W sprawie cudu

Ja też mam swoje marzenia na temat Computerworlda. Żeby nie było tak, że szewc bez butów chodzi.

Ja też mam swoje marzenia na temat Computerworlda. Żeby nie było tak, że szewc bez butów chodzi.

Zaproszono mnie kilka dni temu na "forum" wydawców gazet organizacji "pozarządowych" (swoją drogą, okropna jest ta kalka z angielskiego, zwłaszcza że "pozarządowość" biurokratycznie pomyślano i po angielsku, bo i tam istnieje właściwy przymiotnik, "obywatelski").

Mówili o różnych swoich kłopotach. I okazało się, że brakuje im przede wszystkim sponsorów. Próbowałem tłumaczyć, że najskuteczniejszyn sponsorem gazety jest zawsze - Czytelnik. Bo na przykład im więcej Czytelników, tym bardziej zainteresowani są pismem reklamodawcy. Jeśli więc ktś wydaje pismo tematyczne, to bardziej niż katalog sponsorów powinna go interesować lista adresowa obecnych i potencjalnych Czytelników.

Dziś nawet najmniejsza redakcja ma komputer. Ale komputery nie wykonają za wydawców ich pracy najważniejszej, a ciągłej - rozpoznawania Czytelników.

Nie, nie chodzi o badanie swego rynku prasowego, żmudne, kosztowne i - powiedzmy szczerze - mało opłacalne, bo każdy wydawca, wydając gazetę głównie dla siebie, wie, co go samego interesuje. I nie chodzi o przekrojowe, ogólne wiadomości statystyczne (choć to się też bardzo przydaje). Chodzi wręcz o poznanie, o zidentyfikowanie, i to z nazwisk, adresów, pracy oraz zainteresowań - swoich "klientów".

Nie jest to aż tak ważne dla gazet o tematyce ogólnej. Ani dla gazety lokalnej. Ich Czytelnicy najlepiej wypowiadają się, kupując gazetę lub nie; sami piszą listy i dzwonią. Inaczej w przypadku gazet tematycznych. Jeżeli ktoś wydaje gazetę na temat elektrowni wiatrowych, powinien po nazwisku znać wszystkich zainteresowanych i gromadzić dane o nich w swoim komputerze, co więcej, swoich Czytelników powinien wciągnąć w role apostołów gazety, którzy mu się pochwalą i podadzą dane każdego dalszego, pozyskanego "wyznawcy". Innymi słowy, wydawca gazety tematycznej powinien tworzyć społeczność Czytelników swojej gazety.

To mu się opłaci nie tylko dla względów towarzyskich, nie tylko z uwagi na szansę większej trafności w decyzjach redakcyjnych. Ktoś, kto może pochwalić się, że ma w swoim komputerze tyle i tyle tysięcy ludzi czymś zainteresowanych, jest atrakcyjnym partnerem dla reklamodawcy operującego na danym rynku; to właśnie listy adresowe traktuje się na Zachodzie jako najcenniejszą zdobycz i tajemnicę firmy.

Dlatego marzyłbym o społeczności Czytelników Computerworlda. Organizacje informatyków, towarzystwa, izby, chorują na ten sam uwiąd, co wszelkie inne organizacje zawodowe. Można wybierać w nieskończoność coraz to nowe ich władze, a pozostaną tak samo martwe. Cud nie polega na znalezieniu jakiegoś niezwykłego faceta, który wszystkich uskrzydli. Cuda sprawia się w tej sferze aktywności ludzkiej zawsze tak samo - albo się pojawi jakiś atrakcyjny cel, który skupi do współdziałania możliwie szeroki krąg ludzi, albo też tworzy taki krąg - gazeta. Gazeta jako sposób na wymianę informacji, poglądów tudzież - odczuć i uczuć.

Nie wiem, jak to jest, ale to się sprawdza. Nie byłoby sławnego sto lat temu Stowarzyszenia Techników Polskich, gdyby nie to, że grupa ich wydawała najpierw "Przegląd Techniczny", który inżynierów pracujących każdy osobno potrafił skupić we wspólny krąg wtajemniczenia. Może to zabrzmi tęsknotą anarchisty, ale, moim zdaniem, Czytelnicy dzięki swojej spontaniczności czują się równi sobie i to zbratanie starych z młodymi, repów z nowicjuszami, tworzy tę

nieporównywalną z niczym atmosferę.

Budujmy listę adresową Czytelników Computerworlda. Nie tylko dla potrzeb handlowych. Skoro mamy coś tak "naszego", jak Internet, zróbmy z niego użytek.

Panie i Panowie, stwórzmy społeczność Czytelników Computerworlda. A jeśli PT Redakcja znajdzie dla Nich w każdym numerze miejsce na specjalną kolumnę przekazywanych Internetem i rejestrowanych tak wypowiedzi, z informacjami, także, o ich zainteresowaniach, myślę, że cud zdarzy się znowu.


TOP 200