"Z prawa na lewo, czyli wspomnienia optymistyczne"

Moi Szanowni Zmiennicy z tych stron, profesor Łętowska i redaktor Bratkowski, pewnie nie wiedzą, że niżej podpisany skromny sąsiad został nim m.in. właśnie dzięki ich działalności. Ot, śmieszny przypadek - a może prawidłowość?!

Moi Szanowni Zmiennicy z tych stron, profesor Łętowska i redaktor Bratkowski, pewnie nie wiedzą, że niżej podpisany skromny sąsiad został nim m.in. właśnie dzięki ich działalności. Ot, śmieszny przypadek - a może prawidłowość?!

A było to jak w życiu. Oczywiście w "Życiu i Nowoczesności", gdzie młody człowiek naczytał się o komputerach. Kiedy trafił na Wydział Fizyki to nie mógł nie zauważyć małego pokoju w podziemiach gdzie stał KAR-65. Ba, nawet kiedyś dane mu było przeliczyć wyniki studenckiego ćwiczenia z II Pracowni o torach cząstek właśnie na tej słynnej maszynie. A była ona słynna nie dlatego byśmy wiedzieli, że władze prześladują inż. Karpińskiego, lecz dlatego, że jak szeptali starzy technicy obsługi, inżynier włożył własne sto tysięcy (ówcześnie cena samochodu Warszawa bez przydziału!) i zakupił wszystkie potrzebne tranzystory. A że robiono solidnie, to jeszcze za czasów Gierka komputer, który jak sama nazwa wskazuje wykonano w roku 1965, działał w najlepsze. Choć wtedy już pojawił się słynny "sedes", czyli maszyna amerykańskiej firmy CDC. Ale niech mi ktoś pokaże dzisiejszy krajowy wyrób komputerowy, który po kilkunastu latach będzie mógł konkurować z produktami zagranicznymi.

Nic dziwnego, że takie lekcje życia rozpalały wyobraźnię młodych ludzi. Jak się dobrze rozejrzę po branży, to bez specjalnych kłopotów dostrzegę kilkunastu kolegów ze studiów, którzy dyrektorują, zarządzają lub po prostu są. Widać, że pisanie redaktora Bratkowskiego oraz lekcje poglądowe w piwnicy zrobiły swoje. Choć jak się to obecnie powszechnie mówi, wokół szalała komuna i nie dało się żyć. Szczególnie po stanie wojennym.

A przecież Pani Profesor Rzecznikiem Praw Obywatela została, co dokładnie pamiętam, na początku roku 1988, gdy jeszcze nikomu nie śniło się, że już za dwa lata wszystko będzie inaczej. W każdym razie gdy napisałem swoją skargę do RPO na absurdalne przepisy dotyczące stypendystów naukowych, to moja własna żona nie wierząc, że to może cokolwiek zmienić, przez pół roku listu nie wysyłała. Jednak na moje ponaglenia wreszcie zdecydowała się i stał się cud. Pani Rzecznik, choć jej biuro nie miało jeszcze komputerów i korespondencję załatwiało na starych maszynach do pisania, sprawą zajęła się.

Już po kilku miesiącach okazało się, że przepisy o tak zwanym haraczu są całkowicie nielegalne. Tyle tylko, że musiałem jeszcze przejść cierniową drogę aż do Sądu Najwyższego, by instytut który mnie zatrudniał mógł z czystym sumieniem oddać mi zawłaszczone 500 USD. Oczywiście nie chciałem ich i nie wziąłem, bo chodziło mi o samą ideę nieprawomocnych podatków. Niestety, a może stety dla mnie, reszta środowiska nie podzielała mego poczucia sprawiedliwości. Jedni uważali, że skoro władza coś im daje (prawo wyjazdu) to może sobie pobierać myto a inni żałowali utraconych wpływów do wspólnej kasy, z której jednak niezbyt równo płynęły pieniądze (ja sam i moi koledzy-fizycy nigdy grosza nie dostaliśmy). W każdym razie tak mnie ta sprawa zniesmaczyła, że postanowiłem zmienić zawód i zająłem się na serio komputerami, za co Pani Profesor jako nieumyślnej sprawczyni jestem serdecznie wdzięczny.

A dziś w państwie prawa, które budujemy m.in. także w branży komputerowej, nadziei i marzeń jakby mniej. Szczególnie, gdy otrzyma się pismo od ZUSu, podobno już skomputeryzowanego, zawiadamiające, że nadpłaty i zadłużenie po denominacji na koncie niżej podpisanego wynoszą... no właśnie, ile?! Oczywiście pismo wysmarowano na komputerze, lecz kreski zamiast zer dopisano już ręcznie, tak jakby nie można było wysortować z bazy danych uczciwych obywateli i nie marnować papieru na wysyłanie niepotrzebnej informacji. Jeśli tylko 10% nakładu pisma PW 94-8 o wysokości 2 380 950 (dwa miliony trzysta osiemdziesiąt tysięcy dziewięćset pięćdziesiąt) egzemplarzy wysłano by niepotrzebnie, to oszczędzono by ponad ćwierć miliona kartek oraz kopert.

Bo sytuacja dzisiaj zupełnie przypomina mi tę na ulicy nomen omen Belwederskiej, gdy skręcający w lewo stoją karnie czekając na zielone światło. Zawsze znajdzie się cwaniak, który z prawego pasa skręca w lewo. Ostatnio byłem świadkiem, gdy jakiś kierowca mercedesa zrobił taki numer przed radiowozem policyjnym. Czy myślą Państwo, że była jakaś reakcja?