Wyparogramowanie

Wielokrotnie przywoływany przeze mnie Frederick Brooks, autor książki "The Mythical Man-Month" (szczęśliwie przetłumaczonej na polski i opublikowanej pod tytułem "Mityczny osobomiesiąc"), pisze o radościach programowania tak: "[programista] buduje zamki w powietrzu i z powietrza, tworząc je samym tylko wysiłkiem wyobraźni".

Wielokrotnie przywoływany przeze mnie Frederick Brooks, autor książki "The Mythical Man-Month" (szczęśliwie przetłumaczonej na polski i opublikowanej pod tytułem "Mityczny osobomiesiąc"), pisze o radościach programowania tak: "[programista] buduje zamki w powietrzu i z powietrza, tworząc je samym tylko wysiłkiem wyobraźni".

Słowa napisane przed 30 laty mają nieoczekiwane znaczenie, zdarza się bowiem, że produkty informatyczne nigdy nie przyjmują kształtu materialnego, na zawsze pozostając powietrzem, a dokładniej - obietnicą i mirażem.

Angielskie określenie vaporware dotyczy właśnie takich produktów: które "wyparowały" zanim się pojawiły. Na potrzeby tego felietonu (a oby i na dłużej) przetłumaczmy go na swojskie wyparogramowanie.

Palmę pierwszeństwa wyparogramowania dzierży na pewno projekt Xanadu. Wziął swoją nazwę od osiemnastowiecznego poematu Samuela Taylora Coleridge'a "Kubla Khan". Absolwent Harvardu, Ted Nelson miał ambicję stworzyć oprogramowanie do "niesekwencyjnego pisania", a w szczególności łączenia fragmentów dokumentów (co nazwał "transkluzją"). Projekt jednak przeżywał różne koleje losu - cierpiał na uwiąd koncepcyjny, brakowało mu funduszy, zespołem wstrząsały konflikty, sama wizja była zmieniana. Zaś na koniec pojawiła się sieć WWW, gdzie większość idei Xanadu była po prostu realnie zaimplementowana, działająca i do tego darmowa.

Wśród wyparogramowania są także systemy operacyjne - np. słynny Cairo Microsoftu, który miał być rozproszony, obiektowy i do tego całkowicie zintegrowany z usługami sieciowymi. Nigdy nie ujrzał światła dziennego, ale poszczególne elementy pojawiły się albo pojawiają się jako osobne produkty - np. technologie DCOM, Active Directory lub system plików WinFS. Podobnie światła dziennego nie ujrzały systemy Copland firmy Apple, Taligent budowany przez tenże Apple wespół z IBM-em oraz HURD rozwijany przez społeczność wolnego oprogramowania na licencji GNU. Jednak, co ciekawe, liczbowo na liście wyparogramowania prym wiodą gry komputerowe, a dokładniej - sequele hitów rynku oprogramowania rozrywkowego. Jak widać, twórcy gier na co dzień żyjący w świecie wyobraźni, mają największe problemy ze spostrzeżeniem, czy pomysł ma szansę zostać produktem.

Jakkolwiek wyparogramowanie nie pojawia się ostatecznie na rynku, to jednak uczy nas czegoś ważnego o informatyce, informatykach i przemyśle software. W pierwszym rzędzie pokory. Przypomina nam, że nie wszystko w informatyce jest możliwe i zbyt ambitnie zarysowane przedsięwzięcie może się po prostu nie udać, nawet jeśli postawimy mu do dyspozycji duże pieniądze i wspaniały zespół. Zresztą, po każdym wyparogramowaniu zostaje jakiś "osad", który czasami po wielu latach odradza się w postaci jakiejś udanej technologii lub komponentu w innym produkcie.

Wyparogramowanie bywa używane także jako broń. Gdy firmy ogłaszają, że już niedługo wypuszczą jakieś oprogramowanie, konkurencyjne przedsiębiorstwa zarzucają albo przyspieszają swoje projekty, a ostatecznie szumnie zapowiadany produkt nigdy nie znajduje się na półkach. Takie praktyki stanowią zagrożenie dla konkurencji i konsumentów. Wyparogramowanie stało się więc przedmiotem analiz w The Wall Street Journal oraz dochodzeń amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości.

I ilekroć z lekceważeniem pomyślimy o wyparogramowaniu, powściągnijmy ewentualne kpiny z jego twórców. Lepsze vaporware niż poorware. Przecież lepiej zatrzymać nieudany projekt, niż wypuścić nieudany produkt, a to pierwsze wymaga znacznie większej odwagi.


TOP 200