Studia strategiczne

Inwestorzy zagraniczni ostatnio nie na żarty zaniepokoili się i przejęli prognozami szefa Rządowego Centrum Studiów Strategicznych. Osoby nieco bardziej oficjalne ze sfer rządowych negatywnie oceniły inicjatywę ministra. Nie jedyny raz zresztą czarnowidztwo ministra okazuje się bzdurzeniem. Na przykład w pierwszym kwartale tego roku, gdy zapowiadał recesję, mieliśmy półtoraprocentowy wzrost.

Inwestorzy zagraniczni ostatnio nie na żarty zaniepokoili się i przejęli prognozami szefa Rządowego Centrum Studiów Strategicznych. Osoby nieco bardziej oficjalne ze sfer rządowych negatywnie oceniły inicjatywę ministra. Nie jedyny raz zresztą czarnowidztwo ministra okazuje się bzdurzeniem. Na przykład w pierwszym kwartale tego roku, gdy zapowiadał recesję, mieliśmy półtoraprocentowy wzrost. W roku 1998 minister oszacował wzrost na 6%, podczas gdy rzeczywiście było o 20% mniej. Bardzo niewesoło minister wróży bilansowi obrotów bieżących, co jest o tyle dziwne, że nie ma danych, na podstawie których można to przewidywać. Dlatego słusznie jest nazywać kabałą przewidywanie deficytu tego bilansu na poziomie 7,5% PKB.

Pan minister był wielkim przeciwnikiem schładzania gospodarki, co stało się koniecznością naszej gospodarki od początku działalności obecnego gabinetu. Kiedy okazało się, że ta strategia przyniosła sukces, minister wyraził żal z tej przyczyny. Wielu obserwatorów z tego powodu wciąż wyraża radość i kibicuje wicepremierowi. Ten zaś lansuje kolejny pomysł stanowiący składnik całego pakietu reform gospodarczych - modyfikację podatków. Te pomysły mają więcej przeciwników, chociaż niewielu wypowiada się na ten temat publicznie. Nawet zwolennicy raczej na ten temat milczą.

Najbardziej deprymujące dla większości twórców polityki gospodarczej są prognozy na najbliższą przyszłość. Według ministra, wszelkie działania są pozbawione sensu: będzie coraz gorzej - produkcja spadnie, inflacja wzrośnie, wycofają się zagraniczni inwestorzy, osłabi się złotówka, a wszystkie wskaźniki charakteryzujące gospodarkę spadną na łeb na szyję. Niestety, niektóre kabały ministra spełniają się. Wystarczyło ogłoszenie, że sytuacja gospodarcza pogorszy się wyraźnie i złotówka osłabnie, a już inwestorzy wycofują się, a złotówka zgodnie z zapowiedzią słabnie. Tak już jest w gospodarce, że jeśli ogłosi się, i to oficjalnie, negatywne opinie o jej stanie, to jest wielce prawdopodobne, iż poruszy się lawinę. Bo cóż stało się ostatnio negatywnego w gospodarce. Nic szczególnego, a - według GUS - w zasadzie nawet działo się nieźle.

Kiedy słucham pomstowania na ministra, szefa Centrum Studiów Strategicznych, doszukuję się analogii z naszymi sukcesami w dziedzinie zastosowań informatyki. Co pewien czas podejmujemy ambitne zamierzenia informatyczne o dużym poziomie nowatorstwa, jednak od początku wokół takich projektów atmosfera nie jest sprzyjająca. W efekcie większość z tych niezwykle kosztownych zamierzeń kończy się niepowodzeniem. Wystarczy przypomnieć sobie historyczne już projekty, takie jak Poltax i Urząd Celny czy nowsze: ZUS, kasy chorych, rejestr pojazdów. Wszystkie miały nieżyczliwych komentatorów. Ze wszystkich stron można było usłyszeć: to się nie może udać, to nie ma szans powodzenia. Czyżby było to zamierzone? A może to zabieg nieprzychylnie nastawionych konkurentów? Złe mówienie o zamierzonych wielkich projektach miałoby na nie mieć zły wpływ?

Nie chcę, żeby moje pisanie miało w jakiś sposób tłumaczyć, dlaczego nam tak wiele zamierzeń nie wychodzi. Z pewnością nie jest to skutkiem wyłącznie krakania przez niechętnie nastawione sfery. Stwarzanie jednakże nieprzychylnej atmosfery wokół trudnych zamierzeń z pewnością nie sprzyja ich powodzeniu.