Wyrównany punkt startu

Przeżyłem w swoim życiu kilka technologicznych rewolucji i rewolucyjek. Jako dziecko z bliska oglądałem pierwsze kolorowe telewizory, anteny satelitarne i video. Patrzyłem też na pojawienie się gospodarki rynkowej z wszystkimi konsekwencjami. Ostatnia rewolucja, mam wrażenie, to rewolucja turystyczno-lotnicza: prawie każdy może dziś sobie pozwolić na lot samolotem do atrakcyjnego miejsca i urocze wakacje pod słońcem (latem) albo w śniegu (zimą).

Oczywiście oglądałem także rewolucję komputerową i teraz dopiero zdałem sobie sprawę, co ją odróżniało od pozostałych. Otóż, inne zaczynały się "od góry". Telewizory kolorowe mieli najpierw partyjniacy - bo potrzebny był tzw. talon. Telewizja satelitarna i video były domeną tych rodzin, które miały dewizy albo kogoś z rodziny na Zachodzie. Turystyka zagraniczna i podróże premiowały po prostu zamożnych - bo tylko ich było stać na drogi wyjazd i pobyt.

Rewolucja komputerowa nie miała tej charakterystyki. Owszem, żeby się na nią "załapać" potrzebny był dostęp do mikrokomputera - ale można było go mieć u kumpla, w szkole albo w jakimś klubie. Zresztą, wydatek był niewspółmiernie mniejszy niż np. telewizor kolorowy - no i nie było żadnych talonów. W latach 80-tych mikrokomputery dawały pierwszeństwo nie tyle zamożnym i "ustawionym", co dostatecznie bystrym i zaradnym, by uzyskać trudno dostępne oprogramowanie, podręczniki i wiedzę. W tym sensie rewolucja informatyczna przypominała i poprzedzała nieco późniejszą zmianę, tę związaną z wolnym rynkiem. Wyrównywała punkt startu i dawała fory przedsiębiorczym. Nawiasem mówiąc, to samo wydarzyło się później z internetem - on także najpierw trafił do bystrych, a potem do "ustawionych".

Gdyby komputery pojawiły się najpierw tam gdzie kolorowe telewizory, video, podróże zagraniczne czy telewizja satelitarna - czyli u tzw. elit - informatyka byłaby dzisiaj po prostu jedną z dziedzin biznesu i rozrywki, a nie zjawiskiem społecznym. Informatyka "robiona tradycyjnie" to konsole - zamknięte architektury, droga i ograniczona oferta, i grupy użytkowników całkowicie kontrolowane przez producenta. Ale jednocześnie obok istnieje Linux, społeczność open soure, internetowe fora i Wikipedia - żywe dowody, że da się inaczej, od dołu i bez "wielkich".

Póki ta demokratyczna rewolucja będzie trwać, póty możemy być pewni, że będą pojawiać się nowe pomysły, technologie i rozwiązania. W chwili, gdy establishment przejmie informatykę a ostatni nerd pójdzie na etat w koncernie, poszukam sobie innej dziedziny zainteresowań.


TOP 200