Z samego DNA

Przez długi czas moja Matka przy każdej możliwej okazji powtarzała memu synowi, że musi poznać swoje korzenie.

Przez długi czas moja Matka przy każdej możliwej okazji powtarzała memu synowi, że musi poznać swoje korzenie.

W pewnym momencie stało się to nawet śmieszne, bo ostatecznie jak daleko można sięgać wstecz w historię rodziny? Nawet utytułowane rody zwykle dalej niż do jakiegoś XIV wieku swej historii nie znają. Choć oczywiście każdy dziś wie, że ludzkość rozpełzła się z Afryki, tak więc wszyscy mamy korzenie gdzieś na sawannie. Dopiero jednak ostatnio śledzenie tego, co się wydarzyło w tzw. międzyczasie, stało się możliwe. A to dlatego, że badania genetyczne zostały skomputeryzowane.

Zsekwencjonowanie ostatniego chromosomu, ukończone w tym roku, jakoś przeszło przez media prawie bez echa, tak przyzwyczailiśmy się do osiągnięć współczesnej genetykihttp://www.ornl.gov/sci/techresources/Human_Genome/faq/seqfacts.shtml . Tymczasem na poboczu tego najważniejszego, nie tylko moim zdaniem, projektu naukowego nowego stulecia kwitnie sobie całkiem dobrze prosperujący przemysł badania DNA. Jego oczywistymi klientami są ludzie podejrzewający się o choroby dziedzicznehttp://news.com.com/Knowledge+is+power%2C+but+can+you+handle+it/2100-11393_3-6070927.html?tag=nefd.lede albo chcący potwierdzić swoje pochodzenie od znanych osóbhttp://today.reuters.com/news/newsarticle.aspx?type=oddlyEnoughNews&storyid=2006-06-16T221534Z_01_SHA362494_RTRUKOC_0_US-CHINA-CONFUCIUS1.xml&src=rss . Na tej fali postanowiłem raz i na zawsze wyjaśnić, gdzie ma korzenie mój syn. Nie będę ukrywał, że sam też byłem ciekaw. Kiedy tylko zauważyłem na kanale National Geographic, że wraz z firmą IBM zaczęli Genographic Project https://www3.nationalgeographic.com/genographic/, nie miałem wątpliwości. Bez wahania zakupiłem stosowny zestaw i ofiarowałem go synowi pod choinkę.

Jest zastanawiające, że genealogią podniecają się ludzie głównie starzy. Pewnie dlatego, że nie mając innych osiągnięć chcą koniecznie udowodnić swoją ważność. Tymczasem nie ma wątpliwości, że każdy z nas miał mnóstwo przodków. Łatwo policzyć, że na początku naszej państwowości każdy dzisiejszy Polak musiał ich mieć co najmniej 2^(1000/25)=10^12 (zakładam pokolenia 25-letnie, tymczasem zapewne były one w przeszłości krótsze), czyli znacznie więcej, niż jest w tej chwili ludzi na Ziemi. Oznacza to, że wszyscy jesteśmy mocno spokrewnieni. Niektórzy zapewne jednak mniej niż inni, ale oczywiście w zupełnie innej skali czasowej - kilku tysiącleci. W przypadku mego syna wyjaśniło się, że nie skłamał wypełniając papiery na studia, gdy kazano mu wybrać rasę "Caucasian" (w ramach PC w USA nie stosuje się już określenia "biały") - rzeczywiście nasi przodkowie prawdopodobnie przyszli z Kaukazu!

Okazało się bowiem, że mój syn należy do rzadkiej w Europie haplogrupy G M201http://en.wikipedia.org/wiki/Haplogroup_G_(Y-DNA) . Należy podkreślić, że testy nie dotyczyły DNA mitochondrialnego, dziedziczonego po kądzieli. Tak więc dla pełnego zbadania naszego pochodzenia powinniśmy jeszcze zrobić analizę DNA wszystkich pań w rodzinie, co z oczywistych powodów może być kłopotliwe lub też nawet niemożliwe (ekshumacje). Mimo wszystko dobrze jest wiedzieć, skąd i którędy nasi męscy przodkowie dotarli do Polski https://www3.nationalgeographic.com/genographic/atlas.html?card=my034 . Ciekawy jestem, kiedy rodzimi politycy, głośno mówiący o Ojczyźnie i Narodzie, ujawnią swoje pochodzenie genetyczne. Mogą okazać się różne ciekawe rzeczy…


TOP 200