Wąska szyjka

Nie chcąc po raz kolejny zanudzać szczegółami mej przygody z kablowym dostawcą Internetu, powiem krótko, że po zbadaniu stanu łączy przez firmowego technika oraz stwierdzeniu, że początek problemów dziwnie przypada na ten sam dzień, gdy przeprogramowano lokalnego dróżnika, czyli router, czekam dalej na jakieś konkretne wydarzenia

Nie chcąc po raz kolejny zanudzać szczegółami mej przygody z kablowym dostawcą Internetu, powiem krótko, że po zbadaniu stanu łączy przez firmowego technika oraz stwierdzeniu, że początek problemów dziwnie przypada na ten sam dzień, gdy przeprogramowano lokalnego dróżnika, czyli router, czekam dalej na jakieś konkretne wydarzenia.

Historia kontaktów z dostawcą weszła w fazę wojny okopowej, tj. cisza zapadła na froncie. Z mej reduty wygląda to nieciekawie, zupełnie nie jak cisza przed bitwą. Na szczęście mam w rękawie rozwiązanie ostateczne, czyli zmianę dostawcy, co jednakże musi pociągnąć także zmianę sposobu połączenia na DSL.

Wbrew pozorom Hameryka jest o wiele bardziej komunistyczna niż- by się to wydawało z polskiej perspektywy. Usługi TV kablowej są tu dobrym przykładem. Otóż w większości miast i miasteczek rady miejskie zawarły umowy na wyłączność, skutkiem czego sygnał na kablu można mieć tylko od jednej, wybranej kiedyś firmy. Oczywiście, w okresie wybierania firma taka obiecywała wszystkie możliwe gruszki na wierzbie, a to oferując tańsze połączenia dla emerytów oraz ludzi niezamożnych, a to obiecując nie puszczać pornosków czy też dając darmowe kanały, na których lokalna ludność może sobie puszczać własne programy.

W czasach, gdy zawierano takie monopolistyczne transakcje nikomu z tzw. przedstawicieli ludu nie przyszło do głowy, że po kabelku będzie też leciał Internet. No i stało się. U mnie w miasteczku już trzy razy zmieniła się firma, która robi Internet po kablu. Za każdym razem jest to zmiana pozorna, bo umowę ma ciągle ten sam koncern, który ostatnio pożarł mniejszego rekina, ten zaś poprzednio zjadł rybkę, która wszystko zainstalowała. Efekt jest taki, że technik wspomniany na początku tego felietonu po wykonaniu czynności służbowych, czyli po połączeniu się z tajną stroną, która podaje różne parametry lokalnego kabelka, powiedział mi prywatnie, że nie pokłada wielkiej nadziei w swojej firmie. To mniej więcej tak jakby mechanik samochodowy w warsztacie na boku poradził, aby zepsute auto zaholować gdzie indziej.

Problem w tym, że auto się da, bo na razie nie ma jeszcze rejonizacji napraw, zaś kabelek jest racjonowany.

Jak się zacząłem nad tym wszystkim zastanawiać, to doszedłem do wniosku, że jest znacznie gorzej niż się nam wydaje. Komputery tanieją z roku na rok, osiągając już cenę telewizora, czyli zbliżając się do cen elektroniki masowej. Te tanie komputery są coraz szybsze, mają coraz więcej pamięci masowej i operacyjnej, coraz lepsze ekrany, możliwości połączenia. No właśnie - dziś posiadacz dwu tanich Maczków oraz prostego przełącznika może sobie z łatwością zafundować w domu gigabitowy eternit. Ale tylko w domu. Nawet jak jest bardzo bogaty, powiedzmy najbardziej, czyli jest Billem Gatesem, to jak ma szczęście i mieszka w odpowiednim miejscu może sobie przeciągnąć do domu tzw. linię T3, czyli mieć 45 megabitów na sekundę - a więc dwadzieścia razy mniej niż ma w domu.

Jak się jest dużą korporacją albo poważnym uniwersytetem, no to można kupić sobie jeszcze oczko lepiej, ale wcale nie będzie to taniej niż dwa lata temu, bo firmy oferujące łącze światłowodowe padają martwe na fali pomoru dotcomowego jedna po drugiej. Dostarczenie przepustowości w sieci zaczęło być problemem. Owszem, są lepsze i szybsze urządzenia, ale ponieważ poprzednie jeszcze się nie zamortyzowały, więc na unowocześnianie trzeba pożyczać. Od kogo - ano od klientów, czyli od nas wszystkich. Dlatego łącza telefoniczne zatrzymały się na granicy 15 USD za miesiąc, a kabel oraz DSL na poziomie 50. Podobno przy tych cenach i tak traci się pieniądze. Mamy więc do czynienia z bardzo wąską szyjką, która wcale nie chce się poszerzać. Dla mnie osobiście oznacza to także, że przez wiele jeszcze tygodni nie będę miał przyjemności korzystania z wysyłki większych plików. Czego i Państwu nie życzę.