Wirtualni urzędnicy

Jaki jest związek informatyki z turystyką? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. Informatyzują się biura turystyczne, skromnie, bo skromnie, ale zawsze coś. Internet - zawołają jego miłośnicy - jako ojciec wirtualnych podróży i jeszcze kilka innych skromnych inicjatyw, wspierających rozwój tej sympatycznej dziedziny.

Jaki jest związek informatyki z turystyką? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. Informatyzują się biura turystyczne, skromnie, bo skromnie, ale zawsze coś. Internet - zawołają jego miłośnicy - jako ojciec wirtualnych podróży i jeszcze kilka innych skromnych inicjatyw, wspierających rozwój tej sympatycznej dziedziny.

Od dłuższego już czasu, jako efekt związku informatyki z turystyką (i wsparcia dla niej), wymienia się podróże co ważniejszych, a także nieco mniej ważnych, urzędników państwowych. Urzędnicy nie podróżują - rzecz jasna - po to, aby sprawdzić czy autorzy internetowych stron nie pomylili się w opisie hiszpańskich wybrzeży Morza Śródziemnego czy najświetniejszych zabytków ziemi włoskiej. Nie podróżują też, aby brać przykład z braci Amerykanów, którzy za oceanem z uporem budują społeczeństwo informacyjne. Urzędnicy nie podróżują nawet z własnej inicjatywy (podróże - przyznajmy - to takie mało urzędnicze zajęcie). Urzędnicy - mianowicie nasi, zajmujący się coraz aktywniej (życie urzędników podlega przecież coraz poważniejszej w Polsce informatyzacji) - podróżują bądź zwiedzają świat - obojętnie, jak to nazwiemy - służbowo. Nie bardzo tylko wiadomo, czy podczas swych podróży bardziej pracują czy bardziej podróżują. Ten problem musimy tu zostawić jako otwarty...

Zrozumiałą jest sprawą, że urzędnicy, spełniając swe ważne społecznie role, najzwyczajniej muszą od czasu do czasu pojechać tu i tam. My, obywatele, nie mamy absolutnie nic przeciwko temu. Przekazujemy im nawet na ten cel swoje pieniądze. Istnieje jednak typ podróży urzędników - nie bójmy się tego sformułowania - mało związanych z ich pracą. Urzędnicy mianowicie - jak to urzędnicy - rozpieszczani są przez najróżniejsze firmy, chcące informatyzować życie urzędników. Firmy te - to też jest całkowicie zrozumiałe - chcą się pokazać w oczach urzędników z jak najlepszej strony. Jednak firmy te nie muszą pokazywać wszystkiego, co mają najlepsze, ponieważ ogólnie wiadomo, iż firmy te już niejednokrotnie dowiodły pod różnymi szerokościami i długościami geograficznymi, że doskonale potrafią sobie poradzić ze zinformatyzowaniem życia urzędników. Załóżmy jednak, że firmy te muszą tak postępować, skoro podobnie, a nawet tak samo, postępują inne konkurencyjne do nich firmy. A zresztą, jakie to przyjemne i sympatyczne móc zapraszać ważne (i mniej ważne osobistości). Ale osobistości te powinny wiedzieć, że czasami, a nawet często, należy uprzejmie, nikogo nie urażając podziękować za zaproszenie i z niego nie skorzystać. Osobistości te powinny wiedzieć o firmach, z którymi chcą współpracować, niemal wszystko. Zakładam, że wiedzą. A więc podróżować nie muszą. Tymczasem w naszym reformowanym państwie urzędnicy nie tylko nie odmawiają wzięcia udziału w kolejnej ważnej imprezie, na której to jedynie (tylko tam, nigdzie więcej) zapoznać się będą mogli z możliwościami skorzystania z usług firmy w informatyzowaniu ich życia, ale zabierają - w roli, no właśnie jakiej - nawet swe małżonki. Powstaje trochę pogmatwana sytuacja: informatyzacja, urzędnik, jego małżonka, piękne krajobrazy, krystaliczne czyste wybrzeża. O wyprawach takich krążą po kraju humorystyczne opowieści.

Problem urzędniczej turystyki rozwiał moje wcześniejsze obawy, że urzędnicy (ważni i mniej ważni) nie lubią dziennikarzy. Bo ileż to razy staramy się o spotkanie z urzędnikami (ważnymi i mniej ważnymi), aby opowiedzieli nam, co też ważnego i pożytecznego dla kraju robią, ciężko pracując, nieodmiennie sekretarki urzędników odpowiadają - po zapoznaniu się z kalendarzami urzędników - że najbliższe dwa tygodnie, niestety, są całkowicie wypełnione, a i następne trzy też nie zapowiadają, aby miało być inaczej. Myślałem więc, że urzędnicy nie lubią nas dziennikarzy i przeżywając w spotkaniach z nami dylemat Cygana, który wychodząc pod wieczór przed wóz, spogląda na umorusaną w błocie dzieciarnię i myśli: myć te czy robić nowe, skoro nie mają możliwości, aby nas zarówno myć, jak i stwarzać na nowo, wolą nas nie oglądać wcale. Tymczasem urzędnicy lubią dziennikarzy. Urzędnicy chcą informować swych współobywateli o tym, na co wydawane są nasze wspólne pieniądze. Urzędnicy jednak nie mają czasu, ponieważ...

A może byłoby zdrowiej, gdyby państwowi urzędnicy po prostu nie podróżowali albo podróżowali wyłącznie na koszt państwa (czyli praktycznie jednak nie podróżowali). Ale to chyba na obecnym etapie naszego rozwoju nie jest najmądrzejszy pomysł. Bo co by robili...


TOP 200