Totalnie jakoś

System odziedziczony po komunistach jest na długo zakodowany w naszych umysłach. Jesteśmy skażeni na zawsze, a skazę tę przekazujemy młodym ludziom. A to już jest samobójstwo. Ostatnio po maturach ujawniono, że we Wrocławiu abiturientom zaserwowano nierozwiązywalne zadanie. Jeden z uczniów nie przejął się tym, że nie zrozumiał zadania i zapytał dyżurującego nauczyciela.

System odziedziczony po komunistach jest na długo zakodowany w naszych umysłach. Jesteśmy skażeni na zawsze, a skazę tę przekazujemy młodym ludziom. A to już jest samobójstwo. Ostatnio po maturach ujawniono, że we Wrocławiu abiturientom zaserwowano nierozwiązywalne zadanie. Jeden z uczniów nie przejął się tym, że nie zrozumiał zadania i zapytał dyżurującego nauczyciela.

Ten skonsultował się z matematykiem, który stwierdził, że rzeczywiście zadanie jest nierozwiązywalne. Kiedy usłyszałem tę wiadomość, zwątpiłem. Jak to? Zadanie, sformułowane przez zespół złożony z najlepszych specjalistów, sprawdzone i zaakceptowane przez pięciu innych specjalistów, a następnie zatwierdzone przez Państwowe Kuratorium Oświaty i Wychowania i zalakowane w kopercie, BŁĘDNE? Po co więc wciąż utrzymujemy nieomylne organa, które oczywiście nigdy nie były i nie są nieomylne? Dlaczego utrzymujemy mamuty, które ani nie służą zapewnieniu jakości, ani nie dopuszczają zmian?

Mimo wyraźnych zmian w sklepach, gdzie możemy kupować dobre jakościowo produkty z całego niemal świata, trudno o zadowolenie z jakości życia. Przykłady kiepskiej jakości można mnożyć. Szczególnie jakość wszelkich usług w niesamowity sposób kontrastuje z jakością samochodów, elektroniki, materiałów budowlanych i innych importowanych dóbr konsumpcyjnych. Jak się dobrze przyjrzeć, szybko znika cały sztafaż, jaki pojawił się wraz z wyrobami światowej klasy.

Nowoczesne samochody na wąskich i dziurawych polskich drogach, w bankach komputery, z drugiej strony kontuaru tasiemcowe kolejki, a na zewnątrz nieczynne bankomaty, w ZUS-ie marmury i komputery jako wspomaganie archaicznego systemu niby-ubezpieczeń, w administracji kolejki i tony papieru zużywane na bełkotliwe pisma, o telefonach lepiej już nie pisać, dziesiątki sknoconych aktów prawnych, błędy w PIT-ach, setki, tysiące błędnych umów, programy, które dają błędne dane do sprawozdań itd. Można wyliczać w nieskończoność, jednakże ma to negatywne oddziaływanie. Utrwala tylko poczucie normalności tych absolutnie nienormalnych sytuacji i całkowitej niemocy wobec problemów życia. Gorzej, na tej podstawie formułuje się "obiektywne prawdy" o naszej specyfice, która nie pozwala nam nic robić porządnie.

Może warto wreszcie poszukać przyczyny tego, że te niby-zmiany nie czynią zmian. Chyba nie chodzi nam o to, żeby wyglądało na jakieś zmiany, a o to, by wreszcie radykalnie zmieniała się jakość życia. Większość zmian w sektorze państwowym jest mydleniem oczu. Zmiany w szkolnictwie są doskonałym przykładem działalności pozornej. Wiele szumu wokół niby-zmian pozwala stworzyć wrażenie, że coś się tam dzieje. Zmieniają się nazwy, tytuły i pojawia się nowa frazeologia. Nawiązuje ona często do najnowszych prądów w zarządzaniu. W ten sposób odbiera się wszelkie nadzieje na zmiany i ośmiesza się je. Przykładem może być szermowanie jakością, której jakoby mają służyć pozorne zmiany. Nic nie jest bardziej niebezpieczne dla zmian niż ich markowanie pod hasłami projakościowymi.

Na koniec przykład, że nawet w przypadku firmy o najwyższej renomie działającej na naszym rynku, jakoś ma miejsce przed jakością. Po wyposażeniu się w nowy sprzęt i oprogramowanie, postanowiłem zobaczyć niecenzuralne synonimy wyrazu "ptak" w słowniku WORD 7. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że w tezaurusie nie ma takiego wyrazu. Prosty zabieg i już po kłopotach. Klientom nie podobał się ptak, więc ptaka usunięto. Wykasowano również synonimy. No i jest jakoś.