Zmieniający tożsamość

Przeczytałem w jednym z ostatnich wydań Computerwold (nr 42/2003) o problemach z Polską Biblioteką Internetową, co wzmogło jeszcze moją tęsknotę za spójnym, przeszukiwalnym i wszechdostępnym zasobem gromadzącym efekty pracy literackiej i naukowej.

Przeczytałem w jednym z ostatnich wydań Computerwold (nr 42/2003) o problemach z Polską Biblioteką Internetową, co wzmogło jeszcze moją tęsknotę za spójnym, przeszukiwalnym i wszechdostępnym zasobem gromadzącym efekty pracy literackiej i naukowej.

Wiem z własnego długoletniego doświadczenia w tym zakresie, że sprawa nie jest ani prosta, ani też szybka do przeprowadzenia, a jak zwykle w takich przypadkach na przeszkodzie oprócz kosztów stoją kwestie organizacyjne.

Już bodaj dziesięć lat temu co większe ośrodki naukowe przystąpiły do ofensywy mającej na celu skomputeryzowanie posiadanych katalogów, a że atmosfera czasów była sprzyjająca, pozyskiwano środki z fundacji zagranicznych na zakup systemów bibliotecznych, także zagranicznych. Już wówczas dostrzegało się brak jakiejkolwiek koordynacji działań, bowiem każdy sobie rzepkę skrobał i nawet nie kwestia jednego standardu systemu komputerowego była nierozstrzygnięta odgórnie, ale też nie bardzo było wiadomo jaki stosować format danych, gdyż tych znormalizowanych istnieje na świecie kilka. Jednak pomimo licznych przeszkód, co ambitniejsze uczelnie weszły w posiadanie stosownych systemów, takich jak VTLS, Aleph czy Horizon. Wiadomo było, że wstępna dotacja zakupu nie rozwiązuje problemu na lata, albowiem z oprogramowaniem tym związane są dosyć istotne opłaty abonamentowe z tytułu rocznego utrzymania, które musiały być asygnowane już z bieżących środków budżetowych. Mimo wszelkich sceptycznych uwag, sprawy ruszyły do przodu i dzisiaj mamy dzięki temu wiele bibliotek skomputeryzowanych, a ich zasoby możemy przeszukiwać, nie ruszając się zza biurka. Na dodatek, dla wygody użytkowników, pojawił się internetowy system KaRo (Katalog Rozproszony Bibliotek Polskich -http://karo.umk.pl) autorstwa Tomasza Wolniewicza, pozwalający na zbiorcze przeszukiwanie heterogenicznych zasobów 58 bibliotek krajowych, które zgłosiły akces do tego przedsięwzięcia.

Wypróbowując działanie tego katalogu online, sprawdziłem na swoim przykładzie jego możliwości eksploracyjne i wyszło całkiem nieźle, zważywszy na moje skromne osiągnięcia wydawnicze. Utwierdziłem się przy okazji w przekonaniu, że problem opisów katalogowych rzeczywiście nie jest zadaniem, które można by uważać za błahe. Niedokładności na tym etapie lubią objawiać się w różny zaskakujący sposób, co też zauważyłem w katalogu Biblioteki Publicznej Miasta Stołecznego Warszawy, gdzie mnie odmłodzono nieco, przypisując złą datę urodzenia, a w zasadzie nawet figuruję tam jako inny Kowalski Piotr, bo do mojego nazwiska podczepione są nie moje "arcydzieła". Dla wyjaśnienia: w opisach katalogowych często podaje się lata życia autora, a połączenie autora z tytułem odbywa się na zasadzie relacji między odpowiednimi tabelami. Tak więc wskutek błędu ludzkiego jestem w tym wirtualnym świecie kimś innym niż w rzeczywistości.

Co do złożoności przedsięwzięcia archiwizowania dorobku pisarskiego nie ma dwóch zdań - jest to zadanie bardzo trudne, kosztowne i wymagające dobrej organizacji, o czym zazwyczaj decydenci finansowi nie mają zielonego pojęcia. Przypomina mi się, jak w dawniejszych czasach rektor zamęczał nas swoimi pomysłami, że chciałby mieć wgląd z komputera "chociażby" do treści prenumerowanych przez bibliotekę czasopism. Myślał chyba biedaczysko, że samym prestiżem swojej funkcji spowoduje jakieś cudowne tego zaistnienie, bez czynienia ku temu jakiegokolwiek sprawczego wysiłku, że o finansach nie wspomnę.