy czy - wręcz przeciwnie - obronić się przed nowinkami, udoskonalać swoje poletko tradycyjnymi metodami, nie ufać w kluczowych sprawach biznesu tym, którzy się na pieniądzach nie znają, a lubią bujać w (wirtualnych) obłokach? Tak naprawdę nie mieli jednak wyboru. Świat zewnętrzny, w postaci konkurencyjnych albo partnerskich firm czy instytucji gwałtownie unowocześniał się i nie sposób było od niego odstawać.

Dziś po tych kilku latach doświadczeń w prowadzeniu korporacyjnych, bankowych, administracyjnych projektów, firmy informatyczne co prawda ciągle zabiegają o kontrakty, ale znacznie bardziej zależy im na tym, żeby wreszcie któremuś klientowi udało się w pełni, zgodnie z najlepszymi zasadami, zrealizować projekt informatyczny i wynieść z tego znaczące korzyści. Nie ma takich wzorcowych wdrożeń. Choć dostawcy rozwiązań nie są bez grzechu, to jednak winę zastoju w branży informatycznej powszechnie upatruje się w złym prowadzeniu projektów przez klientów, a zwłaszcza w braku wyobraźni, wiedzy i odpowiedzialności wśród najwyższej kadry menedżerskiej. W jej niechęci do podejmowania ważnych decyzji, w totalnym braku planowania strategicznego, w nieumiejętności snucia wizji i przekształcania firm zgodnie z wymaganiami otoczenia. , która nie otrzymuje wsparcia ze strony zarządzania, zatrzyma się w rozwoju.

Paradoksy i szanse

Informatyka jest dziedziną pełną paradoksów. One dziwią, denerwują, ale mają sens. Najważniejszy paradoks polega na tym, że kierunki i szybkość jej rozwoju tylko w małym stopniu zależą od pracy inżynierów i innowatorów technicznych, a nawet od zaangażowania pasjonatów tej dziedziny. Ich wielka wiedza i chęć tworzenia oraz przeczucie ogromnych możliwości zastosowań drzemią nie wykorzystane, dopóki potrzeby i pomysłowość ludzi innych zawodów i ról społecznych nie uwolni tego przebogatego potencjału. Jeśli oni sprecyzują i zgłoszą swoje żądania informatykom, wówczas rozwój informatyki - rozumiany jako rozprzestrzenianie się i pogłębianie jej zastosowań - uzyskuje silny impuls i efekty są natychmiast widoczne. Gdy żądania stają się przestarzałe w świetle zmian zachodzących w świecie, również wspierająca je informatyka nie generuje nowych korzyści.

Modelowym przykładem jest reengineering. Wymyślono go w momencie, gdy nowe, ogromnie kosztowne inwestycje w informatykę, przestały poprawiać funkcjonowanie przedsiębiorstw. Trzeba było zacząć je szybko przebudowywać i to w duchu odpowiadającym istocie informatyki. Wymyślono reengineering i zarządzanie procesowe.

Nie inaczej jest z Internetem, pracą grupową, projektowaniem współbieżnym, systemami międzyorganizacyjnymi i wieloma innymi rozwiązaniami informatycznymi. Są odpowiedzią na potrzeby biznesu, wojska, społeczeństwa. Uzyskały znaczenie i podlegają gwałtownemu rozwojowi nie od momentu zaistnienia technicznej możliwości, ale społecznej, gospodarczej lub politycznej potrzeby.

Reguła ta odnosi się zarówno do losów informatyki, jako dziedziny technicznej, jak i konkretnych przypadków przedsiębiorstw czy innych organizacji. W większości projektów w Polsce inicjatywa informatyzacji czy nowatorskiego zastosowania informatyki wychodzi od ścisłego kierownictwa, a nie od komórki informatycznej. Na ogół również kierownictwo projektów powierza się menedżerom. Coraz częściej kierownikami działów informatyki czy ludźmi odpowiedzialnymi za nią stają się ludzie o nieinformatycznym wykształceniu i doświadczeniu zawodowym. Uznaje się, że dopiero połączenie w jednym działaniu wątków z wielu dziedzin staje się twórcze dla projektu informatycznego. Wtedy rzeczywiście informatyka ma szansę wspierać organizację w istotnych, strategicznych sprawach.

Problem w tym, że w Polsce ciągle istnieje niszczący projekty rozziew między początkowymi chęciami i aspiracjami menedżerów a ich późniejszą postawą oraz wiedzą. Toteż środowisko dostawców rozwiązań informatycznych, które wiele obiecywało decydentom, teraz przeżywa frustracje (w niektórych przypadkach można mówić wręcz o kryzysie), bo obietnice nie zostaną dotrzymane, choćby nawet jakość usług i produktów informatycznych polepszyła się znakomicie.

Piłeczka jest po stronie menedżerów. Kiedy ją odbiją? Kiedy informatycy znowu będą musieli dobrze "pogłówkować", żeby sprostać wymaganiom? Jedni po tym ruchu zbankrutują, inni wzbogacą się, ale przede wszystkim informatyka - jako całość - ruszy do przodu.

Bezpieczeństwo

Gra między czynnikiem informatycznym a czynnikami spoza tej dziedziny - mimo że w danej chwili postrzegana jako uciążliwa i stresująca - jest ogromnym dobrodziejstwem dla niej, a także dla losów gospodarek i społeczeństw. Właśnie dlatego, że spowalnia procesy. Wydaje się, że to zgroza: chwalić powolność w czasach, gdy zmiana jest normą, a szybkość absorbowania zmian miernikiem żywotności i konkurencyjności firm i instytucji. A jednak...

Technologia informatyczna - jak żadna inna - ma właściwość przenikania całego organizmu (obieg informacji!) i uzależniania go od siebie. Jeśli sama wyznaczałaby sobie drogę i szybkość rozwoju, to konserwowałaby dane rozwiązanie i prowadziła organizm do unicestwienia. Na szczęście, nieuchronnie pojawia się hamulec w postaci radykalnego zmniejszenia rentowności inwestycji informatycznych dla biznesu czy obsługi innych procesów - mimo wspaniałości i innowacyjności rozwiązań technologicznych. Uzależnienie od innych dziedzin odbiera jej część (tylko część!) władzy i zmusza do zatrzymania i znalezienia nowych dróg rozwoju. Konieczność harmonizowania innowacji z otoczeniem daje jej czas na eliminowanie błędów, doskonalenie rozwiązań, wykrycie zagrożeń, prognozowanie konsekwencji. Ponadto rozkłada ryzyko na wiele różnych osób, a im bogatsza i bardziej różnorodna ich wiedza, tym jest ono mniejsze.

Informatycy

Opisana specyfika informatyki stanowi pewien poważny ambaras dla ludzi parających się tą dziedziną. Wszak wybrali zimny inżynierski zawód, w którym mieli nadzieję, że będą pracować spokojnie i w skupieniu, z dala od zgiełku biznesu i polityki, i w ogóle ludzkich namiętności. Tymczasem okazało się, że są w samym środku tworzącej się nowej cywilizacji, poddani ogromnym napięciom, konieczności ciągłego dokonywania wyborów i przewartościowania aspiracji.

Obyś żył w ciekawych czasach, mawiali nasi dziadowie. Nic nie wskazuje na to, aby nasza przyszłość miała być inna.