Z dużego na małe

Miesięcznik Wired ogłosił, że kończy z pisownią ''Internet'' wielką literą. Od dziś, już do końca świata i jeden dzień dłużej, będzie pisał to słowo przez małe, pospolite ''i''. W ten oto sposób symbolicznie zamyka okres Internetu, który był czymś nowym, nieznanym, jedynym; czymś, co budziło szacunek i pewien przestrach. Jednym słowem, czymś, co było na tyle Ważne, Że Zasługiwało Na Wielkie Litery.

Miesięcznik Wired ogłosił, że kończy z pisownią ''Internet'' wielką literą. Od dziś, już do końca świata i jeden dzień dłużej, będzie pisał to słowo przez małe, pospolite ''i''. W ten oto sposób symbolicznie zamyka okres Internetu, który był czymś nowym, nieznanym, jedynym; czymś, co budziło szacunek i pewien przestrach. Jednym słowem, czymś, co było na tyle Ważne, Że Zasługiwało Na Wielkie Litery.

Dziś, w roku pańskim 2004, Internet stał się czymś, co każdy ma na biurku, w domu i w pracy, a jak mu się zachce, to nawet podczas podróży, przy użyciu telefonu komórkowego trzeciej generacji. Wired argumentuje, że wielką literą nie pisze się słów takich jak radio czy telewizja - niby dlaczego Internet miałby być wyjątkiem? Coś codziennego, dobrze znanego; coś, bez czego nie wyobrażamy sobie życia, nie powinno być w żaden sposób podkreślane w pisowni. Precz z wielkim "i" - argumentuje opiniotwórczy amerykański miesięcznik.

Pewnie już Państwo zauważyli, że - choć w zasadzie przyjmuję argumentację przedstawioną przez Wired - przestrzegam jednak zasad polskiej pisowni, które na razie każą pisać "Internet" wielką literą. W Polsce jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że tzw. norma językowa wyznaczana jest nie tylko przez argumenty redakcji, ale przez stosowną radę naukowców oraz odpowiednią ustawę. Zanim więc nowa ortografia nie rozpowszechni się w anglojęzycznej publicystyce i literaturze, a stamtąd nie przyjdzie do Polski pod postacią nowej normy, będę trzymał się dotychczasowych reguł.

Nad symbolicznym znaczeniem małego "i" warto jednak zastanowić się przez chwilę.

Fakty są niezaprzeczalne nie tylko w USA, ale i u nas, nad Odrą i Wisłą. Ok. 30% Polaków na co dzień korzysta z Internetu. W młodym pokoleniu jest to niemal 90%. Niedługo więcej kont bankowych będzie używanych przez Internet niż w sposób tradycyjny (dopóki jeszcze za "tradycję" uważamy wystawanie w kolejkach do bankowego okienka). Stało się to, o czym pisałem parę lat temu - do Internetu zaczęli zaglądać ludzie dojrzali czy wręcz starsi. Niedawno na przykład spędziłem tygodniowe wakacje w leśniczówce położonej, jak się wydawało, na końcu świata. Nie było tam zasięgu telefonii komórkowej, a by dojechać, trzeba było pokonać ok. 1,5 km dróg polnych i leśnych. Zaś zimą, gdy śnieg mocno przysypie, dzieci leśniczego nie idą do szkoły.

Ale nawyki życiowe rodziny tam mieszkającej są takie, że Internet używany jest stosunkowo często i dużo.

Słowem Internet jest już naprawdę powszechny. Miałem przywilej oglądania zmiany postrzegania Internetu na własne oczy - a nawet aktywnego uczestniczenia w niej.

Dlatego być może tak ważną, osobistą cezurą jest dla mnie postulat miesięcznika Wired.

Ale skoro porównujemy powszechność Internetu do powszechności "starych" mediów elektronicznych, nie sposób nie wspomnieć o innych badaniach. Otóż na naszych oczach następuje gremialny odwrót od telewizji najbardziej atrakcyjnej dla reklamodawców grupy społecznej (dobrze wykształceni, względnie zamożni mieszkańcy miast, w wieku 18-35 lat). Taki odbiorca po prostu nie ma ochoty uczestniczyć w informacji i rozrywce nieinteraktywnej - daje temu wyraz, wstając sprzed telewizora i siadając przed ekranem komputera, by posurfować lub pograć w z innymi uczestnikami cyberprzestrzeni.

Może więc zmiana Internetu z rzeczy wielkiej na rzecz małą jest jednocześnie początkiem jego końca; końca, który zakończy się odwrotem od niego na rzecz innego medium?

Jak na razie będę pisał "Internet" po staremu. Ale myślał już będę po nowemu - małym "i" zamiast dużego.


TOP 200