Znak czasów, czyli komputer

Redakcja Computerworld z jakichś powodów nie numeruje felietonów, więc staram się robić to sam. Dziś czytają Państwo numer 299.

Redakcja Computerworld z jakichś powodów nie numeruje felietonów, więc staram się robić to sam. Dziś czytają Państwo numer 299.

Jubileusz za tydzień - tak jak obiecałem swego czasu, będzie to felieton na temat zadany przez Państwa. Na razie nic więcej nie mogę zdradzić, ale postanowiłem w tym tygodniu nieco się rozmarzyć i spojrzeć wstecz. Tak się składa, że felieton ten piszę w przededniu 49 urodzin, a więc w momencie, gdy już w żaden sposób nie mogę nazywać się młodym człowiekiem. Proszę więc wybaczyć mi zrzędzenie starucha, ale mam do niego prawo.

Przede wszystkim muszę poskarżyć się na te siedem lat, od kiedy pisuję na łamach CW. Przypominanie, że czas leci szybko, to okrutna rzecz; czas nie leci, czas mija. Szczególnie w komputerach. Jeśli zajrzą Państwo do mego archiwumhttp://www.apple.com.pl/kuba/archiwum.html, to zobaczą, jak zupełnie innymi problemami żyliśmy wtedy. Robi się też smutno, gdy pomyśleć, ilu ludzi z tamtego, tak przecież wydawałoby się nieodległego czasu, nie ma już wśród nas. Myślę, że szczególnie dotkliwie odczuwam brak Marka Cara, który zginął tragicznie kilka lat temu, a wtedy właśnie starał się porządkować informatykę rządową.

Jeśli cofniemy się jeszcze o kilka lat wstecz, do czasu, gdy przechodziliśmy rewolucję, nie wiedząc tego, to znowu przypominają się ludzie, którzy kiedyś byli bardzo ważni dla komputeryzacji w Polsce, a dziś robią zupełnie coś innego. Myślę tu przede wszystkim o Grześku Eiderze, redaktorze Komputera, a potem Entera. Dziś podobno redaguje pisma samochodowe - może jeszcze czyta z przyzwyczajenia prasę komputerową i odezwie się. To tacy jak on, pasjonaci, a jednocześnie profesjonaliści, potrafili zrobić w Polsce nowy rynek prasowy. Ilu Czytelników, szczególnie tych młodszych, do komputerów trafiło przez czytanie Bajtka? A ilu pamięta, kto robił to pismo?!

Niedawno jeden z korespondentów przypomniał mi, że kilkanaście lat temu jako nastolatek zaczynał swoją edukację komputerową od lektury MikroProblemów. To była taka rubryczka w Problemach, którą własnoręcznie składałem na komputerze, drukowałem na igłówce i dawałem do zreprodukowania na przedostatniej stronie. Te świetne wprowadzenie do DTP zawdzięczam redaktorowi Andrzejowi Gorzymowi, który już wtedy wiedział, że komputery mają przyszłość. Dziś Problemów od dawna nie ma (jak to ładnie i wieloznacznie brzmi), redaktor Gorzym robi zaś dział naukowy w Polityce.

Jakiś tydzień temu przeczytałem, że uhonorowano twórców polskiego Internetu. Wśród zasłużonych wymieniono Rafała Pietraka. Tak się złożyło, że z Rafałem, wtedy jeszcze studentem fizyki, zrobiliśmy pierwszą okładkę z fraktalem w Polsce. Problemy o miesiąc wyprzedziły amerykański Scientific American. Ich była wspaniale kolorowa, nasza tylko czarno-biała, ale i tak Rafał musiał kilka godzin siedzieć przed ploterem pisakowym i czekać na wydruk. Dziś każdy posiadacz komputera domowego i najtańszej plujki może w kilkanaście minut zrobić taki rysunek.

Wczoraj dostałem list od Ojca, że moja córka potrafiła dziadkowi kilkoma kliknięciami myszy ustawić program pocztowy, czego nigdy by się po niej nie spodziewał. Myślę, że to właśnie jest kwintesencja czasu minionego: na początku dwudziestego pierwszego wieku dziewczyny czują się tak pewnie w komputerach jak w kuchni, czego na odwrót nie da się powiedzieć o chłopakach. Myślę, że moje pokolenie może już spokojnie marzyć o emeryturze, a raczej odejściu na z góry upatrzone pozycje. Mamy dobrych następców!

<hr>

[email protected]


TOP 200