Zeznanie majątkowe

Szanowny Panie Ministrze Finansów! Właś-nie obejrzałem na stronach Ministerstwa Finansów informację o planowanych zmianach w ordynacji podatkowej (http://www.mofnet.gov.pl/abolicja/doc/abolicja.pdf).

Szanowny Panie Ministrze Finansów! Właś-nie obejrzałem na stronach Ministerstwa Finansów informację o planowanych zmianach w ordynacji podatkowej (http://www.mofnet.gov.pl/abolicja/doc/abolicja.pdf).

Jednym z elementów jest ujawnianie wobec organów skarbowych swojego majątku o znacznej wartości. Ponieważ największym majątkiem moim i większości moich kolegów po fachu jest to, co mamy w głowie, niniejszym chciałbym zaproponować nieco inne brzmienie ustawy. Zamiast ujawniać majątek rzeczywisty, podatnicy powinni ujawniać majątek potencjalny - to jest ten, do którego by doszli, gdyby w pełni wykorzystywali swoje kwalifikacje zawodowe. Miałoby to trzy zalety. Po pierwsze, zachęciłoby ludzi do optymalnego wykorzystywania swoich umiejętności. Po drugie, byłoby konsek-wentnym stosowaniem prawa. Nie od dziś wiadomo że urząd skarbowy przy sprzedaży samochodu lub nieruchomości nalicza podatek nie od wartości widniejącej w umowie, a od tej wynikającej z urzędowych cenników. Po trzecie, nie może być tak, że ci, którzy wszystkie pieniądze przepuszczają, nie muszą nic ujawniać, a ci, którzy inwestują w akcje i domy, muszą. Szanowny Panie Ministrze, proponuję wprowadzenie pojęcia "potencjalnego majątku podatnika" szacowanego na podstawie jego kwalifikacji zawodowych, a potem zinwentaryzowanie go i opodatkowanie.

Z pokorą zeznaję, że posiadam wykształcenie wyższe. Jestem magistrem inżynierem informatykiem z dziesięcioletnim stażem zawodowym. Według raportu Najlepsze miejsca pracy dawałoby mi to jakieś 5 tys. zł miesięcznie. Szanowny Panie Ministrze, proszę o umieszczenie w moim zeznaniu majątkowym kwoty 60 tys. zł rocznie. Ponadto posiadam dwa certyfikaty kompetencji wydane przez producenta oprogramowania, w tym jeden w dziedzinie budowy aplikacji internetowych. Zważywszy na popyt na rynku, daje to przynajmniej tysiąc złotych miesięcznie potencjalnego dochodu, co podnosi łączny majątek do 72 tys. zł.

Uprzejmie donoszę również, że jestem w trakcie studiów podyplomowych z dziedziny zarządzania. Studia takie teoretycznie pozwalają na pełnienie najwyższych funkcji menedżerskich, czyli osiąganie dochodu w granicach 20 tys. zł miesięcznie. Ponieważ zrobiłem dopiero połowę studiów, trzeba policzyć połowę wynagrodzenia - tj. 10 tys. zł. Moje zeznanie majątkowe podwyższa się więc do 192 tys. zł rocznie. Sam Pan widzi, Panie Ministrze, jakie możliwości tkwią w pojęciu "potencjalnego majątku podatnika".

Nie da się ukryć, że to nie koniec. Jestem publicystą poczytnego tygodnika i autorem książki z dziedziny inżynierii oprogramowania. Sprawia to, że mam tzw. rozpoznawalne nazwisko, które można oszacować na nie mniej niż 30 tys. zł rocznie. To i tak dużo mniej, niż zarabiają Frytka z Kenem po jednym szybkim numerku. Panie Ministrze, zdaję sobie sprawę, że 222 tys. zł to kwota dalece przekraczająca potrzeby trzydziestoletniego mężczyzny i muszę się nią podzielić z budżetem państwa. Ach, byłbym zapomniał, mam jeszcze papiery rzeczoznawcy informatycznego. Sam Pan wie, ile Pana ministerstwo wydaje na rzeczoznawców - lekko licząc, trzeba by mi dodać kolejne 40 tys. majątku potencjalnego.

Spójrzmy prawdzie w oczy - posiadając 262 tys. zł rocznie majątku potencjalnego, jestem burżujem. Mógłbym co dwa lata kupować willę, a w każdej willi mieć basen, mercedesa i kochankę. Jeżeli tego nie robię, znaczy, że jestem utracjuszem i najpewniej oszustem. Panie Ministrze, przyznam się do willi z basenem i mercedesa, ale niech Pan kochankę chociaż odpuści, bo jak żona się dowie...

I proszę, błagam, o łagodny wymiar podatku.