Wózek przyszłości

Parking pod sklepem wielkopowierzchniowym, szczególnie w sobotę przed niehandlową niedzielą, to miejsce, gdzie zapewne próżno wypatrywać przejawów wypierania człowieka przez sztuczną inteligencję.

Czasem też trudno dojrzeć inteligencję niesztuczną, szczególnie gdy obserwuje się popisy parkujących klientów. Wtedy parking zaczyna przypominać wielkie mrowisko, które zastygło w oczekiwaniu na rozładowanie korków na drogach wyjazdowych, żeby wyjeżdżające samochody mogły zrobić miejsce dla tych, które wjechały, choć widać było, że miejsc na zaparkowanie brak i lepiej się nie pchać do kotła. To porównanie może być krzywdzące dla mrówek, których świat jest względnie logiczny i uporządkowany, a w każdym razie rządzi się w miarę sensownymi zasadami: przetrwanie przede wszystkim.

No więc na tym parkingu widziałem scenę jak z „Gwiezdnych Wojen”: pracownik sklepu odprowadzał sklepowe wózki na miejsce postoju z wykorzystaniem małego, najwyraźniej sterowanego zdalnie, urządzenia w formie napędu do rzędu wózków, jadącego na końcu tego wózkowego pociągu. Czyli to, co zwykle robią nisko wykwalifikowani pracownicy fizyczni, było teraz wykonane przez zdalnie sterowany wózek z silniczkiem. I to – po raz kolejny – skłoniło mnie do zadumy nad nieuchronnością zastępowania pracy ludzkiej pracą.

Zobacz również:

Kilka dni wcześniej natknąłem się na internetowy quiz „WILL YOUR JOB BE REPLACED BY AI?”. To nie jest jedna z tysięcy durnych zabaw na Facebooku, ale dość solidnie udokumentowane narzędzie predykcyjne, stworzone przez chińskiego naukowca Kai-Fu Lee Doktor Kai-Fu Lee, również szef Sinovation Ventures, chińskiego funduszu inwestującego w firmy „nowej generacji”, czyli mówiąc w skrócie: takie, które wygryzą z rynku te, jakie znamy dziś. To także autor książki „AI Superpowers” o wyścigu o technologiczną przyszłość między USA i Chinami.

Doktor Lee był wcześniej prezesem Google China, a jeszcze wcześniej pracował dla Microsoftu, SGI i Apple. W 2013 r. znalazł się na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi opublikowanej przez magazyn „Time”.

Według quizu doktora Lee moja praca polegająca przeważnie na opowiadaniu różnych historii w prasie została sklasyfikowana jako trudna do zastąpienia przez sztuczną inteligencję. Co za ulga! Spojrzałem więc na indeks i bez zdziwienia zauważyłem, że wyginięciem zagrożeni są białkowi wykonawcy zawodów nie tylko takich, jak: pracownik sortowni, maszynopisarz czy pracownik telemarketingu, ale także niektórzy HR-owcy, szczególnie zajmujący się pensjami, a nawet testerzy różnych przedmiotów. Z kolei najmniej podatne na zastępowanie przez roboty są pozycje, takie jak: przedsiębiorca, szef firmy, psycholog czy nauczyciel.

Pewnie dr Lee ma sporo racji w swoich przewidywaniach, ale ja wiem, co widziałem pod hipermarketem: tam wózkowy robot słuchał poleceń człowieka. Do mojej prywatnej listy zawodów niezastępowalnych dodaję więc operatora samodzielnego zdalnie sterowanego wózka do przepychania wózków. Stawiam dolary przeciw orzechom, że żadne algorytmy nie nauczą się manewrować w środowisku nie tylko o niezliczonych zmiennych, ale także w obliczu kompletnie irracjonalnego podejmowania decyzji przez niestałą liczbę uczestników. Czyli na parkingu pod hipermarketem.