Wyznania

Być może zwrócili Państwo uwagę, że moim felietonom zaczął towarzyszyć nadtytuł "Wyznania anarchisty". Dlaczego wyznania i dlaczego anarchisty?

Być może zwrócili Państwo uwagę, że moim felietonom zaczął towarzyszyć nadtytuł "Wyznania anarchisty". Dlaczego wyznania i dlaczego anarchisty?

Anarchizm jest rzeczą prostą do wytłumaczenia: każdy kto żyje w Polsce AD 1995 łatwo zauważy postępujący upadek państwa. W branży komputerowej przejawia się to niemożnością skomputeryzowania czegokolwiek za co by się nie wzięto: podatki, system informacyjny o obywatelach, urzędy państwowe, ba - nawet poczta elektroniczna w samym URM nie bardzo działa. Miałem okazję przekonać się o tym, gdy konsultowałem pewną komórkę tegoż urzędu, znajdującą się w odległości może 200 m od budynku głównego. Niestety, nie udało się urzędowi wysłać listu elektronicznego do mnie - może zawinił brak umiejętności urzędników, może niechęć do nowego.

Myślę że książę Piotr Kropotkin (1842-1921), siedząc gdzieś na chmurce w socjalistycznym niebie, potakuje moim rozważaniom. Bowiem, jak na księcia przystało, był on prawdziwym socjalistą a prawdziwym anarchistą został z powodu rozpadu państwa rosyjskiego mniej więcej sto lat temu. Oto próbka wyznań Kropotkina:

"Wychowany w rodzinie szlacheckiej (ukończył Korpus Paziów, elitarną szkołę dworską - przyp. KT) jak wszyscy młodzi ludzie moich czasów, rozpocząłem życie w tym przekonaniu, że trzeba rozkazywać, nakazywać, gromić, karać itp... Dyscyplina jest dobra na paradach wojskowych, ale nic nie warta w rzeczywistym życiu, gdzie pożądany skutek można osiągnąć tylko zgodnymm wytężeniem woli wszystkich ku jednemu wspólnemu celowi... Straciłem wszelką wiarę w organizację państwową i nosiłem w sobie grunt przygotowany pod zasiew idei anarchizmu".

Czy Czytelnikom pisma w dużej mierze poświęconego problemom komputeryzacji państwa nie nasuwają się czasami podobne myśli? Oczywiście książę nieco przesadził ze "zgodnym natężeniem woli", ale przecież słowa swoje pisał na początku wieku i miał prawo do złudzeń. Myślę, że dziś w Polsce nikt nie wierzy w możliwości Państwa, tym bardziej w kontekście działań firm prywatnych. Komputeryzują się one szybko i skutecznie. Najlepszym przykładem jest przejście gazet na skład komputerowy, a także komputeryzacja prywatnych radiostacji i stacji telewizyjnych. Kto odwiedzał studio Radia RMF FM na Kopcu Kościuszki w Krakowie, w państwowym Polskim Radiu w Warszawie czuje się niczym w muzeum. Podobnie wygląda porównanie urzędów państwowych z prywatnymi biurami.

A tymczasem dymisjonowany pełnomocnik premiera ds. Informatyki zostaje powołany na stanowisko dyrektora Biura Informatyki URM. Po czym wyznaje:

"Działania obu urzędów w dotychczasowej formie nie mają już racji bytu".

Skądinąd wiadomo, że dymisjonowany/mianowany pan Marek Car jest jednocześnie przewodniczącym Rady Koordynacyjnej ds. Teleinformatyki, złożonej z przedstawicieli administracji rządowej. A więc tych, którzy niwiele robiąc na swych odcinkach zebrani razem będą radzili co zrobić dla dobra Polski. Powodzenia!

Do kompletu wyznań trzeba jeszcze dodać wypowiedź byłej sekretarz prasowej premiera Pawlaka, pani Ewy Wachowicz:

- Czy dziś przyjęłaby Pani tę funkcję?

- Tak, ale stawiałabym warunki: minimum stanowisko dyrektora generalnego i wiceszefa gabinetu premiera oraz stworzenie zespołu. (Gazeta Wyborcza, 9 marca 1995, str. 4)

Nic dodać, nic ująć.


TOP 200