Trzy lata bez bitów

Nasz stary przyjaciel Kevin Mitnick, po blisko pięciu latach odsiadki, opuścił mury kalifornijskiego więzienia Lompoc. Mitnick (36 lat) zyskał sobie przed laty mołojecką sławę najbardziej poszukiwanego przez FBI hakera na świecie. Dzie-je jego zmagań z Tsutomu Shimomurą, ekspertem od bezpieczeństwa komputerowego, który ścigał Mitnicka po cyberprzestrzeni, aż wreszcie dopadł go w Północnej Karolinie, są przedmiotem legend, książek i filmów.

Nasz stary przyjaciel Kevin Mitnick, po blisko pięciu latach odsiadki, opuścił mury kalifornijskiego więzienia Lompoc. Mitnick (36 lat) zyskał sobie przed laty mołojecką sławę najbardziej poszukiwanego przez FBI hakera na świecie. Dzie-je jego zmagań z Tsutomu Shimomurą, ekspertem od bezpieczeństwa komputerowego, który ścigał Mitnicka po cyberprzestrzeni, aż wreszcie dopadł go w Północnej Karolinie, są przedmiotem legend, książek i filmów.

Kiedy więc znów ujrzał wolność, swe pierwsze kroki skierował do telewizyjnego studia ABC, gdzie nagrał rozmowę z dziennikarzem popularnej audycji "60 Minutes," którą niedawno oglądałem. Pięć lat więzienia nie spowodowało, na pierwszy rzut oka, żadnego uszczerbku na jego zdrowiu. Zeszczuplał jakby i prezentował się zupełnie nieźle w jasnym sportowym garniturze. Psychicznie także nie wydawał się złamany. Raczej nonszalancki, przekonywał Sama Donaldsona, że działalność jego nigdy nie spowodowała niczyjej krzywdy i wszystko co czynił, czynił z miłości do komputerów.

Ta właśnie miłość Mitnicka może pozostać przez najbliższe trzy lata nie skonsumowana. Choć jego prawnik, Donald Randolph, opowiada wszystkim wkoło, że jego klient - który, nawiasem mówiąc, nie ukończył szkoły średniej - wybiera się na studia komputerowe (cóż innego mógłby robić?), częścią jego wyroku, na jaki skazany został ubiegłej jesieni, jest trzyletni zakaz zbliżania się do jakiegokolwiek komputera czy innego skomplikowanego urządzenia elektronicznego. Nawet gdyby nie chodziło o Mitnicka, skazanie w dzisiejszych czasach kogokolwiek na "trzy lata bez bitów" jest równoznaczne ze śmiercią cywilną. Jak dowodzi czołowy filozof Internetu Manuel Castells, nowe "społeczeństwo informacyjne" będzie jeszcze bardziej rozwarstwione niż pańszczyźniana wieś, w której chłop był przypisany do ziemi. Brak dostępu do sieci oznacza zepchnięcie człowieka do statusu obywatela Czwartego Świata, żyjącego (ale co to za życie?) w informacyjnej czarnej dziurze. Dla kogoś, kto tak jak Mitnick zakosztował już wcześ-niej nieskrępowanej wolności w przemierzaniu cyberprzestrzeni (głównie jej cudzych i pilnie strzeżonych prywatnych obszarów), kara ta musi być tym bardziej dotkliwa.

Aby się przekonać, jak trudne byłoby dziś nasze życie bez komputerów, New York Times przeprowadził w tym roku dość okrutny eksperyment, namawiając pisarza Johna Worama, by przez 24 godz. nie używał żadnego ze swych czterech komputerów. J. Woram co prawda przeżył, ale wspomina ten dzień bez komputera jako koszmar, który ma nadzieję już mu się powtórnie nie przydarzy. Musiał m.in. odwieźć tego dnia swą córkę na lotnisko Kennedy'ego i nie mając dostępu do komputera, nie mógł sprawdzić rozkładu lotów. Kiedy wrócił do swego studia i ponow-nie musiał robić nieczytelne notatki na kawałkach papieru, zadzwonił telefon z lotniska. Lot został odwołany i znów musiał przedzierać się przez nowojorskie korki, by przywieźć córkę.

Mitnick, na szczęście, nie ma córki, ale fundusze, jakie zgromadzili na pomoc dla niego jego wierni hakerscy towarzysze, są nader skromne - jakieś 3 tys. USD, za co trudno przeżyć miesiąc. Pan mecenas Randolph obiecał odwołać się do wyższej instancji z nadzieją uchylenia tej "okrutnej i niezwykłej kary". Kto wie, może mu się powiedzie...


TOP 200