Wielopecet

Telefony komórkowe coraz częściej służą już nie tylko do komunikacji głosowej, ale pełnią bardzo urozmaiconą rolę. Nie sposób więc nie zauważyć, że nazwa tych urządzeń przestaje odpowiadać oferowanym przez nie funkcjom, ponieważ przekazywanie fonii na odległość jest dziś jednym z wielu aspektów zastosowań tego multimedialnego urządzenia cyfrowego.

Telefony komórkowe coraz częściej służą już nie tylko do komunikacji głosowej, ale pełnią bardzo urozmaiconą rolę. Nie sposób więc nie zauważyć, że nazwa tych urządzeń przestaje odpowiadać oferowanym przez nie funkcjom, ponieważ przekazywanie fonii na odległość jest dziś jednym z wielu aspektów zastosowań tego multimedialnego urządzenia cyfrowego.

Jeśli można już przy użyciu przeglądać Internet, przekazywać pocztę elektroniczną, obrazy, a ostatnio też serwisy telewizyjne, to urządzenia te nie powinny w dalszym ciągu zwać się telefonami, gdyż pojęcie to jest w tym kontekście cokolwiek mylące.

Chociaż telefon komórkowy jest czymś w rodzaju komputera personalnego, to w porównaniu z rzeczywistym komputerem, do jakiego przez lata przywykliśmy, jego możliwości są niewielkie. Zastanawiałem się, jak też można by ochrzcić taki aparat, aby trafnie i w pełnej rozciągłości odzwierciedlić jego funkcje, i prawdę powiedziawszy stwierdziłem, że jest to rzecz niezmiernie trudna. Na przykład przechrzczenie nowoczesnej komórki na "pecetor" nie wydaje się szczególnie wysublimowanym pomysłem, gdyż termin ten brzmi zbyt ostro, nasuwając na myśl raczej jakieś kosmiczne monstrum. Ze względu na mnogość różnych funkcji współczesnego telefonu komórkowego, można by go nazywać wielostanem albo też wieloczynem, wielorakiem, mnogorakiem czy wreszcie mnogostanem, ale każda z tych nazw brzmi nieco archaicznie i nie przystoi na wskroś nowoczesnemu urządzeniu. Tego typu próby nazewnicze mogłyby dobrze wkomponować się w słownictwo, ale w okresie początków rewolucji technicznej, nie zaś w epoce społeczeństwa informacyjnego. Tak więc poszukiwanie miana zawierającego w swoim przedrostku rdzeń charakteryzujący zdalne właściwości urządzenia - jak telemag czy telemon - wygląda nieporadnie.

Zapewne wszyscy zdajemy sobie sprawę, że prędzej czy później wszystkie personalne urządzenia, które początek swój wzięły od klasycznego komputera, przeistoczą się w zlepek multimedialnie funkcjonalny, oferując użytkownikowi wszystko w jednym - od gier po telewizję interaktywną, od edytorów tekstu po bazy danych. Wystarczy poczekać, aż laboratoria naukowe uporają się z technologią wyświetlania informacji na odpowiednio pojemnym, a jednocześnie wygodnym i przenośnym ekranie, i w zasadzie nie będzie sprawy. Tak też powstanie jedno spójne urządzenie, które zastąpi jednocześnie telewizor, komputer i telefon. Nie będzie już wówczas tak jednoznacznego jak teraz rozdziału zastosowań, a to uniwersalne, zunifikowane urządzenie trzeba będzie przecież jakoś nazwać, najlepiej bez odwoływania się do historycznych korzeni żadnego z tych cząstkowych zastosowań, jakie do tej pory znajdowały odzwierciedlenie w specjalizowanych przetwornikach informacji. Polsko brzmiący "wielocet" lub też bardziej internacjonalny "policet" to terminy, które wydają się bardziej pasować do charakterystyki takiego urządzenia, bo nie zawężają nazewniczo jego funkcjonalności.

Powinniśmy zatem już powoli zacząć zastanawiać się, czy czasem nie pora na zmianę naszych przyzwyczajeń nazewniczych, aby w przyszłości nie łączyć z nowoczesną techniką archaizmów wynikających ze skostniałości języka. Zniknąłby wówczas ze słownictwa wszędobylski komputer, na wspomnienie której to nazwy niejednemu użytkownikowi włos jeży się na głowie za sprawą dotychczasowych, często niezbyt miłych doświadczeń.


TOP 200