Z pamiętnika IRC-ozaura

Nic tak nie przykuwa mnie do ekranu telewizyjnego, jak matowy głos Bogusława Wołoszańskiego, rozpoczynającego kolejny odcinek cyklu "Sensacje XX wieku" zdaniami: "Jest rok 1942. Gdzieś w małej mieścinie w Schwarzwaldzie..." - i tutaj następuje opowieść o mniej lub bardziej tajemniczym epizodzie z okresu II wojny.

Nic tak nie przykuwa mnie do ekranu telewizyjnego, jak matowy głos Bogusława Wołoszańskiego, rozpoczynającego kolejny odcinek cyklu "Sensacje XX wieku" zdaniami: "Jest rok 1942. Gdzieś w małej mieścinie w Schwarzwaldzie..." - i tutaj następuje opowieść o mniej lub bardziej tajemniczym epizodzie z okresu II wojny.

Zacznę więc tak dziś i ja. Jest przełom roku 1993/94. Do Internetu jest już podłączona większość uczelni i niektóre instytucje. Działa już wiele list dyskusyjnych, ukazują się gazety internetowe, m.in. "Donosy", "Prasówka" i "Spojrzenia", a rolę oficjalnej polskiej strony WWW pełni witryna Instytutu Fizyki UW. Jedną z dynamiczniej rozwijających się usług jest Internet Relay Chat, zwane potocznie IRC-em. Od pewnego czasu działa kanał ##polska, na którym spotykają się Polacy z kraju i z zagranicy.

Do pierwszych miesięcy 1994 r. wszystko szło dobrze. Na kanale #polska można było spotkać ciekawych ludzi, poplotkować, a czasem poflirtować z jakąś sympatyczną studentką. A potem coś zaczęło się psuć. Zaczęło pojawiać się coraz więcej nowych ludzi, a jedyną ich ambicją było wywołanie IRC-owej awantury. Po jakimś czasie tylko ułamek aktywności na kanale był związany z rozmową - większość stanowiło rozdawanie i odbieranie "opów" (przywileju operatora), "kopanie" (usuwanie osoby z kanału) oraz zakładanie "banów" (blokad). W konsekwencji środowisko, które na IRC przychodziło, aby się spotkać i porozmawiać, zostało usunięte w cień przez agresywnych ekstremistów, ignorujących nie tylko tzw. netykietę, ale i wszelkie reguły przyzwoitości.

Ponieważ w tym czasie prasa komputerowa i popularna zaczęła pisać o IRC i kanale ##polska, uznaliśmy, że trzeba coś z tym zrobić (pozwalam sobie używać pierwszej osoby, choć moja rola była bardzo skromna). Że nie może być tak, by kanał, który poniekąd jest wizytówką środowiska, a nawet kraju, wyglądał jak pole bitwy. Że nie można po prostu wzruszyć ramionami i usunąć się na bok. Przecież na kanał reklamowany w prasie trafiają ludzie, który stawiają w Internecie pierwsze kroki, i jeżeli oni zobaczą, że IRC polega na kłótniach i walkach, to uznają, że to norma, i sami zaczną tak postępować. Słowem, zebraliśmy się i uradziliś-my, że ##polskę trzeba posprzątać.

Mieliśmy po dwadzieścia lat i - niech dobry Bóg wybaczy nam naszą naiwność i egzaltację - pełne prawo liczyć na to, iż zbawimy nasz mały IRC-owy światek. Oczywiście, zamierzenie się nie powiodło, a właściwie powiodło się tylko częściowo. Z kanału ##polska zrejterowaliśmy przed przeważającymi siłami wroga. Został on w charakterze tzw. wyszalni (wyjaśnienie terminu w Dziennikach gwiazdowych S. Lema). Powstał za to kanał ##polonia, kanał bez "opa", gdzie uczestnicy nie mogą robić nic innego poza rozmawianiem. Zresztą, z czasem chamstwo ogarnęło także ##polonię.

Nie byłem już bardzo dawno na kanałach ##polska i ##polonia. Jeżeli wchodzę na IRC, to po to, żeby zajrzeć na kanał prywatny, gdzie nadal spotyka się grono, które kiedyś chciało naprawiać świat i ludzi. Dziś, gdy wracam pamięcią do tej historii, przypomina mi się książka Williama Goldinga Władca much. Tam mali chłopcy chcieli na bezludnej wyspie urządzić swoje civitas solis, a skończyło się krwawą walką i pożogą. My, na szczęście, nie mieliśmy łuków i dzid, nie mogliśmy więc wyrządzić sobie prawdziwej krzywdy.

Piszę te słowa w czasie, gdy trwa pielgrzymka Ojca Świętego do kraju. Jan Paweł II przypomina nam słowa Ewangelii: "Błogosławieni, którzy czynią pokój". Oblaliśmy ten egzamin z czynienia pokoju i całe szczęście, że był to tylko taki mały egzamin w porównaniu z tym, który przyszło zdawać pokoleniu naszych dziadków.


TOP 200