Szew na wierzchu

Doznałem ostatnio iluminacji w trakcie ubierania się, a dokładnie wkładając koszulkę. Otóż przez nieuwagę założyłem ją odwrotnie, to jest wywróconą szwami na wierzch. Od razu stwierdziłem, że tak jest znacznie wygodniej, bo szwy nie drapią skóry. Zacząłem przyglądać się innym elementom mej garderoby i zauważyłem, że poza ubraniami, które bywają noszone rozpięte, jak marynarka oraz płaszcz, wszystkie inne mają normalnie szwy do wewnątrz, nawet skarpetki oraz rękawiczki. Nie wiem kto to wymyślił i dlaczego, ale musiał to być człowiek z władzą albo przynajmniej wpływowy, bo odkąd pamiętam zawsze tak było. Zdaje się, że umartwiamy nasze ciała w imię źle pojętej elegancji. Tak jakby szew na wierzchu był czymś brzydkim, czymś co należy schować przed oczyma innych i własnymi, nawet kosztem wygody.

Doznałem ostatnio iluminacji w trakcie ubierania się, a dokładnie wkładając koszulkę. Otóż przez nieuwagę założyłem ją odwrotnie, to jest wywróconą szwami na wierzch. Od razu stwierdziłem, że tak jest znacznie wygodniej, bo szwy nie drapią skóry. Zacząłem przyglądać się innym elementom mej garderoby i zauważyłem, że poza ubraniami, które bywają noszone rozpięte, jak marynarka oraz płaszcz, wszystkie inne mają normalnie szwy do wewnątrz, nawet skarpetki oraz rękawiczki. Nie wiem kto to wymyślił i dlaczego, ale musiał to być człowiek z władzą albo przynajmniej wpływowy, bo odkąd pamiętam zawsze tak było. Zdaje się, że umartwiamy nasze ciała w imię źle pojętej elegancji. Tak jakby szew na wierzchu był czymś brzydkim, czymś co należy schować przed oczyma innych i własnymi, nawet kosztem wygody.

Z komputerami jest dokładnie tak samo. Elegancki program pokazuje ładne znaczki i okienka, w ostateczności skromne, choć pełne treści, polecenia tekstowe. A tymczasem w środku drapie aż do bólu. Przekonujemy się o tym wtedy, gdy program lub system operacyjny odmawiają współpracy, wyrzucając na ekran jakieś dziwaczne uwagi o błędzie numer -10331 albo smarując po całym ekranie zrzutem pamięci, czyli kolumnami nic nieznaczących liczb. Nawet najlepsze i najbardziej stabilne systemy oraz programy zachowują się tak od czasu do czasu, ujawniając brzydką wewnętrzną konstrukcję, czyli właśnie sposób połączenia różnych elementów, normalnie niewidoczny dla postronnego obserwatora.

Nic więc dziwnego, że wiele firm jak źrenicy oka strzeże kodu, który prowadzi nie tylko do ujawniania błędów, ale także mógłby wskazać, gdzie należy szukać miejsca, w którym prucie będzie ułatwione. Z kolei oprogramowanie robione publicznie, choć ujawnia wewnętrzne szwy, to przy okazji pokazuje też, jak działa ręka różnych krawców. A wiadomo, że jeden lubi szyć na okrętkę, zaś drugi tylko fastryguje. W żaden sposób owe style do siebie nie pasują i być może lepiej byłoby, gdyby i one były schowane. Na szczęście dla większości użytkowników dzieje się tak, bo mało komu chce się grzebać w kodzie źródłowym. Ci, którzy zawodowo muszą to robić (pozdrowienia, Robin!), są na ogół głęboko sfrustrowani nielogicznością, brakiem wspólnego stylu oraz zwykłymi, ludzkimi błędami. Zupełnie jak obejrzenie eleganckiej sukienki obróconej na nice, gdy okazuje się, że to wszystko pic na wodę i fotomontaż. Ot, choćby jak słynna suknia z cekinami, włożona przez Marilyn Monroe na okazję śpiewania "Happy Birthday" prezydentowi Kennedy'emu (http://wildcat.arizona.edu/papers/93/48/13_5_m.html ). Suknię zaszyto na chama już na aktorce, bo inaczej szwy ujawniłyby się na zewnątrz, a miała to być bardzo ciasno dopasowana kreacja. Ale i tak nikt tego nie zauważył. Bo w środku była ówczesna bogini seksu.

Tytuł dzisiejszego felietonu może być też interpretowany inaczej, szczególnie przez sepleniących. Otóż szef każdej firmy, także komputerowej, ma zawsze rację. Dobrze jeśli jest mądry, gorzej, gdy naczelnym został przypadkowo. Wtedy choć jego jest na wierzchu, to zwykle niedługo. W historii ostatniego ćwierć wieku dość jest przypadków firm, które mając wszelkie dane na sukces, kończyły jako zapomniane akapity w księdze rozwoju. Przy okazji ujawniały prawdziwy sposób zszycia materii ludzkiej, gdy całe zespoły odłączały się bez specjalnego kłopotu i zaczynały nowe życie. Bo każdą garderobę można spruć na kawałki, z nich zaś zrobić zupełnie coś nowego. Tylko po co chować szwy?