Witaj kujonie

Początek roku szkolnego zawsze skłania mnie do wspomnień na temat lat nauki. Będąc w wieku, w którym już nie chodzi się do szkoły (choć informatyk zawsze chodzi do jakiejś szkoły...), a jeszcze nie ma się dzieci w wieku szkolnym, mogę sobie pozwolić na dystans do tej instytucji.

Początek roku szkolnego zawsze skłania mnie do wspomnień na temat lat nauki. Będąc w wieku, w którym już nie chodzi się do szkoły (choć informatyk zawsze chodzi do jakiejś szkoły...), a jeszcze nie ma się dzieci w wieku szkolnym, mogę sobie pozwolić na dystans do tej instytucji.

Gdybym więc miał wskazać trzy najbardziej znienawidzone osoby z czasów szkolnych, to na trzecim miejscu znalazłby się kontroler komunikacji miejskiej, czyli - mówiąc po ludzku - kanar. I choć represje czasów stanu wojennego większości kojarzą się z Milicją Obywatelską, to dla mnie karzącym ramieniem reżimu pozostanie kanar, który wlepiał mandaty w autobusach. Drugą najbardziej znienawidzoną osobą mojej młodości był nauczyciel. Oczywiście, zdarzali się pedagodzy mądrzy i sympatyczni, ale niestety - wbrew temu, co zawsze mi mówiono ("docenisz nas po latach!") - większość moich nauczycieli wzbudza we mnie nadal wyłącznie niechęć.

Ani kanar, ani belfer nie byli jednak bardziej znienawidzeni od prymusa. Kujon - bo tak częściej bywał zwany - miał zawsze odrobione lekcje, był dobrze przygotowany do odpowiedzi, miał wszystkie książki i nigdy nie zapominał zeszytu. A na dodatek obleśnie się wdzięczył do pań nauczycielek, pomagał ścierać tablicę i nigdy nie dawał ściągać, a jeżeli, to z rzadka i z łaski. Brrrr... jeszcze teraz, gdy piszę te słowa, przechodzą mnie ciarki z obrzydzenia na myśl o kujonie.

Tygodnik Polityka opublikował kiedyś artykuł pod znamiennym tytułem Zemsta kujona. Postawiono w nim tezę, że ci, którzy dziś tworzą nowoczesne technologie, to właśnie szkolni prymusi. Nie wydaje mi się, by teza ta była prawdziwa odnośnie do mojego pokolenia, czyli ludzi, którzy kończyli studia informatyczne w latach 90. Moi koledzy ze studiów i pracy to raczej niespokojne duchy - ludzie nietuzinkowi, lekko nawet neurotyczni, ciekawi świata, poświęcający każdą wolną chwilę swojej pasji (wówczas: mikrokomputerom) i niezbyt obowiązkowi. Tacy uczniowie nigdy nie mieli w szkole łatwego życia, bo ta wiele wybacza, ale wobec osób nie mieszczących się w szkolnej urawniłowce jest bezwzględna.

Myślę natomiast, że wielu kandydatów, którzy za niecały miesiąc rozpoczną studia informatyczne, można zaliczyć do kujonów. Mówiąc w skrócie - dziś informatyka równa się pieniądze, a kasa i możliwości kariery to dziś zasadnicze kryteria wyboru kierunków studiów. Na dodatek sposób rekrutacji, premiujący oceny szkolne (czyli efekt systematycznej, wieloletniej pracy), sprzyja prymusom.

Chciałbym więc uczulić kierowników działów informatyki, że absolwenci, z którymi przyjdzie im prowadzić rozmowy kwalifikacyjne za kilka lat, to całkiem inni ludzie niż ci, którzy dziś pracują w ich działach. To już nie pasjonaci, nie artyści i nie oryginały. To dobrze wykształceni, zimni technokraci, którzy do komputera nie mają emocjonalnego stosunku, traktując go wyłącznie profesjonalnie. Jeżeli posiedzą nad jakimś problemem przez całą noc, to nie dlatego że jest on ciekawy, a dlatego że w ten sposób zarabiają na premię i awans.

I mimo całej mojej nostalgii za starym modelem informatyka, mimo całej niechęci do kujona, bardzo doceniam fakt, że ludzie systematyczni, solidnie wykształceni i "dobrze ułożeni" przyjdą do informatyki. Każdy czas potrzebuje innych osobowości. Dziś informatyka okrzepła, dojrzała i dopracowała się standardów oraz metodyk. Te same cechy osobowe, które dawały inwencję w rozwiązywaniu pionierskich problemów, dziś stają się zawadą w organizacji pracy grupowej i terminowym kończeniu projektów.

Witaj więc, kujonie, w świecie informatyki!


TOP 200