Techniczne wsparcie

Z porady informatyka każdy chętnie skorzysta. Oczywiście, tylko wtedy, gdy porady tej potrzebuje i gdy sprawa dotyczy trywialności komputerowej. Nikt nie zapyta o innej natury rzeczy poważne, bo przecież, w jego mniemaniu, taki informatyk zna się tylko na komputerach i na niczym więcej.

Gdyby chociaż porady te miały dotyczyć bardziej zaangażowanych technicznie spraw. Ale nie, one zawsze sprowadzają się do kwestii, co kliknąć, aby wyjść cało z opresji. Tak jakby wszystko w tej dziedzinie dało się załatwić jednym cudownym kliknięciem, i to jeszcze według diagnozy postawionej na odległość. Naprawdę wróżenie z fusów ma w tych okolicznościach zbliżoną skuteczność.

Najbardziej denerwujące są telefony z prośbą o pomoc. Nie dość, że nie wiadomo, o co chodzi, to jeszcze chodzi o to, aby było szybko i dobrze. Bo że za darmo, to rozumie się samo z siebie. Zainstaluje jeden z drugim jakiś program z internetu, który mu potem sieje różnymi komunikatami, nierzadko w drugim naszym języku narodowym, którym nie wszyscy jeszcze operują, jak należy. Gdy człowiek po tamtej stronie słuchawki duka litera po literze treść angielskiego komunikatu, tak jak napisany, ty masz już wiedzieć, co z tym zrobić. Jest ciężko, tym bardziej że zdążyłeś zapomnieć, co było na początku zdania, zanim gościu doczytał je do końca. Żebyś chociaż znał to oprogramowanie.

Jest wielkie nieszczęście z mało wprawnymi użytkownikami komputerów. A jeszcze większe z bardziej wprawnymi, którym wydaje się, że mogą już wiele. Zawsze zdarzają się meandry, z których trudno się wyplątać, nawet tym najlepszym. Dobra rada może być tylko jedna: nie instaluj byle czego, nie rejestruj się byle gdzie. Tylko rozważne czynności mogą doprowadzić do szczęśliwego końca.

Ileż to razy w trakcie przypadkowych spotkań informatyk musi oganiać się jak od natrętnych jak muchy różnych znajomych-znajomych traktujących go jak podręczny „user manual” z niezwykle frapujących dziedzin w rodzaju Ashampoo czy Picasa. To pierwsze jest pewnie do mycia głowy, a drugie… zaraz, zaraz – czyż nie dotyczy sławnego malarza? Trudno naprawdę wytłumaczyć się, że nie zna się wszystkich programów, nawet tych popularnych. Żaden zwyczajny człowiek nie uwierzy, że informatyk przynajmniej raz w miesiącu nie używa wszystkich programów, jakie tylko mogą być w użyciu. Mnie kiedyś dostało się też za niewiedzę. Nie wiedziałem, co to „hejter”, nawet nie wiedziałem, że to z angielskiego. To, że robię oprogramowanie, nie znaczy, że muszę znać społeczne aspekty jego wykorzystania.

Ciekawe, czy ludzie też tak beztrosko przepytują przedstawicieli innych profesji – kasjera z banku, jaką kasę fiskalną poleca, prawnika, jakim prawem wszystko drożeje, lekarza, jak uzdrowić budżet domowy. Myślę, że nie, ale informatycy na zasadzie wzajemności z pewnością mogą.


TOP 200