Tajemnicza historia

Przyznam, że z lekkim rozbawieniem obserwuję gorączkę Roku 2000 w polskiej prasie i telewizji (w tym drugim przypadku głównie na podstawie opowiadań). Kiedy rok temu - czyli w kontekście tegoż Roku 2000 całkiem niedawno - przygotowywaliśmy raport na ten temat, Wysoko Postawione Postacie naszej informatyki nie miały na ten temat kompletnie nic do powiedzenia.

Przyznam, że z lekkim rozbawieniem obserwuję gorączkę Roku 2000 w polskiej prasie i telewizji (w tym drugim przypadku głównie na podstawie opowiadań). Kiedy rok temu - czyli w kontekście tegoż Roku 2000 całkiem niedawno - przygotowywaliśmy raport na ten temat, Wysoko Postawione Postacie naszej informatyki nie miały na ten temat kompletnie nic do powiedzenia.

Albo bagatelizowały problem, mówiąc: "No, w Ameryce to tak, ale u nas..." Dzisiaj opowiadają, jak to głęboko w sercu nosili tę troskę od lat, ale nikt ich nie rozumiał. Niech im tam będzie - myślę sobie - ludzie muszą jakoś w życiu pływać. Swoją drogą przykład Roku 2000 okazał się być wdzięcznym na pokazanie, jak łagodnie i bez wstydu ludzie potrafią zmieniać opinie, w zależności od tego czy dana kwestia staje się głośna, czy nie. Może warto będzie pokusić się o przygotowanie księgi cytatów. Będzie to niestety księga wyłącznie humorystyczna, bo w pewnym momencie pozostaje tylko śmiech. Niech nikt z zainteresowanych dziś żywotnie problemem Roku 2000 nie drży przed kompromitacją. Ostatnio w Polsce - a szczególnie poprzez słowa - trudno się skompromitować.

Gdy tak sobie myślałem o Roku 2000 i dziennikarskiej oraz politycznej o zgrozo (!) atrakcyjności tego tematu, odkryłem całkiem niespodziewaną korzyść z tego nagłośnienia spraw informatyki. Otóż w większości organizacji - w wielu przedsiębiorstwach, bankach, urzędach, instytucjach - dział informatyki jest w ich strukturach tajemniczą wyspą. Pracownicy wiedzą, że istnieje. Ba, dział informatyki nawet wykonuje różne pożyteczne zlecenia dla różnych innych działów. Ale tak naprawdę, to mało kto wie, co oni tam właściwie robią, co im zajmuje osiem godzin dziennie przez co najmniej pięć dni w tygodniu (albo i w niejedną noc). Wiadomo, jakie czynności i w jakim celu wykonuje konstruktor, magazynier, sekretarka, robotnik na hali fabrycznej, spawacz czy stróż, ale informatyk? I jeszcze wymaga takiego wielkiego budżetu. I szeregowym pracownikom, i kierownikom jakoś ta praca i pieniądze nie przekładają się na pomoce, które otrzymują od informatyków. Ludzie po prostu nie potrafią sobie wyobrazić, na czym polega ich praca. Przekazują sobie tajemniczo: "A coś tam dłubią". A ponieważ powstających w efekcie pracy działów informatyki narzędzi - programów - boją się, to wolą nie zadawać żadnych pytań: ani o to, jak i po co pracują informatycy, ani o oto, jak i po co korzystać z informatycznych pomocy. I tak powstaje zaklęte koło kompleksów, strachu, nieporozumień i ...samotności działu informatyki. Jest to sytuacja tragiczna, ponieważ informatycy rzeczywiście często ciężko pracują i to nad bardzo istotnymi zagadnieniami.

Wizja katastrofy Roku 2000 jawi się w tej sytuacji jako wybawienie dla wszystkich. Wreszcie ktoś ludzkim językiem mówi o zawiłych sprawach informatycznego rzemiosła i na dodatek okazuje się, że jest ona wszędzie - na wyciągnięcie ręki. Co prawda, mówi w sposób negatywny, bo niechlujstwo, z jakim zostało wykonane kodowanie daty, wymaga teraz gigantycznej pracy naprawczej. Ale mówi. I teraz szary pracownik nareszcie zyskuje spokój ducha. Wie na pewno, że dział informatyki - to dla nas duże uproszczenie - pracuje nad rozwiązaniem problemu Roku 2000 (albo zaczyna wpadać w histerię).