Wszystko w jednych rękach

Niestety, dziwne mam szczęście natrafiania w gazetach dla środowiska biznesu, kadry kierowniczej, menedżerskiej i właścicielskiej na teksty z gatunku porad, co i jak zrobić, aby było najlepiej. Najlepiej rzecz jasna z informatyką, którą zastosować trzeba w firmie. Wiem, że to może wyglądać nie najciekawiej, gdy człowiek siedzi nad dyrektorskim biurkiem i duma, co wybrać z tej ogromnej masy samych idealnych rozwiązań.

Niestety, dziwne mam szczęście natrafiania w gazetach dla środowiska biznesu, kadry kierowniczej, menedżerskiej i właścicielskiej na teksty z gatunku porad, co i jak zrobić, aby było najlepiej. Najlepiej rzecz jasna z informatyką, którą zastosować trzeba w firmie. Wiem, że to może wyglądać nie najciekawiej, gdy człowiek siedzi nad dyrektorskim biurkiem i duma, co wybrać z tej ogromnej masy samych idealnych rozwiązań.

Jak rozpoznać tego jednego właśnie dostawcę z dziedziny, której za grosz się nie pojmuje. Męczarnia musi to być potworna, tym bardziej potworna, im bardziej człowiek rzeczywiście chce odnieść z informatyki korzyść. Dlatego teksty z gatunku porad są potrzebne, chociażby po to, aby liznąć jakiekolwiek podstawy. Nie wszyscy bowiem posiadają coś, co nazywane jest intuicją i na podstawie szczątkowych często danych, które dla innych nic nie znaczą, potrafią strzelić w dziesiątkę. A propos strzelania, ostatnio znalazłem się w okolicy strzelnicy i strzelałem z wiatrówki, a że strzelać można było m.in. do nitki, po której przestrzeleniu dostawało się butelkę wódki i 50 zł na zagrychę (jak mówił właściciel tego interesu), właśnie do tej nitki strzelałem i z wódką nie bardzo wiedziałem co zrobić, ale to uzupełniałoby wyżej wymienioną tezę, że poza intuicją warto też posiadać jakąś, a raczej konkretną, wiedzę. Szczęśliwi ci, którzy mają dar intuicji i posiadają wiedzę (może jeszcze jakieś znajomości). Mało jednak jest takich wśród nas, dlatego właśnie teksty z gatunku porad co zrobić, aby było najlepiej, cieszą się całkiem niemałą popularnością.

Niestety, napisałem na wstępie (słowo niestety) i teraz wyjaśnię dlaczego tak napisałem. Niestety, autorami tekstów, które spotykam w gazetach dla środowiska biznesu, kadry dyrektorskiej, menedżerskiej i właścicielskiej, są pracownicy firm komputerowych. I właśnie to mi się nie spodobało. Bo jak to wygląda, gdy lekcji i pouczeń, jak z kimś postępować, udzielają ci, z którymi mamy współpracować. To jest tak, jakbym na przykład ja rozesłał do moich koleżanek i kolegów z redakcji tekst, w którym szczegółowo wyjaśniałbym, jak mają ze mną postępować. Przyznajmy, że byłoby to dziwactwo.

Postępowanie to jest oczywiście bardzo sprytne i nie można mu się dziwić. Skoro rynek stworzył taką lukę, to byłoby co najmniej zaniedbaniem, aby z niej nie skorzystać. Jest tylko jeden istotny problem. Jeszcze przed paroma laty chwyt takowy całkiem nieźle działał, ale dziś użytkownicy - klienci firm komputerowych - doskonale zdają sobie sprawę z takiej sytuacji i gdy rozmawiam z nimi o takich działaniach szczerze się uśmiechają (może jeszcze nie wszyscy, ale jest ich coraz więcej).

Ta tendencja opanowywania wszystkich sfer rynku przez firmy komputerowe jest widoczna również w innym przypadku. Mianowicie rodzą się jak grzyby po deszczu różne firmy konsultingowe i doradcze, które jako niezależne mają na uwadze wyłącznie dobro klienta, ale dziwnym trafem firmy te mają na uwadze również dobro właścicieli. A właścicielami tymi okazują się firmy komputerowe. I tak to niezależny doradca nie jest do końca niezależny albo po prostu nie jest niezależny. To jest zła tendencja, bo krótkowzroczna. Dla prawidłowego rozwoju rynku informatycznego w układzie klient-dostawca koniecznie musi być miejsce na rzeczywiście niezależnego, znającego się na rzeczy doradcę. Tacy doradcy i takie firmy są i szkoda, że ich starania zostają teraz niweczone przez firmy doradzające tylko jedno, jedynie słuszne rozwiązanie.