Twarzowy procesor

Codzienna, krótka, przez mało atrakcyjne otoczenie, poranna droga do pracy.

Codzienna, krótka, przez mało atrakcyjne otoczenie, poranna droga do pracy.

Zza mijanego bloku ukazuje się pies. Nie jest to nawet cały pies, lecz tylko jego głowa, bo cała reszta tego dość dużego zwierzęcia pokaże się dopiero za chwilę. Widać więc tylko głowę i głowa ta, ledwo się pokazała, już ostro rusza przed siebie. Starsza pani na końcu smyczy, nieprzygotowana na taką reakcję, przewraca się na chodnik. W czasie, gdy ktoś pomaga jej się podnieść, pies mknie przed siebie, nie zapominając o przyjaznym merdaniu ogonem.

Okazało się, że jakieś 50 metrów dalej biegał sobie maleńki, kudłaty piesek rasy miotła do podłogi, co to nie wiadomo, gdzie ma pysk, a gdzie zad (z góry przepraszam miłośników psów - nie ma w tym żadnej złośliwości, tylko na rasach psów znam się dość kiepsko).

Starszej pani nic się szczęśliwie nie stało, pieski wyraźnie cieszą się ze spotkania, a mnie zastanawia, jak ten duży, w ułamek sekundy, gdy tylko wychynął zza bloku, wyłowił tego małego z obfitującego w szczegóły otoczenia i skąd od razu wiedział, że to pies, a nie kot, zając czy królik? Ras psów jest przecież całe mnóstwo, kolorów i faktur psich futer jeszcze więcej, a przecież psy rozpoznają się bezbłędnie na sporą nawet odległość.

Opowiadał ktoś kiedyś w towarzystwie o perypetiach, jakie miał z celnikami czy pogranicznikami przez to, że na zdjęciu w paszporcie miał brodę czy wąsy, a w rzeczywistości nie, albo odwrotnie. Całe towarzystwo było po jego stronie, pokpiwając sobie z spostrzegawczości urzędników, a ja jeden zdawałem się ich rozumieć, bo ciągle miewam elementarne kłopoty z rozpoznawaniem twarzy.

Zdaje się otóż, że odpowiedź na to znaleziono równolegle w trakcie badań nad procesem postrzegania twarzy u naczelnych i przy tworzeniu programów komputerowych mających wyłapywać podejrzane twarze w obrazie ruchomego tłumu.

Okazało się, że programowi takiemu wystarczy kilka charakterystycznych cech (dwie ciemne plamy, czyli oczy, ciemna linia na jasnym tle, czyli usta), by fragment obrazu w ogóle uznać za przedstawiający być może twarz. Coś w tym musi być, bo już niezbyt wyszukany i mało w sumie elegancki wierszyk szkolny mówił to samo: "kropka, kryska, kropka, kryska i już jest fotografia twojego pyska".

A owe badania nad postrzeganiem twarzy przez małpy wykazały podobno, że jest w mózgu rejon, który nie wykazuje reakcji na cokolwiek innego niż twarz. Czyli jest to taki jakby procesor obrazu twarzy, który w całym odbieranym wzrokiem obrazie lokalizuje ludzką twarz, a gdy już ją znajdzie, błyskawicznie analizuje, porównując z pamiętanymi wzorcami. I to jest dopiero naprawdę zadziwiające, bo nie jest to porównanie typu komputerowego, piksel po pikselu, lecz nadal operujące jakimś ogólnym skojarzeniem. Pozwala to z łatwością odnaleźć cechy podobieństwa np. w karykaturze operującej celowym zniekształceniem i wyolbrzymieniem pewnym cech, z rozpoznaniem czego komputer już zupełnie sobie nie radzi.

Ta przedziwna zdolność umysłu, ciągle jakby poszukującego twarzy w odbieranym wzrokiem obrazie, ma być również odpowiedzialna za skojarzenia, jakie ludzie miewają widząc rzekome twarze w obłokach na niebie, plamie oleju na wodzie czy w opalizujących szybach okiennych. Wszystkie takie zjawiska to dla mnie zwykłe złudzenia, a nie cudy, bo za cud uważam tylko to, że kiedyś jakiś policjant, gdzieś w północno-wschodniej Polsce, rozpoznał w tłumie na ulicy (i skutecznie zatrzymał) człowieka od pół roku poszukiwanego listem gończym na południu kraju. Ale to dlatego, że mój własny mózgowy procesor twarzy zdaje się nie działać w ogóle, z czego wynika tylko tyle, że nie nadaję się na policjanta.


TOP 200