Swojska twarz technologii

Ludzie wykonujący kolejne zawody zastępowani są przez technologie informatyczne. Jest to proces nieuchronny, ale odbywa się raczej z większymi niż mniejszymi ograniczeniami. Specjaliści mówią, że tkwią one nie tyle w technologii, ile w uwarunkowaniach kulturowych i prawnych.

Komputery – sterylne, poprawne, szybkie i pewne – po prostu peszą użytkowników swoją doskonałością. Zawsze uprzejme, zawsze pomocne, sprawiają, że człowiek jest zakłopotany swoimi wadami. Poczucie niższości, które nam towarzyszy w kontakcie z maszynami, nie przyczynia się do akceptacji galopującej technologizacji życia codziennego. Wniosek jest prosty. Chcecie dohumanizować maszyny? Obdarzcie je wadami!

Na przykład prowadzenie samochodu – etap eksperymentów mamy już za sobą, ale czas na wdrożenie autonomicznych aut do masowej produkcji jeszcze nie nadszedł. Jak to zmienić? Ano, Google Car powinien po prostu raz na jakiś czas złamać ograniczenie prędkości, mrugnąć światłami po minięciu patrolu policji, a z zamontowanego megafonu powinno się wydobyć: „jak jeździsz, baranie!” – i od razu akceptacja społeczna by wzrosła.

Płacę czasami w kasach samoobsługowych w supermarketach i niedawno zdałem sobie sprawę, że poczułbym się znacznie pewniej, gdybym zamiast uprzejmego głosu pytającego, czy wolę kartę, gotówkę czy bony, usłyszał: „Tylko drobne proszę, bo nie mam wydać” albo: „Mogę być panu winna grosik?” – tak jak na „białkowych” kasach.

Podobnie administracja publiczna. Te wszystkie elektroniczne skrzynki podawcze, systemy kolejkowe, portale obywatelskiej samoobsługi i internetowe PIT-y trochę peszą obywateli. Powinny co jakiś czas mówić: „Nieczynne, przerwa obiadowa!”, „Proszę się ustawić w kolejce!” albo „Jak się nie podoba, to można złożyć odwołanie”. I od razu wiadomo byłoby, że jesteśmy w urzędzie, gdzie relacje są jasno określone: urzędnik oraz petent, czyli nikt. Komputer pomiędzy nimi tę relację niepotrzebnie zaburza i odziera z czaru – w efekcie czego czujemy się zagubieni. Czy ktoś pomyślał, że za niskim nasyceniem usług publicznych informatyką może tkwić brak pani Krysi, archetypowej urzędniczki, która jest opryskliwa, leniwa i niekompetentna?

Żadne tam syntezatory mowy, analiza sentymentu czy modelowanie mimiki twarzy w 3d, aby wykryć ukryte emocje, jak sugerują moi znajomi rozwijający nowoczesne technologie w start-upach. Ma być swojsko i przaśnie, prosto i między oczy, żeby się w głowie nie przewróciło! Technologia nie może mieć samych zalet, dohumanizujmy ją poprzez zestaw starannie dobranych, widocznych wad.