Wolność już była?

Nigdy nie byłem zwolennikiem teorii spiskowych. Nawet wyśmiewałem się z tych, którzy wieścili ich istnienie. Niemniej w miarę upływu lat chyba będę musiał skorygować swoje stanowisko w tej sprawie.

To prawda, że im człowiek wie mniej, tym życie jego przebiega bardziej beztrosko, co jednak w efekcie nie znaczy, że szczęśliwie, jeśli za szczęście uważać wolność i możliwość czynienia tego, co samemu uzna się za właściwe, a nie tego, co jako normę narzuci społeczeństwo.

Wraz z rozwojem technologii wzrosły możliwości kontroli oraz inwigilacji. Powszechnie wiadomo, że nawet niechcący zostawiamy w tym cyfrowym świecie ślady swojej różnorakiej działalności, nie tylko na poziomie wirtualnym - także telefony komórkowe czy karty płatnicze świadczą o naszej aktywności. Nie dziwi mnie już, że gdy przez internet poszukuję, niejako anonimowo, miejsca do spędzenia wakacji, to potem przez długi czas pojawiają się u mnie na ekranie przeglądarki oferty sprofilowane pod tym kątem. Nie zdziwi mnie, gdy okaże się, że dokładnie wiadomo, które konta pocztowe należą do kogo, chociaż używamy ich w różnych celach, również anonimowo.

Zobacz również:

O tym, jak doskonałe narzędzia są w dyspozycji, przekonał mnie sposób identyfikacji, jakim dysponuje Facebook. Gdy pewnego razu chciałem zalogować się na swoje konto z innego komputera niż do tej pory, oprogramowanie wykryło mnie jako potencjalnego intruza i zechciało sprawdzić moją autentyczność. Niby dobrze, że coś chroni użytkownika przed atakami osób niepowołanych. Do wyboru dostałem dwie możliwości weryfikacji: poprzez test informacji osobistych lub poprzez rozpoznawanie zdjęć moich znajomych. Pierwsza opcja nie bardzo mi odpowiadała, gdyż nie byłem pewien, czy informacje o mnie, jakie kiedyś oprócz nazwiska podałem, polegały na prawdzie. Wiadomo, że jeśli już się zmyśla, to trzeba mieć doskonałą pamięć, aby po czasie wiedzieć, co i komu się mówiło. Druga opcja weryfikacji, przez rozpoznawanie znajomych ze zdjęć, nie polega bynajmniej na identyfikacji obrazków profilowych. Otóż FB wyświetla w sekwencji po trzy zdjęcia wyjęte gdzieś z czeluści galerii znajomych, zaznaczając na nich prostokątem twarz, którą należy rozpoznać. Co lepsze, niekoniecznie są to zdjęcia portretowe, solo i en face. Ujęcia boczne i grupy ludzkie nie stanowią problemu rozpoznawczego dla oprogramowania.

To jest tylko pierwszy lepszy przykład. Tego, że istnieją systemy kojarzące informacje z różnych źródeł, chyba trzeba się spodziewać. To, co rzeczywiście jest możliwe i czym mogą dysponować bliżej nieokreśleni ONI, to już sprawa domysłów. Na razie nasze charakterystyki mogą być rozpracowywane w ten sposób. Inna kwestia, kiedy i jak zostanie to użyte. Zapewne w bliżej nieokreślonej przyszłości sprawa nabierze też innego wymiaru, gdy „troskliwe rządy” będą aplikować każdemu szczepionkę pod postacią miniaturowego chipa. Oczywiście dla naszego dobra.


TOP 200