Zdolny

Pracodawcy są zobowiązani do udokumentowania, że pracownicy mają zdrowie, aby pracować. Mnie się zdaje, że fakt ten nie wymaga wcale obdukcji lekarskiej, gdyż człowiek chory staje się automatycznie do pracy niezdolny i to bez względu na to, czy lekarz wyda odpowiednie orzeczenie czy też nie.

Pracodawcy są zobowiązani do udokumentowania, że pracownicy mają zdrowie, aby pracować. Mnie się zdaje, że fakt ten nie wymaga wcale obdukcji lekarskiej, gdyż człowiek chory staje się automatycznie do pracy niezdolny i to bez względu na to, czy lekarz wyda odpowiednie orzeczenie czy też nie.

Cały ten system orzecznictwa sam w sobie nie jest zbyt zdrowy. Ludzie u nas tak uczepiają się roboty, że wołami ich się nie odciągnie. Wszystko w obawie przed utratą pracy. To chyba na tym ma polegać ta druga Japonia w naszym krajowym wydaniu. Znam nawet przypadki zatajania poważnych chorób i odwlekania hospitalizacji do czasu osiągnięcia granic wytrzymałości organizmu. Pewna moja znajoma doprowadziła się do skrajnego fizycznego wyczerpania, odwlekając przez niemal rok konieczny pobyt w szpitalu. Wycieńczona do granic możliwości doczekała urlopu, aby wreszcie poddać się klinicznemu leczeniu. Pracę co prawda do tamtej pory zachowała, ale widoki nie są zbyt ciekawe, gdyż czeka ją wielomiesięczna batalia o zdrowie.

Okresowe badania lekarskie, na jakie pracodawca jest zobowiązany pokierować pracownika, mają za zadanie chyba tylko bycie w zgodzie z przepisami. Dotyczy to zwłaszcza zawodów umysłowych. Bo cóż na podstawie "szkiełka i oka" może więcej taki lekarz orzec. Nie prowadzi się przy tej okazji bardziej szczegółowych badań, jak chociażby morfologii krwi czy prześwietlenia klatki piersiowej, co miało miejsce dawniej. Jeśli ktoś nie ma nadciśnienia, nie rzęzi mu w płucach i nie ma powiększonych do rozmiaru piłki golfowej węzłów chłonnych oraz cokolwiek widzi przez własne szkła optyczne, to nie ma siły - według lekarza zdolność do pracy umysłowej jest. Aczkolwiek znowu mogę powołać się na zdarzenie, kiedy to człowiekowi z dużym nadciśnieniem lekarz nie chciał wystawić zdolności do pracy. Ten z kolei nadciśnieniowiec przedstawił mu stosowne papiery, jakie wydała mu komisja rentowa, stwierdzająca dla przeciwwagi zdolność do pracy. No i nie było siły - postanowienia nie mogą być sprzeczne, a organy rentowe - jak przyjęło się uważać - głoszą lepszą prawdę niż inni medycy. No i taki niby-zdrowy, niby-chory dostał potwierdzenie zdolności do pracy.

Zastanawiam się, jakie też znaczenie dla informatyków mają takie orzeczenia. Wiadomo, że jeśli wzrok nietęgi, to trzeba samemu o to zadbać, nie oglądając się na pseudobadania okresowe. Ktoś słabo widzący nie będzie mógł wykonywać należycie pracy i zresztą sam chyba zauważy, że nie dostrzega napisów na ekranie. W przypadku informatyków (ale nie tylko) badanie okresowe powinno przede wszystkim określać psychofizyczną kondycję - czy też delikwent nadal jest w stanie podołać ciągłej pracy w nadgodzinach i stresie, walce z przełożonymi i użytkownikami, a przy tym uczyć się, doskonalić, być uśmiechniętym, zadowolonym, eleganckim. Przypuszczam, że przy tego rodzaju weryfikacji większość czynnych ludzi z naszej branży miałaby kłopoty.