Tatarkiewicz wiecznie żywy

Felieton ten piszę w dniu 56-tych urodzin. Rocznica przyjścia na świat sprzyja rozmyślaniu o wieczności, istocie istnienia oraz o początku i końcu. Nie wiem, dlaczego ludzie boją się śmierci. Nikt nie przejmuje się przecież faktem, że nie było go przed urodzeniem. A sytuacja jest zupełnie symetryczna. Nie było nas i nie będzie. Pozostaje tylko pytanie - od kiedy. Chociaż czasami niektórym udaje się trwać wiecznie w pamięci ludzkiej. Albo w internecie.

Felieton ten piszę w dniu 56-tych urodzin. Rocznica przyjścia na świat sprzyja rozmyślaniu o wieczności, istocie istnienia oraz o początku i końcu. Nie wiem, dlaczego ludzie boją się śmierci. Nikt nie przejmuje się przecież faktem, że nie było go przed urodzeniem. A sytuacja jest zupełnie symetryczna. Nie było nas i nie będzie. Pozostaje tylko pytanie - od kiedy. Chociaż czasami niektórym udaje się trwać wiecznie w pamięci ludzkiej. Albo w internecie.

Dotąd w mojej rodzinie wiecznie żywa była tylko domena tatarkiewicz.com<sup>1</sup>, sztucznie podtrzymywana przez jakiegoś naiwnego cwaniaka, który myśli, że zrobi na niej majątek. Jak łatwo sprawdzić, ma się ona całkiem dobrze i dalej reklamuje różne akcesoria komputerowe oraz urządzenia erotyczne. Może z czasem przekształci się w znaną markę? Kwestia marki związanej z nazwiskiem rodowym interesuje mego syna, który uważa, że nie należy się rozwadniać. Jako dziecię epoki internetu, syn należy do wielu portali społecznościowych. Podejrzewam, że w każdym szuka ziomków o tym samym nazwisku. Efekty tych poszukiwań są czasami bardzo ciekawe. Na przykład w portalu grono.net<sup>2</sup> odkrył kilku pradziadków. Napisał mi o tym szczęśliwym fakcie, ale, niestety, ów portal jest bardzo ekskluzywny. Aby doń wejść trzeba być zaproszonym. Nie mogłem od ręki sprawdzić, czy Władysław, który przeżył Zagładę<sup>3</sup> w Wikipedii, żyje sobie wiecznie w elektronicznym gronie. Poprosiłem więc i zostałem przez syna zaproszony do grona jego przyjaciół. Po ujawnieniu wielu danych osobowych, łącznie z datą urodzin, numerem kołnierzyka i numerem butów, mogłem sprawdzić, że Dziadek nie tylko ma się dobrze w internecie, ale nawet rozmnożył się na dwa sobowtóry. Każdy z inną fotką - jednemu (numer w portalu 1721397) dostał się konterfekt z Wikipedii, drugi zaś (numer 638079) cieszy się roześmianym zdjęciem, skądinąd chyba będącym obcinkiem wspólnego portretu z kimś innym (kardynał Wyszyński?).

Jeśli wszystko dalej potoczy się w podobnym tempie, to przewiduję, że za kilka lat nie będzie można opędzić się od Tatarkiewiczów w internecie. Niestety, ku zmartwieniu mego syna, gdy każdy już będzie miał swego Tatarkiewicza za (portalowego) przyjaciela, nikt zapewne nie będzie chciał przyjaźnić się z prawdziwymi osobami w realu. Wtedy jako rodzina docenimy przyjaciół z grono.net, na przykład w takie dni jak dzisiaj. Nikt nie pamiętał o moich urodzinach, ale portal przysłał mi życzenia. Wprawdzie standardowe, ale najlepsze, choć nieco interesowne. Chcą bowiem, abym uzupełnił swoją listę życzeń. Skoro jednak nie mam żadnych znajomych poza przodkiem w dwu osobach internetowych, to nie oczekuję spełnienia żadnych marzeń. A może jest to jednak pomysł na kolejny portal, tym razem dla samotnych w sieci? Automat z nami poczatuje, a gdy zapłacimy za członkostwo deluxe, to da w portalu duży banner z ogłoszeniem o rocznicy urodzin.

Muszę jednak pochwalić syna. Zupełnie sam z siebie wieczorem zadzwonił do mnie z życzeniami. Może pokolenie internetu wcale nie jest takie oderwane od życia jakby się wydawało, tylko nie zawsze bywa podłączone do sieci?

<sup>1</sup>http://www.idg.pl/artykuly/58111.html

<sup>2</sup>http://grono.net/find/user/?q=tatarkiewicz&extra_data=topic_forum_selector%253D1&tabs=1

<sup>3</sup>http://www.idg.pl/artykuly/58959.html


TOP 200