Teraz Polska - Poczta

Wprowadzanie komputeryzacji nie eliminuje udziału czynnika ludzkiego, zwiększającego prawdopodobieństwo pomyłek, czasami dosyć znacznie. Borykając się stale z jakimiś usterkami i problemami trudno osiągnąć stan uważany za perfekcyjny, co być może przydaje kolorytu życiu powszedniemu, przypominając równocześnie, że automaty nie do końca opanowały naszą rzeczywistość. O ile pomyłki nie odbywają się kosztem życia i zdrowia i nie są uciążliwe swą powtarzalnością, można patrzeć na nie przez palce.

Wprowadzanie komputeryzacji nie eliminuje udziału czynnika ludzkiego, zwiększającego prawdopodobieństwo pomyłek, czasami dosyć znacznie. Borykając się stale z jakimiś usterkami i problemami trudno osiągnąć stan uważany za perfekcyjny, co być może przydaje kolorytu życiu powszedniemu, przypominając równocześnie, że automaty nie do końca opanowały naszą rzeczywistość. O ile pomyłki nie odbywają się kosztem życia i zdrowia i nie są uciążliwe swą powtarzalnością, można patrzeć na nie przez palce.

Poczta Polska nie jest wyjątkiem wśród przedsiębiorstw, więc tu także zawitała komputeryzacja i automatyzacja wielu odcinków działalności. Wprowadzono nawet eksperymentalne stanowiska obsługi klienta z prognozowaniem czasu oczekiwania, na razie w dwóch większych miastach. Ale co z tego, skoro pole działalności tej instytucji, z którym mamy najczęściej do czynienia, czyli dostarczanie poczty do skrzynek, musi pozostać w gestii doręczycieli, dawniej zwanych listonoszami. O tym, że zdarzało się sporo uchybień w dostarczaniu przesyłek, wielu z nas przekonało się osobiście. Nie wypominam tu unikalnych sytuacji, gdy list trafiał do adresata po latach lub też przesyłka między niemal sąsiadującymi miejscowościami odbywała wędrówkę po świecie, zanim dotarła do miejsca przeznaczenia - to może zdarzyć się wszędzie.

Denerwuje natomiast sytuacja, gdy prenumerowane od lat czasopismo nagle przestaje być dostarczane, co miało miejsce w moim przypadku. Egzemplarze giną jeden po drugim, wydawca na moje monity drogą Internetu odpowiada, że wysyłka jak zwykle odbyła się terminowo i natychmiast zobowiązuje się dostarczyć duplikat. O tematyce poruszanej w gazecie dowiaduję się od znajomych lub z listy dyskusyjnej, co w tym wypadku rzeczywiście potwierdza tezę, że komputery przyspieszają dostęp do informacji. Być może winnych takiej sytuacji trudno by mi było wskazać, gdyby nie fakt, że w skrzynce znalazłem list, którego zgodność adresu z moim była jedynie na poziomie numeru mieszkania. O ile braki w prenumeracie łatwe są do wykrycia, o tyle nie wiadomo jakie jeszcze listy trafiają w niepowołane ręce.

Zawsze byłem przekonany, że przyjmując doręczyciela do pracy, sprawdza się jego umiejętność czytania w pełnym zakresie, a nie tylko numerków. Być może rozważyć trzeba weryfikację kwalifikacji pocztowców, co jak widać pilniejsze się wydaje (i prostsze), niż te same zamiary względem informatyków, na który to temat dyskusja coraz to ożywa w niektórych kręgach. Gdyby przesyłki realizowane były przy pomocy automatu, jak w eümailu, lokalizacja nieprawidłowości byłaby o niebo łatwiejsza i po uszach dostałby konkretny informatyk. W przypadku poczty tradycyjnej, jedyną reakcją ze strony stosownego działu usług może być zwrócenie uwagi doręczycielowi, bo udowodnienie czegokolwiek jest niemożliwością. Płacąc za przesyłkę, zawieramy umowę na jej prawidłowe dostarczenie. I chyba rzeczywiście jest to sprawa umowna. Ze łzą w oku wspomnieć przyjdzie gołębia pocztowego.