Upadła ściana

Zapewne niewielu Czytelników pamięta, w felietonie "204 funty" poinformowałem, że żona robi większość zakupów spożywczych poprzez sieć w firmie HomeRuns. Niewiele wówczas o tej firmie wiedziałem, poza tym że dostarczała dobry towar tanio i w terminie.

Zapewne niewielu Czytelników pamięta, w felietonie "204 funty" poinformowałem, że żona robi większość zakupów spożywczych poprzez sieć w firmie HomeRuns. Niewiele wówczas o tej firmie wiedziałem, poza tym że dostarczała dobry towar tanio i w terminie.

Dopiero niedawno, w majowym numerze pisma Wired (1999 r.), przeczytałem pełną historię firmy. Nie chcę streszczać cudzego tekstu, ale pewne fakty nawet dla mnie, jako klienta, były zaskakujące.

A więc przede wszystkim tak się dziwnie złożyło, że żona wstrzeliła się prawie w dziesiątkę w rozpoczęcie działalności firmy. Jakbym nie wiedział, że to wszystko przypadek, to bym nigdy nie przypuszczał, iż coś takiego może się wydarzyć. Otóż Gucia przyjechała do Bostonu 1 kwietnia 1996 r., właśnie wtedy gdy firma HomeRuns rozpoczęła testowanie rynku. Początkowo zakupy robiło się przez faks, w tym przypadku wysyłany bezpośrednio z komputera, który syn ustawił w sierpniu tegoż roku. Na jesieni firma dostarczała kilkaset zamówień tygodniowo, więc gdy i ja pojawiłem się po drugiej stronie wielkiej wody, byliśmy jednymi z pierwszych klientów robiących zakupy przez sieć.

Podejrzewam zresztą, że wielu Amerykanów zrezygnowało z tortury, jaką było wypełnianie formularza on-line. Myśmy nie mogli tego zrobić, bo nie mieliśmy samochodu. A ponieważ w dalszym ciągu, po trzech latach, obywamy się bez takiego urządzenia, jesteśmy dalej klientami Runersów, jak ich tu wszyscy nazywamy, stosując formę wielokrotnie mnogą. Nie wiem, ilu oryginalnych klientów pozostało przy firmie, która wiosną 1997 r. przeżyła tragedię niespodziewaną dla sklepu sieciowego. Otóż, wykaraskawszy się z zapaści, spowodowanej śnieżycą paraliżującą od 1 kwietnia całe miasto, firma rozesłała broszury reklamowe do kilkudziesięciu tysięcy domów, wierząc, że łatwo pozyska nowych klientów. Tymczasem 26. ekipa rozbierająca sąsiedni budynek zdemolowała także pomieszczenia centrali HomeRuns, przewracając wysoką ścianę wprost na tę część magazynu, gdzie mieściły się komputery. Pracownik IT z narażeniem życia wyciągnął spod ruin taśmy backupów. Właściciele firmy HomeRuns, duży koncern detaliczny Hannaford, zdecydowali jednak o utrzymaniu działalności. Jakoś udało się w trzydzieści minut (tyle tylko miasteczko Newton pozwoliło przebywać ekipie w ruinach) wyjąć większość komputerów, które o dziwo pozostały nie uszkodzone. Przez cały maj firma informowała byłych klientów, że jednak podejmie działalność. Żona z konieczności przeniosła się do konkurencji, ale nie była zadowolona ani z jakości towarów, ani dostaw. Podobnie znajoma sekretarka, która zamawia poprzez sieć napoje gazowane i przegryzki do biura, testowała inne możliwości. Bez sukcesu.

Prawdopodobnie tak samo myślała większość klientów, bo gdy wreszcie wznowiono dostawy, bardzo szybko obroty wróciły do normy. Zaczęto też żądać opłaty za zamówienia przez telefon, co spowodowało, że trzy czwarte klientów korzysta dziś z sieci, składając ponad dwa tysiące zamówień tygodniowo. Wprawdzie firma w dalszym ciągu, po trzech latach, przynosi straty, ale właś-ciciele wierzą, że taka jest przyszłość handlu. Jako korzystający z tej bardzo wygodnej formy zakupów, całkowicie się zgadzam. Choć przydałoby mi się zrzucić kilka funtów - jak się nie targa siatek z zakupami, trudno to zrobić. Ale i tak w dalszym ciągu ważę 204 funty. A kopie zapasowe firmowego serwera na CD-R przechowuję w sejfie bankowym!


TOP 200