To się absolutnie nie przyjmie

Już tyle razy pastwiłem się nad nietrafionymi prognozami technologicznymi, że zasmakowałem w tym i z lubością będę czynić to po raz kolejny.

Przyjrzymy się światłym myślom krytyków technologii, których prognozy były tak trafne jak niewidomego rzut bumerangiem do tarczy tyłem zza lewego ramienia.

Zacznijmy od telefonu. Wewnętrzna notatka Western Union stwierdzała w recenzji jednego z pierwszych modeli telefonu w 1876 r., że to urządzenie ma zbyt wiele wad, by mogło być traktowane jako poważny środek komunikacji.

Zobacz również:

Kolej miała okazać się całkowicie nieprzydatna, bo rozwijanie dużych prędkości przez pojazdy na szynach grozi uduszeniem pasażerów z powodu niedotlenienia. Rozumiem autora tej opinii z przełomu XVIII i XIX wieku, profesora Dionysiusa Lardnera z szacownej uczelni University College London; wszak sam fakt podróży żelaznym smokiem mógł zapierać dech w piersiach, więc jego rozumowanie było słuszne, że im szybciej pojedzie, tym bardziej będzie zapierać, aż do uduszenia.

Sto lat później samochód też nie miał łatwo. W 1903 r. Michigan Savings Bank, odradzając inwestorom angażowanie się w działalność firmy Ford Motor Company, twierdził, że nic nie zastąpi konia, a automobil to tylko nowinka i fanaberia. Co do drugiego stwierdzenia można się czasem zgodzić, ale jednak trudno wybaczyć bankowcom taką krótkowzroczność, bo kilkanaście lat później okazało się, że można było na tej branży sporo zarobić, a i dziś nie jest to biznes schyłkowy. Chociaż jeszcze w 1916 r., podczas demonstracji czołgów, adiutant brytyjskiego marszałka polowego Douglasa Haiga nazwał absurdem pomysł zastąpienia kawalerii czołgami, określając to niemal jako zdradę.

W rozrywce też nie było łatwo. W tym samym 1916 r. Charlie Chaplin twierdził, że kino to niewiele więcej niż fanaberia, dramat w puszcze, a publiczność tak naprawdę chce mięsa i krwi na scenie. Dopiero w 1921 r. „Brzdąc” z jego udziałem otworzył z sukcesem nową erę w rozwoju masowego kina. Czaplin konsekwentnie brnął w swojej w nietrafione przypuszczenia, bo jeszcze w 1927 r. twierdził, że nikt nie będzie chciał słuchać aktorów, więc film z dźwiękiem jest bez sensu. No ale zreflektował się przynajmniej, bo jego filmy zyskały ścieżkę dźwiękową od 1934 r. i całkiem dobrze sobie radziły.

Nowe media to zresztą ulubiony chłopiec do bicia. W 1946 r., gdy telewizor jeszcze raczkował, Darryl Zanuck, słynny producent filmowy z 20th Century Fox, mówił, że telewizja to przemijający wynalazek, bo kto by chciał gapić się w pudło ze sklejki każdego wieczora?

A dzisiejsze wynalazki i pomysły, które przyciągają więcej sceptycznych krytyków niż entuzjastów. Okulary z kamerą sprzężone ze smartfonem? Google samo wycofało swoje Google Glass pod naciskiem inwestorów, alergicznie reagujących na nowinki, z których marża jest niepewna. Drony do transportu ludzi i w ogóle transport towarów dronami to też w powszechnej opinii fanaberia, do tego niebezpieczna, bo przecież na bank to spadnie i kogoś zabije. Loty w kosmos może jeszcze jakoś da się zrozumieć; w końcu jakoś trzeba wynosić na orbitę satelity, ale kolonizacja innych planet jawi się jako bezsens bo mamy tyle do odkrycia w morzach i oceanach, a miliony ludzi głodują. Podobnie sceptycznie oceniana jest szybka kolej w rurce, czyli Hyperloop Elona Muska, bo to projekt wymagający zaawansowanej inżynierii, na którą podobno nikogo nie stać. Podobnie jak energia odzyskiwana ze słońca czy pływów morskich – wciąż droga i mało powszechna, komentowana przez sceptyków jako fanaberia lewicowych populistów. Pierwsze miejsce na mojej liście dzisiejszych wyszydzanych wynalazków zajmuje jednak robot-kucharz, który ugotuje dla człowieka smaczny posiłek. Obstawiam, że za 10–15 lat już tacy szefowie kuchni zdeklasują ludzi w kuchni.

A Ty, na jaki „zwariowany” wynalazek bez szans stawiasz 5 złotych?