Y2K - the eleventh hour

O syndromie roku 2000 coraz głośniej wszędzie. Wzmiankuje na ten temat i radio, i telewizja. Ostatnio w dwutygodniku Faktor X także napotkałem artykuł dyskutujący sprawę uzależnienia ludzi od w sumie dosyć zawodnych technik komputerowych.

O syndromie roku 2000 coraz głośniej wszędzie. Wzmiankuje na ten temat i radio, i telewizja. Ostatnio w dwutygodniku Faktor X także napotkałem artykuł dyskutujący sprawę uzależnienia ludzi od w sumie dosyć zawodnych technik komputerowych.

Wzmiankowane czasopismo nie jest oczywiście periodykiem informatycznym, ale dwutygodnikiem zajmującym się interpretacją najprzeróżniejszych zjawisk niewyjaśnionych. Lubię czasami poczytać o rzeczach uchodzących za niewytłumaczalne, a bynajmniej nie mających nic wspólnego z komputerami. To tak dla odreagowania, albowiem niewytłumaczalnych zjawisk z krainy informatycznej mam dosyć na co dzień, w pracy.

No i bierze człowiek do ręki gazetę, a tu znowu wkoło panie Macieju o roku 2000. Mimo wszystko przeczytałem tenże artykuł i, wbrew swoim przewidywaniom, nie żałowałem. Temat został potraktowany niezwykle rzeczowo, przejrzyście i obrazowo - nie zapominajmy, że czasopismo jest adresowane do czytelników z założenia nie znających się na komputerach. Opisano wiele przypadków, gdzie błędy oprogramowania (nie związane z datą oczywiście i dotyczące nie tylko sfery PC) spowodowały wiele poważnych problemów, a nawet utratę życia - co ma stanowić zaledwie przed-smak czekających nas zjawisk.

W artykule przedstawiono także wypowiedzi ekspertów firm zagranicznych, zajmujących się testowaniem oprogramowania, uzmysławiając czytelnikom, że możliwość pojawienia się błędu jest bardzo duża. Produkty software'owe stają się coraz bardziej wyrafinowane, przez co stopień ich komplikacji rośnie w nie kontrolowany sposób, a ewentualne usterki pojawiają się w coraz mniej spodziewanych okolicznościach. Nie bez znaczenia jest szybkość wprowadzania nowych technologii, które ze względu na konkurencję rynkową i brak czasu pojawiają się na rynku niedostatecznie przetestowane - znamy to z praktyki. Konkludując, o żadnym systemie nie można jednoznacznie powiedzieć, że jest stuprocentowo bezbłędny i żadne testy nie mogą dać takiej gwarancji. Błędy w oprogramowaniu pojawiają się tak długo, jak długo jest ono eksploatowane. Rzeczywistość bywa znacznie bogatsza niż wyobraźnia testerów. Niemniej nie można czekać z założonymi rękami, bowiem wiele typowych usterek można wyeliminować na etapie kontrolnym.

Dobrze jednak, że o tego typu problemach pisze się w różnych źródłach. Być może któryś z decydentów, do tej pory odporny na przekonywania fachowców, poczuje się wstrząśnięty przedstawionym obrazem i wreszcie zacznie realizować stosowną politykę w podległym mu przedsiębiorstwie. Tytuł felietonu THE ELEVENTH HOUR oznacza ni mniej, ni więcej tylko OSTATNI DZWONEK. Może jeszcze nie jest za późno i prawdopodobnie kilka rzeczy da się poprawić. Im więcej skorygujemy obecnie, tym mniej straszny okaże się THE DAY AFTER.


TOP 200