Wzywam do rewolucji

Notatki nieuleczalnego optymisty

Notatki nieuleczalnego optymisty

Podziału pracy między samoorganizacją obywateli i biurokracją nigdy nie da się ustalić normatywnie i raz na zawsze; żadne przepisy tu nie pomogą; biurokracja ma to do siebie, że się rozpycha. Każde zajęte miejsce, przyznane jej za wyraźną lub milczącą zgodą obywateli, służy jako punkt wyjścia dla dalszej ekspansji. Przypadek NASK-u najlepiej to ilustruje.

Nikt nie kwestionował jego zasług. Cieszył się ogólnym uznaniem i poparciem. Oddawano mu honory. I naraz odkryła swe karty i zagrała swoją grę siła nie kontrolowana, klasyczne wcielenie samowoli i bezwględności biurokracji, Telekomunikacja Polska S.A. Bo nikt nie ma wątpliwości, że pomysł "opodatkowania" Internetu wyszedł z tamtej strony.

Upieram się przy pytaniu, kto stał za tymi pomysłami i z jaką motywacją. Telekomunikacja Polska S.A., sterowana dziś przez polityków dość świeżo demokratycznych, nie musi w swych zapędach kierować się jedynie chciwością. Mam podstawy sądzić, że to intelektualne zaplecze rządzącej koalicji nie lubi Internetu - z natury swej przeszłości, z natury swych politycznych ambicji. Niezależna sieć komputerowa jest w naszych czasach symbolem wolności obywatelskich; tymczasem ludzie, zdolni usuwać prokuratorów za ściganie przestępców, wywodzących się ze swego ugrupowania politycznego, nie mogą patrzeć spokojnie na swobodę przepływu informacji.

Nasz obywatelski błąd w tym przypadku polega na tym, że strona społeczna nie zorganizowała się wcześniej. Pisałem tu nie bez kozery o lokalnych spółdzielniach telefonicznych chłopów z Rzeszowskiego. Wydawały się one polską fantazją, wręcz na skraju surrealizmu. Jednakże te spółdzielnie pokazały, że właśnie poza Telekomunikacją Polską S.A. można zapewnić sobie telefonię lepszą i nowocześniejszą niż to, co cierpi reszta kraju (która płaci drożej niż w Ameryce za usługi wielekroć gorsze). Pokazały one, że, co więcej, można zachować własność na tym, co do tej pory zabierała owa biurokratyczna, a złodziejska monopolowa organizacja.

Czy nie przesadziłem z epitetem "złodziejska"? Nie sądzę.

Nie byłoby mi specjalnie trudno udowodnić przed sądem, że Telekomunikacja Polska S.A. przywłaszczała sobie systematycznie to, co opłacali mieszkańcy danego rejonu.

Przejmowała nieodpłatnie ich lokalne inwestycje w sieć telefoniczną. Przejmowała je wprawdzie legalnie, jak się dawniej mówiło - w majestacie prawa, ale - przymusowo. Było to klasyczne wymuszenie. Pod szantażem. Inwestorzy nie mogli zachować swej własności, gdyż w takim przypadku nie podłączono by ich do ogólnokrajowej sieci

telekomunikacyjnej.

Jeśli to nie zasługuje na nazwę operacji złodziejskiej, to nie wiem, co można tak nazwać. Takich operacji dokonano zaś w ciągu ostatnich czterdziestu lat dziesiątki, jeśli nie setki. I gdybyśmy wreszcie podjęli zorganizowany bunt przeciw Telekomunikacji Polskiej S.A., byłoby celowe wezwać ogłoszeniem w którejś masowej gazecie, by dali o sobie znać mieszkańcy różnych okręgów telefonicznych, którzy wydali swe pieniądze na telefonizację i nie zachowali własności na swych inwestycjach. Bo ci rzeszowscy chłopi w Łące i Chmielniku Rzeszowskim odnieśli podstawowy sukces w tym, że nie oddali tego, co sami kupili i opłacili. Są członkami spółdzielni jako niezależnego operatora telefonicznego. I prawo do zorganizowania się jako spółki i spółdzielnie, jako niezależni operatorzy telefoniczni, mają - co najmniej! - wszyscy ci, którzy wydali swoje pieniądze na telefonizację

swego rejonu.

Jak wiemy, sporo zainteresowanych Internetem myśli o zorganizowaniu się w samodzielną sieć, poza NASK-iem. Drodzy Moi, nie bójcie się rozmachu - bo inaczej biurokracja zawsze jakoś Was dopadnie. Stańcie na czele ogólnopolskiego ruchu przeciwko monopolowi Telekomunikacji Polskiej S.A.

Doprowadźmy do obywatelskiej nad nią kontroli - poprzez jej możliwie rychłą prywatyzację na rzecz przyszłego związku lokalnych spółek i spółdzielni telefonicznych. Koleżanki i Koledzy, wzywam do rewolucji.