Trzynasta praca dla Herkulesa

Eurysteusz, monarcha Myken, zlecił Heraklesowi, zwanemu częściej Herkulesem, dwanaście prac w przekonaniu, że ten nie poradzi sobie z nimi i marnie zginie. Tymczasem heros wykonał wszystkie, wykazując się nadludzką siłą, wielkim sprytem i wytrwałością godną potomka Zeusa.

Eurysteusz, monarcha Myken, zlecił Heraklesowi, zwanemu częściej Herkulesem, dwanaście prac w przekonaniu, że ten nie poradzi sobie z nimi i marnie zginie. Tymczasem heros wykonał wszystkie, wykazując się nadludzką siłą, wielkim sprytem i wytrwałością godną potomka Zeusa.

Gdy patrzę na heroiczną walkę, jaką toczą państwa, aby móc choć trochę kontrolować przestrzeganie prawa w Internecie, myślę, że problem jest tak poważny, że trzeba greckiego herosa, aby go rozwiązał.

Parę dni temu szukałem w Napsterze piosenki Ethernal Flame, przeboju lat osiemdziesiątych śpiewanego przez grupę The Bangles. Pomimo tego, że wydano już kilka orzeczeń nakazujących serwisowi zapewnienie ochrony praw autorskich, po wpisaniu tytułu znalazłem utwory wykonywane przez grupy Bangels, Bangle, Bengles, a nawet Bengals - wszystkie nuta w nutę takie same, jak melodyjna "przytulanka", śpiewana przez wokalistkę The Bangles. Ponieważ standard DVD został złamany już ponad rok temu, tylko czekać, aż powstanie DVD-Napster i można będzie przez sieć "wymienić" filmy o dziwnie znajomych nazwach Bravehard czy Indiana Johns.

Każdemu wolno robić błędy w obcojęzycznych nazwach, tak jak każdemu wolno (jeszcze) reklamować piwo bezalkoholowe oraz łódkę i klub jeździecki o nazwach identycznych z wysokoprocentowymi trunkami. Wszyscy wiedzą jednak, że chodzi o zwykłe kpiny z prawa. Internet stał się wygodnym medium do omijania zakazów i nakazów stawianych przez kodeksy i ustawy. To w Internecie pojawiają się "czarne listy" dłużników oraz lekarzy, a prawo jest bezradne wobec ich autorów. Pewien prawnik streścił mi pokrótce powody, dla których trudno jest ścigać autorów takich stron. Po pierwsze, nie wiadomo kogo pozwać: autora strony czy właściciela serwera, na którym strona się znajduje. Po drugie, nie wiadomo w oparciu o jakie prawo - kraju, gdzie mieszkają poszkodowani, czy tego, gdzie fizycznie znajduje się komputer. A gdyby nawet to było wiadomo, to nadal trudno powiedzieć, do którego sądu skierować pozew.

Nie da się ukryć, że szerokie społeczne przyzwolenie na Napstera i "czarne listy" to także wynik dwóch patologii: abstrakcyjnie wysokich cen nagrań oraz bezradności sądów w egzekwowaniu długów i odpowiedzialności lekarzy. Ale, mówiąc uczciwie, prawo jest prawem i akceptacja łamania go może się wszystkim odbić poważną czkawką.

Nie widzę, niestety, w jaki sposób można by pogodzić trzy sprzeczne interesy: praworządność, poczucie sprawiedliwości i lekką anarchię, która zapewnia Internetowi tak szybki rozwój. Bariery stawia technologia, nadal nie dając możliwości cyfrowego zabezpieczania dzieł. Stawia je też prawo, które nie nadąża za rozwojem Internetu. Największe wreszcie ograniczenia tkwią w mentalności ludzi, którzy albo bezkrytycznie zachwycają się technologią, albo w ogóle jej nie rozumieją.

Dlatego myślę, że problem jest na tyle poważny, że da sobie z nim radę tylko Herkules. Gdyby zechciał tylko zejść z Olimpu, gdzie wysłała go pochopna Dejanira, odziać się w skórę Lwa Nemejskiego i stanąć do trzynastej pracy. Kombinacja brutalnej siły, której użył, by poskromić Hydrę; sprytu, który pozwolił mu oczyścić Stajnię Augiasza i zdobyć Jabłka Hesperyd, oraz wytrwałości, dzięki której złapał Łanię Cerynejską, zapewne pozwoliłyby herosowi osiągnąć korzystny dla wszystkich rezultat. Gdyby więc ktoś z Państwa był w te wakacje w Grecji, proszę zajść do jakiejś świątyni Zeusa i błagać go, aby skłonił Herkulesa do podjęcia się trzynastej pracy.


TOP 200