Szaleństwo zakupowe

Swego czasu towarzysz z łamów, pan Piotr Kowalski, opisał był wzruszającą historyjkę http://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=51582 swej działalności dobroczynnej.

Swego czasu towarzysz z łamów, pan Piotr Kowalski, opisał był wzruszającą historyjkęhttp://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=51582 swej działalności dobroczynnej.

Chodziło o pomoc w wyborze pomiędzy CRT i LCD dla biednej rodziny, która jednakowoż postanowiła mieć komputer. Przy okazji zostałem z imienia i nazwiska wezwany do tablicy, jako osoba dawno oderwana od zdrowych trzewi narodu i w związku z tym niemająca pojęcia, jaka to bieda w kraju piszczy. Choć ludzie kupują komputery. Kiedy zaś na łamach blogu podałemhttp://flog.computerworld.pl/news/92783.html wyliczenia, wskazujące na prawdziwy koszt posiadania obu typów ekranów (LCD ma mniejsze TCO), to dowiedziałem się, że nie wiem, co to jest koszt pieniądza. Obiecałem ustosunkować się do owej serii kalumni, co niniejszym czynię.

Jestem dobrym przykładem, że inwestowanie w komputer przez biedaka może odmienić jego los. Otóż w roku 1985 kupiłem sobie, za praktycznie wszystkie oszczędności z rocznego pobytu w USA, czyli za 3250 USD, komputer Macintosh z drukarką. Dziś kwota 10 000 zł nie wygląda na oszałamiająco wielką; wielu ludzi wydaje tyle na używany samochód, bo nowego niestety nie da się za te pieniądze kupić. Z kolei za 10 patyków można mieć całkiem wypasionego kompa, w sam raz do gier, ale nie jest to jakaś ekstrawagancja. Dwadzieścia lat temu za pieniądze, które wydałem na swego Maczka, można było od ręki kupić poloneza w Peweksie. Dla przypomnienia młodym: Pewex to był taki sklep, w którym nieco lepsze towary polskie "sprzedawano" za dewizy. "Sprzedawano" w cudzysłowie odnosi się do faktu, że na przykład nowych samochodów inaczej nijak nabyć się nie dało. Poza otrzymaniem na tzw. przydział, ale nie o tym chcę pisać - historia gospodarcza PRL-u czeka jeszcze na swego Kadłubka.

Można powiedzieć, że samochód w tamtych czasach nie był koniecznie potrzebny. Znajomy, który zamiast komputera kupił poloneza (stąd pamiętam ceny) miał jeszcze do wyboru zamianę z dopłatą małego mieszkanka, w którym gnieździł się z żoną i synem, na większe. Wybrał szpan i nie wiem, czy dobrze na tym wyszedł (straciłem z nim kontakt w okresie tzw. transformacji ustrojowej). Ja z pewnością zrobiłem interes życia, choć moja dobra i tolerancyjna żona dawała wyraz swej dezaprobacie. Otóż jako pracownik nauki zarabiałem w tamtych czasach ok. 18 USD miesięcznie, czyli cena komputera odpowiadała moim poborom z 15 lat. Piętnastu. Nie wspomnę, już opisanych w CWhttp://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=16198 , perypetii z przekazywaniem pieniędzy oraz potyczek z fiskusem, który bardzo chciał mnie złupić. Powiem krótko: warto było!

Oczywiście, kiedy dokonywałem szaleństwa, nie miałem pojęcia, jakie będą jego skutki. Wiedziałem, że komputer pomoże mi w pracy naukowej (wzrosła moja wydajność publikacyjna), ale niczego poza tym nie przewidywałem. Ani że zostanę dziennikarzem komputerowym, ani tym bardziej, że będę specem od lokalizacji, szczególnie fontów. A już w najśmielszych marzeniach nie mogłem zakładać, że kupno komputera pozwoli mi na łatwą zmianę zawodu, co dziś w moim pokoleniu wyżu demograficznego staje się coraz bardziej powszechne. Jeślibym trzymał owe trzy i pół tysiąca dolarów na koncie, to do końca PRL-u zainkasowałbym jakieś 1750 USD odsetek (9%, ale w bonach). Mógłbym w 1992 roku kupić akcje na świeżo powstałej Giełdzie Warszawskiej i przy odrobinie szczęścia, sprzedając przed pierwszym krachem, wyjąłbym nawet 20 razy więcej. Każdy kto zajmuje się inwestycjami wie, że najlepszą inwestycją jest inwestowanie w samego siebie. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Nawet żona zgadza się, że szaleństwo sprzed 20 lat zaprowadziło nas bardzo daleko, choć w kierunku zupełnie nieprzewidzianym.

Smrodek dydaktyczny z tego felietonu jest prosty: nie jest wykluczone, że kupno komputera przez znajomych Piotra Kowalskiego całkowicie odmieni ich życie. Niestety, nigdy nie wiadomo, w którą stronę. Czy warto być szalonym?!

W celu komercyjnej reprodukcji treści Computerworld należy zakupić licencję. Skontaktuj się z naszym partnerem, YGS Group, pod adresem [email protected]

TOP 200